Opublikowano
2020-11-17 15:56
Licencja
Prawa zastrzeżone

Anna Czartoryska. Niekoronowana królowa z Hotelu Lambert

Anna z Sapiehów Czartoryska była żoną księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Z energią równą słynnemu mężowi przystąpiła do organizacji życia społecznego i kulturalnego tysięcy polskich emigrantów we Francji. Pomniki jej działalności w Paryżu można oglądać do dziś.


Strony:
1 2 3

Na spakowanie się ma kilka godzin. Wrzuca do sakwojaży trochę ubrań, jakieś szczotki do włosów, buty. Najwięcej miejsca zajmują rzeczy dla dzieci. One zawsze są najważniejsze, a tu trzeba nagle ich życie pomieścić w kilku podróżnych torbach. W końcu puszcza przodem najstarszego, dziesięcioletniego Witolda, sadza na biodrze półroczną Izę. Drugą ręką trzyma czteroletniego Władzia. Malec drze się w niebogłosy, bo matka, żeby nie prowokować rosyjskich żołnierzy, odpięła mu od czapki srebrnego orzełka. A on przecież jest powstańcem. Jak ojciec.

Czartoryscy Anna z Sapiehów Czartoryska Portret Anny z Sapiehów Czartoryskiej wg Grevedona (aut. Piotrus; CC BY-SA 3.0)

Tyle, że powstanie właśnie się skończyło. Dla nich i dla tysięcy innych Polaków, którzy też opuszczają swój kraj. Wybrańców, jak Annę z Sapiehów Czartoryską i trójkę jej dzieci, czeka najpierw tułaczka, a potem długie lata emigracji i często śmierć na wygnaniu. Ci, którzy mają mniej szczęścia, pojadą kibitkami na Syberię, skąd większość nigdy nie wróci. Na tych, którzy w powstaniu wyróżnili się szczególnie, czeka szubienica lub topór, spod którego tylko nielicznym uda się umknąć.

Anna nie ma jeszcze pojęcia, co ją czeka. Wie tylko, że musi jechać za mężem, którego przez ostatnie pół roku widziała niespełna jeden dzień. Tutaj w Krakowie, gdzie mieszkała z dziećmi od lutego 1831 roku. On przyjechał 26 września. Usiadł przy biurku i zaczął porządkować papiery. Swoje prywatne – próbował poprzepisywać wszystkie majątki na nią, żeby była choć szansa na uratowanie ich przed rosyjską konfiskatą. Ale też publiczne, dotyczące listopadowego zrywu. Był przecież prezesem powstańczego Rządu Narodowego.

Nie zdążyli nawet porozmawiać. Siedział przy tym biurku w Pałacu Potockich w Krakowie, kiedy wpadli bliscy, krzycząc, że do miasta wchodzą carskie oddziały. Z pamiętników świadków wiemy, że wybiegł z domu jak stał, w towarzystwie tylko dwóch zaufanych ludzi. Miał w kieszeni paszport na inne nazwisko. Wiedział, że jeśli go znajdą, natychmiast zabiją. Nie potrzeba im sądu, który zresztą za kilka miesięcy skaże go na karę śmierci przez ścięcie toporem.

Adam Czartoryski i ucieczka z Krakowa

Gdy II wojna światowa była już nieunikniona, na gwałt próbowano zabezpieczyć największe zabytki polskich muzeów. Wśród nich wyjątkowe miejsce miała kolekcja Muzeum Czartoryskich.



Czytaj dalej...

Nie wiemy, co sobie powiedzieli. Wiemy, że ona postanowiła jechać za nim.

Anna Czartoryska, żona ostatniego prezesa powstańczego rządu, nie może przejść z mężem na austriacką stronę Krakowa. Są tam przecież kontrole graniczne. Wątpliwe, by księżna Czartoryska pokonała je anonimowo. A brak tej anonimowości byłby równoznaczny z wyrokiem śmierci na męża. Wyrusza więc kilka tygodni później. Na piechotę przechodzi z dziećmi przez austriacką granicę i jedzie szukać męża. Najpierw ma nadzieję, że uda się jej pozbierać myśli i fundusze w zaborze austriackim, gdzie przed zagładą Puław uciekła jej teściowa Izabela Czartoryska i szwagierka Maria Wirtemberska.

Złudne nadzieje. Szybko dowiaduje się, że żona jednego z największych wrogów Rosji nie będzie mile widzianym gościem cesarza Austrii. Jak stoi, rusza więc w drogę. Do Francji, gdzie się wychowała. Do Paryża, który był już jej domem. Droga przez Pragę, Drezno, Frankfurt, Metz ciągnie się tygodniami i niemało kosztuje. W końcu ktoś każe jechać do francuskiego miasteczka Chalons sur Marne. Tam spotyka męża. Znowu widzą się przez chwilę. On w sprawach politycznych rusza do Anglii błagać o pomoc dla Polski i Polaków. Ona 10 grudnia ląduje na paryskim bruku. Dosłownie, bo podróż pochłonęła całą gotówkę. Na pomoc przychodzi jej była guwernantka, Francuzka, która wróciła do Paryża na emeryturę płaconą przez matkę Anny, księżną Annę Sapieżynę. Przygarnia całą książęcą gromadę do siebie. Anna opowie potem, że po raz pierwszy od miesięcy była pewna, że jej dzieci dostaną śniadanie. A to oznacza, że ona może się zająć organizacją jedzenia dla innych, pozbawionych tej pewności.

Czartoryscy Anna z Sapiehów Czartoryska „Polonez Chopina – Bal w Hôtelu Lambert”. Obraz Teofila Kwiatkowskiego

Po latach zostawia po sobie w Paryżu i w ludzkiej pamięci nie mniej pamiątek niż jej sławny mąż. Tylko że o nim wszyscy pamiętają. Jest najbardziej znanym i opisanym przedstawicielem rodu Czartoryskich. Nie ma listu, mowy, odezwy, myśli księcia Adama, której byśmy nie mogli poznać dzięki wnikliwej pracy historyków. Żołnierz walczący przeciw Rosji, zakładnik carycy Katarzyny, powiernik, przyjaciel, a potem najbliższy współpracownik cara Aleksandra. Kochanek jego żony i członek tajnego komitetu przybocznego cara, minister spraw zagranicznych Rosji, kurator Uniwersytetu Wileńskiego, współtwórca Królestwa Kongresowego, prezes Rządu Narodowego w czasie powstania listopadowego. Banita skazany na śmierć, twórca konserwatywnego obozu politycznego zwanego Hotel Lambert, twórca nieformalnej polskiej dyplomacji, niekoronowany król Polski na emigracji. Pierwszy wielki emigracyjny przywódca, którego jedni wielbili, inni chcieli rozstrzelać, a wszyscy na jego widok automatycznie skłaniali nisko głowy.

[…]

Zamoyska wspomina:

Całymi dniami w pierwszych miesiącach pobytu w Paryżu pracowała nad oporządzeniem dzieci i siebie, wieczorami jeździła na obiady i wieczory, na które ją zapraszano, ażeby jakiemuś rodakowi wyrobić miejsce lub zajęcie, innemu przytułek lub opiekę.

Czartoryscy Anna z Sapiehów Czartoryska Hotel Lambert na fotografii z początku XX wieku (autorstwa prawdopodobnie Pierre'a Dubarda)

Ta pomoc w pierwszych miesiącach jest jeszcze niezorganizowana. Czasem komuś znajdzie pracę, czasem zarobi parę franków, sprzedając coś w charytatywnym sklepie, który założył generał Józef Bem. Księżna Czartoryska przesiaduje tam godzinami z nadzieją, że spienięży rupiecie, które przynoszą ludzie dobrej i gorszej woli. Potem, za namową francuskiej królowej, chodzi z woreczkiem od drzwi do drzwi. Francuscy arystokraci nie mają odwagi zatrzasnąć ich przed jej nosem.

Im więcej pomaga, tym bardziej widzi ogrom potrzeb ludzkich. Wielu emigrantów zupełnie nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Zdecydowana większość z nich to ludzie szlacheckiego pochodzenia, którzy całe życie spędzili w swoich dziś już zarekwirowanych majątkach. Na ogół mówią po francusku, ale nie potrafią ani znaleźć, ani utrzymać pracy. Żywcem wyjęci z kart Pana Tadeusza (notabene pisanego właśnie w tym czasie na „paryskim bruku”), często całą życiową energię zużywają na podlewane alkoholem waśnie i tęsknotę za „krajem lat dziecinnych”. Co prawda państwo francuskie przyznaje polskim emigrantom specjalne zapomogi, ale wielu ich nie dostaje lub je traci z różnych powodów. Wtedy oni i ich rodziny zostają bez środków do życia. To doskwiera księżnej podwójnie. Po pierwsze zwyczajnie, po ludzku, bo szkoda jej ludzi, po drugie uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy. Dlatego w 1833 roku zakłada Towarzystwo Dobroczynności Dam Polskich. Jego statut głosi, że jest ono najdalsze od politycznych podziałów i działa „jedynie dla miłości bliźniego i dla miłości dobrego imienia polskiego”. Anna w listach podkreśla, że nie można wymagać od obcego państwa, żeby zajmowało się kimś, kto przez niedopatrzenie stracił prawo do pomocy udzielanej emigrantom, że Francja nie może zastąpić Polski w dbałości o własnych obywateli. A Polska to oni. Dlatego „potrzeba stowarzyszenia się w celu wspierania Rodaków i osłodzenia cierpień” – pisze.

Adam Czartoryski. Książę Wielkiej Emigracji i jego myśl polityczna

Adam Czartoryski był aktywnym działaczem i mężem stanu. Powstanie listopadowe było przełomowym doświadczeniem. Pozostając w ciągu ostatnich trzydziestu lat życia poza krajem, stał się ambasadorem polskiej sprawy na europejskich dworach, oddając się energicznym, acz w niewielkim stopniu skutecznym zabiegom o zdobycie przychylności zachodnich mocarstw dla sprawy polskiej.



Czytaj dalej...

Na początku Towarzystwo utrzymuje Anna Sapieżyna. Odmawia finansowania działalności politycznej Adama, w którą nie wierzy, wspiera natomiast akcje dobroczynne Anny. Potem księżnej prezesowej, jak tytułowana jest Czartoryska, udaje się wychodzić wsparcie zarówno publicznych, jak i prywatnych instytucji. Większość środków Anna organizuje jednak dzięki swojej pomysłowości i pracowitości. Całymi dniami ślęczy przy krosnach, wyszywając, prześliczne skądinąd, makatki i serwetki, które kupuje sama królowa, więc są też obiektem pożądania paryskiej socjety. Zaczyna organizować wenty, na których różne towary sprzedają, jak wspomina książę Adam, zwerbowane „najpiękniejsze damy w Paryżu”.

Ten tekst jest fragmentem książki Zofii Wojtkowskiej „Saga rodu Czartoryskich”:

Zofia Wojtkowska - Saga rodu Czartoryskich Autor: Zofia Wojtkowska
Tytuł: „Saga rodu Czartoryskich”
Wydawca: Iskry
Rok wydania: 2020
Data premiery: 09.11.2020
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-244-1066-8
EAN: 9788324410668
Cena: 64,90 zł

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: bartensteiner |

Mam pretensję do gramatyki podczas operowania przez Autorkę frazą "Hotel Lambert", która - moim zdaniem - jest nieodmienną. W omawianym tekście słowo Hotel zostało nieprawidłowo potraktowane jako rzeczownik pospolity, podczas gdy jest on częścią nazwy własnej. W znanych mi innych publikacjach historycznych ich autorzy ustrzegli się tego błędu. Gdyby chcieć, na siłę, zastosować tu polską deklinację, należałoby użyć dopełniaczowej frazy wobec obu słów, czyli "Niekoronowana królowa z Hotelu Lamberta".



Odpowiedz

Gość: Paweł |

Regina Coeli nie Caeli na miłość boską...



Odpowiedz

Julia Obrycka Autor Histmaga |

@ Gość: Paweł
Panie Pawle, sprawdziłam w Śpiewniku Kościelnym ks. Jana Siedleckiego - wersja poprawna to właśnie "Regina Caeli". Pozdrawiam!



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

Wołał kiedyś Wieszcz: "Jeden tylko, jeden cud: Z Szlachtą polską - polski Lud,". Wołał, lecz do dziś nie doczekał spełnienia. Tacy jak Jb dalej dzielą na "Polskę właściwą" i jakąś inną chłopską, czyli niewłaściwą.



Odpowiedz

Gość: Jb |

@ Gość: Marek Baran
Ależ to już bylo i nazywalo się...Polska Rzeczpospolita LUDOWA, którą na smietnik historii odeslal lud pracujacy miast i wsi



Odpowiedz

Gość: Anna |

@ Gość: Marek Baran
Inny wieszcz wolal: jeszcze w Polsce będzie git, polską szlachtą bedzie żyd. Jak trzeba byc pogrążonym w plebejskiej przeszlosci (pokochaj genetyke...) zeby po 30 latach nadal wzdychac do prl, panstwa fornali i kucharek i ich potomstwa z dyplomami za chamskie pochodzenie....



Odpowiedz

Gość: Jb |

Tak to była polska arystokracja czyli Polska wladciwa nie to co pozniejsi emigranci rozne chlopskie Mikolajczyki....



Odpowiedz
Zofia Wojtkowska

Historyczka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat pracowała jako dziennikarka polityczna (m.in. „Wprost” i „Newsweek”). Autorka Wieku ambasadora. Opowieści o życiu Edwarda Raczyńskiego (Iskry 2017), książki, która w 2018 roku zwyciężyła w Konkursie Historycznym Ministra Spraw Zagranicznych na najlepszą publikację dotyczącą historii polskiej dyplomacji. Współautorka książki Ona. Za kulisami III Rzeczypospolitej.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org