Opublikowano
2014-12-17 10:30 (akt. 2019-12-13 11:40)
Licencja
Wolna licencja

Dlaczego wprowadzono stan wojenny?

(strona 2)

16 grudnia 1981 roku pluton ZOMO otworzył ogień do górników strajkujących w kopalni Wujek. To tragiczne wydarzenie pozostaje chyba najbardziej wyrazistym symbolem Stanu Wojennego. Od tych wydarzeń minęło już ponad trzydzieści pięć lat. Spróbujmy odpowiedzieć: dlaczego wprowadzono stan wojenny?


Strony:
1 2 3 4 5

Pomimo iż działacze związkowi z całego kraju nie znali się między sobą, a Służba Bezpieczeństwa starała się przeciwdziałać połączeniu niezależnych inicjatyw związkowych z całego kraju, doszło do powstania jednego, ogólnopolskiego związku. Zgodnie z pomysłem Modzelewskiego, przyjął on nazwę: Niezależny Samorządny Związku Zawodowy „Solidarność”. Był 17 września 1980 roku.

Dla komunistów była to sytuacja bardzo groźna. Już sam fakt, że zmuszono ich do zaakceptowania i faktycznego zalegalizowania zinstytucjonalizowanej opozycji politycznej wewnątrz PRL, był bardzo trudny do zaakceptowania. Początkowo mogli oni jednak mieć nadzieję, że opozycja ta będzie słaba i rozbita. To z kolei pozwalałoby komunistom na daleko idące manipulacje. Mogliby oni stosować różne standardy wobec różnych regionalnych organizacji i próbować je ze sobą konfliktować. Ten pomysł spalił jednak na panewce.

Komuniści postanowili zbadać wytrzymałość nowego związku. Temu miało służyć wywołanie tzw. „kryzysu rejestracyjnego”. 24 października 1980 roku, Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował NSZZ „Solidarność”, ale samowolnie, bez konsultacji z jego przedstawicielami, zmienił jego statut. Przedstawiciele sądu uzupełnili dokument związkowy o uznanie przez związek kierowniczej roli PZPR. Nie ma żadnych wątpliwości, że nie była to samodzielna decyzja sądu, ale posunięcie polityczne zaplanowane przez kierownictwo PRL. „Solidarność” odebrała ten gest jako zamach na jej niezależność i zapowiedziała ogólnopolski strajk w obronie statutu (planowany na 12 listopada), odwołując się jednocześnie do Sądu Najwyższego. 10 listopada udało się jednak zawrzeć porozumienie: SN dokonał rejestracji „Solidarności” z pierwotnym statutem, a załącznik do niego stanowiła preambuła porozumień sierpniowych, która zawierała treści pożądane przez władze komunistyczne.

PZPR wzięta w dwa ognie

Władze wiedziały już więc, że z „Solidarnością” nie pójdzie im łatwo. Mimo wszystko, komuniści wiedzieli, że ze związkowcami przyjdzie im prowadzić aktywną walkę. Na posiedzeniu Sekretariatu KC Kazimierz Barcikowski powiedział:

Zaleciliśmy członkom partii wejście do nowych związków zawodowych. Ale powstaje pytanie, czy mamy członków partii w Solidarności, czy [może raczej] Solidarność w partii [ma swoich ludzi].

Słowa te dowodzą dwóch rzeczy. Po pierwsze PZPR chciał zastosować starą komunistyczną taktykę opanowywania organizacji od wewnątrz. W podobny sposób rozprawiano się choćby z opozycją antykomunistyczną po II wojnie światowej. Po drugie jednak, obóz władzy był pogrążony w chaosie. Nie dość bowiem na tym, że nie mogli być pewni własnych szeregów. Polacy masowo opuszczali szeregi PZPR – nie było już śladu po triumfalnych manifestach z ostatnich lat rządów Edwarda Gierka, gdy z dumą wskazywano, że ponad 3 miliony obywateli PRL należy do PZPR. Czy w takich warunkach mogła być mowa o użyciu siły do stłumienia pełzającej solidarnościowej rewolucji? Absolutnie nie. „Solidarność” faktycznie zlikwidowała monopol władzy komunistów i wprowadziła swoistą dwuwładzę: komuniści musieli konsultować ze związkiem większość decyzji dotyczących polityki wewnętrznej. A jednak komuniści nie znajdowali dość siły i determinacji, by siłowo rozprawić się ze związkiem. Podstawową przeszkodą była popularność „Solidarności”. W końcu 1980 roku blisko 7 milionów Polaków znajdowało się już w szeregach „S”, a jej lider – Lech Wałęsa – był na ustach wszystkich.

Gniewne pomruki słychać było jednak na Kremlu. Radzieckie kierownictwo, na czele z Leonidem Breżniewem, brutalnie domagało się od polskich komunistów stłumienia „samoograniczającej się rewolucji”. W początkach października 1980 roku szef KGB Jurij Andropow w rozmowie z szefem polskiego MSW Mirosławem Milewskim mówił, że dla wprowadzenia stanu wojennego nie ma już żadnej alternatywy. Chociaż jesienią 1980 było jeszcze na to za wcześnie, to jednak machina przygotowań została już wprawiona w ruch. Już w październiku tego roku stworzone zostały pierwsze listy osób przeznaczonych do internowania. Wojskowi planiści pod czujnym okiem szefa MON Wojciecha Jaruzelskiego oraz Służba Bezpieczeństwa przygotowywali już zaktualizowane wytyczne dla wprowadzenia stanu wojennego.

Okresy odprężenia w stosunkach pomiędzy władzą a „Solidarnością” przeplatały się z okresami zaostrzenia wzajemnych relacji. Wielkie napięcie w kierownictwie PRL wywołała wiadomość o zaplanowanych na grudzień 1980 roku manewrach Sojuz 80. Wiadomość o nich dotarła do Warszawy zupełnie niespodziewanie – bezceremonialna forma i gwałtowność radzieckiego komunikatu w tej sprawie kazała podejrzewać, że za manewrami może kryć się sowiecka interwencja wojskowa. Kulminacją tego kryzysu była narada polityczna państw stron Układu Warszawskiego zorganizowana w Moskwie 5 grudnia 1980 roku. Członom polskiej delegacji udało się przekonać kierownictwo sowieckie, że Polacy sami opanują kryzys. Manewry Sojuz 80 zostały w ostatniej chwili odwołane. Czy Armia Radziecka rzeczywiście chciała wkroczyć do Polski? Wiele wskazuje na to, że cała intryga miała jedynie na celu wywołanie nacisku na polskie kierownictwo. Stuprocentowej pewności nie mamy jednak do dziś.

Wojciech Jaruzelski (z prawej) w rozmowie z Jurijem Andropowem (fot. D. Szlachta; lic. CC BY-SA 3.0)

Jaki był stosunek polskich komunistów do pomysłu interwencji radzieckiej? Znakomita większość przywódców PRL, a przede wszystkim Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski, zdawała sobie sprawę z tego, że wkroczenie wojsk sowieckich będzie nie tylko klęską dla Polski, ale również końcem ich politycznej kariery. Obydwa te czynniki, wymieszane w różnych proporcjach, decydowały o ich sprzeciwie wobec wkroczenia Armii Radzieckiej do Polski. W kierownictwie partii komunistycznej byli jednak ludzie, którzy skłonni byli poprzeć inwazję, widząc w niej realizację własnych interesów. Do tej grupy zaliczano przede wszystkim szefa partyjnej organizacji w Katowicach Andrzeja Żabińskiego, szefa partyjnej organizacji w Warszawie Stanisława Kociołka, oraz Stefana Olszowskiego i Tadeusza Grabskiego. O Żabińskim mówiono wręcz, że otwarcie wznosił toasty za jak najszybsze wkroczenie „sowieckich przyjaciół”. Podskórna walka pomiędzy domniemanymi zwolennikami interwencji a zwolennikami innych środków walki z „Solidarnością” toczyła się na dobrą sprawę aż do jesieni 1981 roku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Dziękujemy, że z nami jesteś! Chcesz, aby Histmag rozwijał się, wyglądał lepiej i dostarczał więcej ciekawych treści? Możesz nam w tym pomóc! Kliknij tu i dowiedz się, jak to zrobić!

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Waldzio1910 |

"Na to nakładała się zręczna propaganda prowadzona przez stronę rządową. Z jednej strony bowiem, obarczała ona „Solidarność” winą za bardzo trudną sytuację gospodarczą. Wskazywano, że to głównie przerwy w pracy wywołane strajkami zadają poważne ciosy gospodarce narodowej. Jednocześnie liderzy „Solidarności” byli przedstawiani jako nieodpowiedzialni awanturnicy, którzy w rzeczywistości nie interesują się losem Polski, ale jedynie swoimi własnymi, partykularnymi interesami."
Skąd ja to znam? :p



Odpowiedz

Gość: Andrzej |

Wiem, że pamięć zawodzi, ale deklarację do "S" podpisałem już w czerwcu, wcześniej w marcu do WZZ. Coś tu nie gra IMO



Odpowiedz

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest bardzo prosta, jeżeli zrezygnuje się z dzisiejszej poprawności politycznej i jeżeli weźmie się pod uwagę wyniki sondaży przeprowadzonych, zarówno po wprowadzeniu stanu wojennego, jak i aktualnych. O ile nie bardzo mogliśmy wierzyć wynikom badania opinii społecznej z okresu rządów Jaruzelskiego, wskazującym na ponad pięćdziesięcioprocentowe poparcie dla stanu wojennego, to dzisiejsze sondaże nadal wskazują, że prawie połowa Polaków uważa, iż było to posunięcie nieodzowne dla zapewnienia spokoju w kraju. Dzieje się tak, pomimo że przez ostatnie trzydziestolecie publicystyka - niezależnie od swych barw politycznych - nazywała stan wojenny wyłącznie złem, w dodatku złem czystej postaci.



Odpowiedz

Gość: Pro publico |

Autor nic nie wspomniał o planach Operacji "Karkonosze". Towarzysze czechosłowaccy raczej sami nie wpadli na pomysł postawienia w stan gotowości kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy (w tym przynajmniej jednej dywizji pancernej), przegrupowania ich skrycie pod granicę i opracowaniu szczegółowego "rozkładu jazdy" rajdu wgłąb terytorium PRL - to wszystko miało się odbyć bez porozumienia, koordynacji i wytycznych Wielkiego Brata...? Absurd.



Odpowiedz

Gość: Michał |

Z przykrością muszę stwierdzić, że artykuł nieco tendencyjny i oparty na wybranych źródłach i materiałach pod teorię



Odpowiedz
Michał Przeperski

Pasjonat historii i słowa pisanego. Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Od stycznia 2012 r. do czerwca 2014 r. redaktor naczelny portalu „Histmag.org”. Publikował m.in. w „Polityce”, „Znaku”, „Frondzie LUX”, „44 / Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym” i „Nowych Książkach”. Przygotowuje rozprawę doktorską o działalności politycznej Mieczysława F. Rakowskiego. Autor książki „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku” (2016).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org