Opublikowano
2014-12-17 10:30 (akt. 2019-12-13 11:40)
Licencja
Wolna licencja

Dlaczego wprowadzono stan wojenny?

(strona 4)

16 grudnia 1981 roku pluton ZOMO otworzył ogień do górników strajkujących w kopalni Wujek. To tragiczne wydarzenie pozostaje chyba najbardziej wyrazistym symbolem Stanu Wojennego. Od tych wydarzeń minęło już ponad trzydzieści pięć lat. Spróbujmy odpowiedzieć: dlaczego wprowadzono stan wojenny?


Strony:
1 2 3 4 5

Ostatnie dni marca 1981 okazały się być apogeum solidarnościowego „karnawału”. Strajk ostrzegawczy ogłoszony przez związek 27 marca w godzinach 8.00 – 12.00 okazał się bezprecedensowym sukcesem. Cały kraj po prostu stanął. W Warszawie toczyły się rozmowy pomiędzy delegacją KKP pod kierownictwem Wałęsy i delegacją rządową na czele której stał wicepremier Mieczysław Rakowski. Porozumienie wydawało się jednak tak odległe, że wręcz niemożliwe. Na domiar złego, tego samego dnia, 27 marca, w Warszawie pojawiła się grupa działaczy radzieckich na czele z wiceszefem KGB Władimirem Kriuczkowem. Ich przybycie zdawało się niedwuznacznie sugerować, że do ich zadań należeć będzie koordynowanie akcji inwazyjnej. Tego samego dnia, rozmawiając przez telefon ze Stanisławem Kanią, Leonid Breżniew podkreślał, że sytuacja „weszła w krytyczną fazę”. Nie ma więc przypadku, że datę 27 marca noszą pierwsze poważne decyzje i dokumenty dotyczące wprowadzenia stanu wojennego. Wszystko wskazuje na to, ze polscy komuniści byli gotowi na to, aby wprowadzić stan wojenny.

W ostatniej chwili jednak sprawy przybrały inny obrót. 30 marca w MSW oceniono, że wprowadzenie stanu wojennego w sytuacji strajku generalnego będzie skrajnie utrudnione, czy wręcz zgoła niemożliwe. Do porozumienia udało się też w końcu dojść w rozmowach Rakowski-Wałęsa, chociaż jeszcze rano 30 marca Rakowski groził, że strajk generalny otworzy drogę do „zastosowania niezwykłych środków”. Jednak w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego cała Polska została poinformowana o zawieszeniu strajku generalnego, co wspólnie z Rakowskim ogłosił na ekranach telewizorów jeden z kluczowych przywódców związku Andrzej Gwiazda. Cały kraj odetchnął z ulgą, a groźba inwazji odsunęła się.

Paradoks sytuacji polegał na tym, że tak Rakowski jak Wałęsa przekroczyli swoje uprawnienia. Bardziej dewastujące skutki miało to jednak dla ducha „Solidarności”. Pogłębił się kryzys w jej kierownictiwe, a popularność związku zaczęła się stopniowo zmniejszać. Komuniści zyskali więc nieco oddechu. Tymczasem manewry Sojuz 81, nie zauważone przez nikogo, zakończyły się w początku kwietnia 1981 roku.

Partia zwiera szeregi

Nikt nie był do końca zadowolony z porozumienia zawartego 30 marca 1981 roku. Bardziej konserwatywni (czyli – proradzieccy) członkowie kierownictwa partii wskazywali, że doszło do „ugody warszawskiej”, a więc kolejnej kapitulacji ze strony PZPR. Strona rządowa zobowiązała się bowiem ostatecznie do wyciągnięcia konsekwencji wobec milicjantów, którzy interweniowali w Bydgoszczy w marcu 1981. W rzeczywistości jednak tej części porozumienia nigdy nie zrealizowano. Niepokój w milicji jednak pozostał. Wiosną 1981 roku pojawiły się nawet próby zakładania niezależnych struktur związkowych w milicji. I chociaż zostały one ostatecznie spacyfikowane, to premier Jaruzelski otrzymał czytelną informację: wojsko jest jedyną służbą mundurową na której można bez zarzutu polegać.

O tym jak ważne znaczenie miało poparcie jakim obdarzali Jaruzelskiego generałowie można było przekonać się w czerwcu 1981 roku. Wtedy bowiem, na VI Plenum KC PZPR (11-12 czerwca 1981 r.) doszło do próby obalenia Stanisława Kani. Przy prawdopodobnym poparciu towarzyszy radzieckich, czechosłowackich i wschodnioniemieckich atak na kierownictwo przypuścił Tadeusz Grabski, reprezentant partyjnego betonu. Jego atak miał tym większe znaczenie, że już 5 czerwca 1981 r. polskim władzom doręczono utrzymany w ultymatywnym tonie list KC KPZR do KC PZPR. Nosił on znamiona bezpardonowej, brutalnej ingerencji w wewnętrzne sprawy PRL. Moskwa domagała się w nim podjęcia energicznych działań wobec „Solidarności” (ten eufemizm oznaczał wprowadzenie stanu wojennego). Sowieci sugerowali także, że ich zaufanie wobec Kani i Jaruzelskiego jest właściwie wyczerpane (co stanowiło groźbę usunięcia ich ze stanowisk).

Przeciwko Kani i Jaruzelskiemu na Plenum wystąpił nie tylko Tadeusz Grabski, ale również generałowie Włodzimierz Sawczuk i Eugeniusz Molczyk. Przez chwilę wydawało się, że Jaruzelski nie ma pełnego poparcia w wojsku. Sprawę przeważył jednak gen. Józef Urbanowicz, znany jako „człowiek sowiecki”. Jednoznacznie poparł on Jaruzelskiego. To przesądziło o porażce nieudolnych puczystów. Stanisław Kania pozostał I sekretarzem KC PZPR, a pozycja Wojciecha Jaruzelskiego w strukturach władzy wyraźnie się wzmocniła. Był to zresztą kolejny krok do zwierania szeregów przez komunistów.

Manifestacja przed polską ambasadą w Paryżu (13 grudnia 1981 roku)

Kilka dni później zaktywizował się Komitet Obrony Kraju, instytucja, która odegrała kluczową rolę w przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 r. Jej pierwsze po długiej przerwie posiedzenie odbyło się 19 czerwca, a kolejne odbywały się regularnie, aż do grudnia 1981 r.

W lipcu 1981 r. konsolidacja szeregów PZPR poszła jeszcze dalej. Po IX Nadzwyczajnym Zjeździe PZPR z najwyższych władz zostali wykluczeni niemal wszyscy ci, którzy sprzeciwiali się władzy Kani i Jaruzelskiego. Stopniowo zresztą, to ten drugi zyskiwał sobie przewagę w rządzącym tandemie. Stanisław Kania opowiadał się za deeskalacją konfliktu, ale nie potrafił znaleźć pozytywnego rozwiązania dla kryzysowej sytuacji politycznej. Co gorsza, źle znosił on stres, zaglądając do kieliszka. Dlatego też, gdy spór na linii władze –„Solidarność” zaostrzył się w sierpniu i wrześniu, rolę głównego rozgrywającego odgrywał już Jaruzelski.

Kolejnym pretekstem do zaognienia sytuacji w kraju stały się marsze głodowe (koniec lipca), a a następnie rozmowy prowadzone przez Mieczysława Rakowskiego z KKP w początku sierpnia. Wzajemne urazy uległy wówczas dalszemu pogłębieniu. Niedługo potem, w pierwszych dniach września 1981 r. w gdańskiej hali Olivii odbył się I Krajowy Zjazd Delegatów „Solidarności” . Podczas obrad ogłoszone zostało „Posłanie Pierwszego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” do ludzi pracy Europy Wschodniej,”. To z kolei stało się dla ZSRR powodem do zintensyfikowania nacisków na polskich przywódców.

To, że stan wojenny wprowadzono nielegalnie, nie miało w 1981 roku żadnego praktycznego znaczenia. Dziś jest inaczej (fot. Briho)

Jakby tego było mało, właśnie we wrześniu 1981 roku toczyły się manewry wojskowe Zapad 81, jedne z największych jakie kiedykolwiek zorganizowano w tej części Europy. Przypadek? Wiele wskazuje na to, że tak, bo zaplanowano je znacznie wcześniej. Nie zmienia to jednak w niczym groźnej wymowy sytuacji. Potężne oddziały radzieckie nad polską granicą, towarzysze radzieccy coraz bardziej natarczywie domagają się wprowadzenia stanu wojennego. Jednak Stanisław Kania jest nieugięty. Podczas zebrania Biura Politycznego 15 września 1981 roku jednoznacznie podkreśla on, że nie ma mowy o wprowadzeniu stanu wojennego.

Jednak już w miesiąc później, na IV Plenum KC PZPR, Stanisław Kania ogłasza swoją rezygnację ze stanowiska I sekretarza PZPR. Jego następcą zostaje wybrany Wojciech Jaruzelski. W ten sposób gromadzi on w swoich rękach ogromną władzę. Jest jednocześnie I sekretarzem KC PZPR, premierem, ministrem obrony narodowej i szefem Komitetu Obrony Kraju. Wielu wojskowych zostaje włączony do najwyższych władz partyjnych i państwowych. Wspierany przez towarzyszy w mundurach, Jaruzelski zostaje wykreowany na silnego człowieka partii. Wśród najbliższych współpracowników generała Jaruzelskiego znajdują się generałowie Michał Janiszewski, Czesław Kiszczak i Florian Siwicki. Wszyscy oni są zwolennikami siłowej rozprawy z „Solidarnością”. Na siłowe rozwiązanie naciska Moskwa, aparat partyjny oraz wojsko. Jaruzelski skłania się ku ich opinii.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Waldzio1910 |

"Na to nakładała się zręczna propaganda prowadzona przez stronę rządową. Z jednej strony bowiem, obarczała ona „Solidarność” winą za bardzo trudną sytuację gospodarczą. Wskazywano, że to głównie przerwy w pracy wywołane strajkami zadają poważne ciosy gospodarce narodowej. Jednocześnie liderzy „Solidarności” byli przedstawiani jako nieodpowiedzialni awanturnicy, którzy w rzeczywistości nie interesują się losem Polski, ale jedynie swoimi własnymi, partykularnymi interesami."
Skąd ja to znam? :p



Odpowiedz

Gość: Andrzej |

Wiem, że pamięć zawodzi, ale deklarację do "S" podpisałem już w czerwcu, wcześniej w marcu do WZZ. Coś tu nie gra IMO



Odpowiedz

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest bardzo prosta, jeżeli zrezygnuje się z dzisiejszej poprawności politycznej i jeżeli weźmie się pod uwagę wyniki sondaży przeprowadzonych, zarówno po wprowadzeniu stanu wojennego, jak i aktualnych. O ile nie bardzo mogliśmy wierzyć wynikom badania opinii społecznej z okresu rządów Jaruzelskiego, wskazującym na ponad pięćdziesięcioprocentowe poparcie dla stanu wojennego, to dzisiejsze sondaże nadal wskazują, że prawie połowa Polaków uważa, iż było to posunięcie nieodzowne dla zapewnienia spokoju w kraju. Dzieje się tak, pomimo że przez ostatnie trzydziestolecie publicystyka - niezależnie od swych barw politycznych - nazywała stan wojenny wyłącznie złem, w dodatku złem czystej postaci.



Odpowiedz

Gość: Pro publico |

Autor nic nie wspomniał o planach Operacji "Karkonosze". Towarzysze czechosłowaccy raczej sami nie wpadli na pomysł postawienia w stan gotowości kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy (w tym przynajmniej jednej dywizji pancernej), przegrupowania ich skrycie pod granicę i opracowaniu szczegółowego "rozkładu jazdy" rajdu wgłąb terytorium PRL - to wszystko miało się odbyć bez porozumienia, koordynacji i wytycznych Wielkiego Brata...? Absurd.



Odpowiedz

Gość: Michał |

Z przykrością muszę stwierdzić, że artykuł nieco tendencyjny i oparty na wybranych źródłach i materiałach pod teorię



Odpowiedz
Michał Przeperski

Pasjonat historii i słowa pisanego. Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Od stycznia 2012 r. do czerwca 2014 r. redaktor naczelny portalu „Histmag.org”. Publikował m.in. w „Polityce”, „Znaku”, „Frondzie LUX”, „44 / Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym” i „Nowych Książkach”. Przygotowuje rozprawę doktorską o działalności politycznej Mieczysława F. Rakowskiego. Autor książki „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku” (2016).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org