Opublikowano
2013-12-13 12:01 (akt. 2020-12-13 00:16)
Licencja
Wolna licencja

13 grudnia 1981 r. – dzień, który zmienił Polskę

(strona 2)

Noc z 12 na 13 grudnia 1981 r., w czasie której wprowadzono stan wojenny, była jednym z najmocniej zapamiętanych wydarzeń najnowszej historii Polski. Jak „Noc Generała” i następujący po niej dzień wspominali opozycjoniści, ludzie władzy, studenci i żołnierze?


Strony:
1 2 3 4

mjr mgr Wiesław Adamski: „Na dworze mróz, ulica i klomby zasypane śniegiem. W miejscu pełnienia służby jest chłodno, pełnimy ją na korytarzu, a jedyny umieszczony pod oknem kaloryfer niewiele pomaga. Aby się rozgrzać, przechadzam się po korytarzu, później siadam do biurka i przeglądam dokumentację. Sprawdzam książkę wychodzących z koszar. Wszystko w porządku, siadam więc na fotelu przy ławie. Powinno być spokojnie. Niedziela, nic się nie powinno dziać, myślę i przymykam oczy. Nagle budzi mnie dźwięk telefonu. Zrywam się z fotela, podbiegam do biurka. W słuchawce oficer dyżurny Wojskowej Akademii Technicznej powtarza, trzykrotnie: - Uwaga, uwaga, uwaga, ogłaszam HURAGAN. Czuje, że nogi mi miękną. - Co jest grane? - myślę – Przecież to sygnał o wprowadzeniu pełnej gotowości bojowej. W nocy z soboty na niedzielę?! Spoglądam na zegarek, godzina druga trzydzieści. Odkładam słuchawkę. - Co teraz? - myślę gorączkowo. Przypominam sobie, co powinienem zrobić. Po pierwsze sprawdzić, czy sygnał jest autentyczny. Dzwonię do oficera dyżurnego. Powtarzam otrzymany sygnał, otrzymuje potwierdzenie. - Co się dzieje? Czyżby wojna? - pytania przelatują mi przez głowę z prędkością, nomen omen, huraganu. Trzeba obudzić podoficera. Biegnę do sali. Prawdopodobnie dopiero zasnął. Przez chwilę nie bardzo rozumie, co do niego mówię. - Wprowadzono pełną gotowość bojową! - Co?! Co mówisz?! Nie pomyliłeś się!? - Sprawdziłem sygnał! - Dobrze już się ubieram, zaraz będę – odpowiada. Wracam do biurka. Po chwili pojawia się kapral, dopinając mundur […]”

Dlaczego wprowadzono stan wojenny?

Czytaj dalej...

Jacek Kuroń: „Postanowiłem wymknąć się ze stoczni wraz z ekipą NBC. Nie jechać już do Grand Hotelu, gdzie wszyscy byliśmy zakwaterowani, ale do Novotelu, gdzie nocowali dziennikarze. Musiałem jednak już w stoczni być obstawiony, bo zauważyłem ich po drodze. W hotelu też już byli. Noc. Śnieg. Taki byłem zmęczony. Nieludzko. Nie, nie będę uciekał. Nie miałem sił na to. Wszedłem do pokoju. Nalałem sobie odrobinę whisky do szklaneczki i nie zapalając światła, usiadłem przy oknie. Noc. Śnieg. - No to strzemiennego – powiedziałem w tę noc – Za piękne panie i tych, co na morzu. Usłyszałem zgrzyt klucza w zamku. Przyszli. Jechaliśmy suką przez nocne miasto. Na ulicach stały czołgi i wozy pancerne. Nawet mnie nie skuli. Mój wierny stróż major Leśniak zapytał: - No i co, panie Kuroń, warto było? - Pamięta pan, majorze, jak trzy lata temu, przyjechaliście wziąć mnie stąd, spod Gdańska? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Przyjechaliście wtedy w cztery fiaty. A dzisiaj, widzi pan sam, ile czołgów i wojska musieliście wyprowadzić na ulice, żeby mnie wziąć. - Prawda – mruknął – tyle pańskiego. Przywieźli mnie do jakiegoś wolno stojącego budynku na przedmieściu. Kazali wyjść i schodami w dół sprowadzili do piwnicy. Torba uwierała mnie w ramię. Piwnica była wysypana piaskiem, a ściana, ku której szedłem, postrzelana kulami. Muszę wymienić pasek w tej torbie – pomyślałem. Pod dwoma innymi ścianami stali milicjanci w wojskowych mundurach, z pistoletami maszynowymi przewieszonymi przez ramię. - Pod ścianę – warknął któryś. Aha, to już. Już? Jaka szkoda. Biegłem do rozstrzelanej ściany i biegłem. Żeby się tylko zdążyć odwrócić. Żeby nie w plecy. Ściana. Raz, dwa, trzy... Zdążyłem. Co mam robić? Sięgam po papierosy, żeby ukryć, że mi żal i się boję. - Też bym zapalił – mówi ten, który kazał pod ścianę. Zapaliłem. Z torby wyciągnąłem nową paczkę. Rzuciłem milicjantowi. - Pal! Chyba nie będzie strzelania. Zdjąłem kożuch, ułożyłem pod głowę torbę pełną papierów z uchwałami zjazdu i usnąłem. Był 13 grudnia 1981 roku.”

Zbigniew Bujak. Zbigniew Bujak: „Zrządził taki przypadek. Za namową Zbyszka Janasa wyszliśmy bowiem ze stoczni prosto na dworzec kolejowy, koledzy natomiast pojechali do swych hoteli, zanosiło się bowiem na to, że obrady zakończą się dopiero w niedzielę. Gdy więc niespodziewanie skończyły się przed północą, wraz ze Zbyszkiem poszliśmy prosto na dworzec. Od stoczni, jak wiadomo, jest on niedaleko. Czekałem tam na nocny pociąg, który się spóźniał. W trakcie naszego oczekiwania zwróciliśmy uwagę na pojawienie się przed dworcem i wokół hotelu Monopol oddziału ZOMO. Ktoś powiedział, że to jakaś akcja „porządek” czy coś takiego, wymierzona w cinkciarzy, więc się nie niepokoiliśmy. Gdy jednak pociąg nie przebywał, a obecność tego ZOMO na placu przed dworcem i hotelem przedłużała się, zdenerwowaliśmy się tym nieco i gdy tylko samochody milicyjne odjechały, postanowiliśmy sprawdzić co się stało. Do środka hotelu wpuszczono nas bez przeszkód. Pierwszą napotkaną osobą była asystentka Onyszkiewicza. Po drodze do jej pokoju spytałem ją co się stało, a ona najwyraźniej straciła głowę, bo odpowiedziała, że wzięli Janusza i innych, a teraz przeczesują pokoje. Natychmiast więc ze Zbyszkiem zawróciliśmy […] Nie przypuszczaliśmy, że obiektem polowania mogą być członkowie władz legalnego związku zawodowego, działającego zgodnie z prawem. Gdy zeszliśmy do recepcji i poprosiliśmy o dowody i wypuszczenie nas, recepcjonistka zaczęła nerwowo szukać klucza od drzwi. Przyznaję, że w tym momencie serce zaczęło mi mocniej bić. Wiedziałem już, że koledzy mieszkający w hotelu zostali przez milicję gdzieś wywiezieni. Postanowiłem, że nie pójdę ich śladem. Stanąłem więc koło okna, tuż koło drzwi wyjściowych i wpatrywałem się w korytarz. Byłem przygotowany, że jeśli się tylko pokażą milicjanci lub tajniacy, wybiję szybę i ucieknę. Szczęśliwie po kilku minutach klucz się znalazł i obaj z Janasem wyszliśmy nie zatrzymywani z hotelu […] Pod hotelem spotkaliśmy znajomego chłopaka z Regionu gdańskiego, który powiadomił nas, że większość członków Komisji została aresztowana, a dom, w którym mieszka Lech, jest otoczony […] Jeszcze ciągle żywiłem złudzenie, że może to jest jedynie jakaś akcja lokalna, że może jest to tylko łapanka wymierzona w Komisję Krajową.”

Formularz milicyjnego meldunku o zatrzymaniu. Julian Zydorek: „Wpadło chyba czterech funkcjonariuszy. Pierwsza moja myśl: uciekać! To było mieszkanie na piątym piętrze, blok bez balkonów, więc możliwości ucieczki nie było. Pomyślałem szybko, że jedyną możliwością jest postawienie oporu, narobienie hałasu tak, żeby ludzie z tego bloku się zeszli. Powalono mnie na ziemię, skuto ręce z tyłu. Usiadło na mnie dwóch milicjantów. Ale ludzie rzeczywiście zareagowali na ten hałas, bo nie tylko ja się szarpałem z tymi milicjantami, ale również Ola, którą zamknęli w łazience. Zaczęła krzyczeć, wybiła szybę w drzwiach. Dwadzieścia minut trzymali mnie leżącego, a następnie wynieśli do windy. Po czym w szpalerze milicjantów zostałem odniesiony do samochodu i zawieziony na Kochanowskiego, gdzie boso musiałem chodzić po betonowych posadzkach, bo nie miałem butów.”

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Tomasz Leszkowicz

Doktor historii, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Autor artykułów w czasopismach naukowych i popularnych. W czasie wolnym gra w gry z serii Europa Universalis, słucha starego rocka i ogląda seriale.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org