Opublikowano
2013-12-13 11:00
Licencja
Wolna licencja

Internowanie było kpiną z prawa - rozmowa z Grzegorzem Wołkiem

(strona 2)

Gdy w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku do domów działaczy „Solidarności” w całym kraju zapukała Służba Bezpieczeństwa, nie było jasna jaki czeka ich los. Niebawem okazało się, że wojskowy reżim przygotował dla nich coś specjalnego...


Strony:
1 2 3

Czołgi T-55 na ulicach podczas stanu wojennego

„Ośrodek internowania” to bardzo enigmatyczne określenie. Co to właściwie oznacza? W których częściach Polski znalazło się najwięcej ośrodków?

Nazwa „ośrodek internowania” jest nieścisła. Oficjalnie nosiły one nazwę „ośrodków odosobnienia”, ale zdarzało się wobec nich używać również innych określeń np. „obozy”, „internaty”. Sam jestem zwolennikiem używania nazwy oficjalnej. Najczęściej były to wydzielone pawilony więzienne, gdzie umieszczono internowanych. Rzadziej były to ośrodki wczasowe, jak np. Arłamów, gdzie przetrzymywano Lecha Wałęsę, Głębokie znane z internowania tam Edwarda Gierka i innych aparatczyków, czy wreszcie np. Gołdap w której znalazły się więzione kobiety związane z „Solidarnością” i opozycją. Władza bardzo zręcznie grała tymi różnicami. W mediach eksponowano luksusowe warunki w jakich trzymano internowanych. Do dziś w niektórych środowiskach pokutuje mit, że były to „wakacje na koszt władzy”. Kobiety internowane w Gołdapi mogą np. powiedzieć, że była to „złota klatka”. Musimy jednak pamiętać, że nawet tam gdzie warunki bytowe były niezłe, teren był ogrodzony i pilnowany przez uzbrojonych strażników, a w samym ośrodku Służba Bezpieczeństwa prowadziła swoją grę. Niektórych internowanych zastraszała, innym obiecywała zwolnienie, jeszcze innych werbowała do współpracy. To naprawdę nie były wakacje…

Ile powstało „ośrodków odosobnienia”?

W dokumencie je powołującym wymieniono 46 ośrodków. Później niektóre likwidowano, a powstawały nowe. Sądzę, że do 24 grudnia 1982 r., kiedy oficjalnie zlikwidowano instytucję internowania, powstało nie więcej niż 60 takich placówek. Zdecydowaną większość stanowiły wydzielone pawilony więzienne. Tam zresztą warunki były zdecydowanie gorsze. Zwłaszcza w pierwszych tygodniach stanu wojennego. Często dochodziło do pobić, karania internowanych za najmniejszy przejaw niesubordynacji. Ostatecznie tej grupie ofiar stanu wojennego udało się wywalczyć „przywileje” w postaci otwarcia cel, co umożliwiało komunikację, zwiększenia czasu przeznaczonego na spacery itp. W żadnej mierze nie był to obraz sielankowy. W sierpniu 1982 r. doszło np. do krwawej pacyfikacji w „ośrodku odosobnienia” w Kwidzynie. W jej skutek wiele osób zostało brutalnie pobitych – połamane kończyny, pęknięte żebra, wstrząśnięcia mózgu... Część z nich nie odzyskała zdrowia.

Jak wyglądało życie codzienne w ośrodkach dla internowanych?

To zależy o jakim okresie mówimy. Pierwsze dwa miesiące były najgorsze. Wtedy jeszcze komendanci ośrodków starali się traktować internowanych jak tymczasowo aresztowanych, co zresztą wprost wynikało z regulaminów. Zamykano więc cele, na noc kazano zostawiać ubranie przed celą złożoną w tzw. kostkę. Zabraniano porozumienia się pomiędzy celami. Wszelkie protesty tłumiono, niekiedy siłowo.

Sytuacja zmieniła się wraz ze zmianą charakteru instytucji internowania, gdy ośrodkach pozwalano na więcej. Kiedy otworzono cele, internowani pokazali się jako bardzo aktywna grupa. Ośrodki tętniły życiem: organizowano kursy samokształceniowe, drukowano więzienne gazetki, funkcjonowała tzw. poczta więzienna. Szereg przedmiotów wytworzonych w ośrodkach ma dużą wartość artystyczną. Wszystko to było przeplatane kipiszami, czyli rewizjami cel oraz przesłuchaniami przez Służbę Bezpieczeństwa. Warto też pamiętać, że w marca 1982 r. rozpoczęła się akcja namawiania internowanych do wyjazdu z kraju. Z moich badań wynika, że do 1989 r. z opcji tej skorzystało ponad 1 tys. byłych internowanych.

Generalnie, obraz życia w ośrodkach, pomimo dużej aktywności samych więzionych, nie był jednak taki „kolorowy”. Często dochodziło do protestów, w tym protestów głodowych. Czasami wręcz, używając języka strażników, do otwartych buntów. Na szczęście większość z nich nie kończyła się tak tragicznie jak przywołany już bunt w Kwidzynie. Protestowano głównie z powodu łamania praw internowanych, np. odmowy wizyty u lekarza, zakazu widzenia z rodziną, niewpuszczenia księdza, który miał odprawić mszę itd.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Michał Przeperski

Pasjonat historii i słowa pisanego. Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Od stycznia 2012 r. do czerwca 2014 r. redaktor naczelny portalu „Histmag.org”. Publikował m.in. w „Polityce”, „Znaku”, „Frondzie LUX”, „44 / Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym” i „Nowych Książkach”. Przygotowuje rozprawę doktorską o działalności politycznej Mieczysława F. Rakowskiego. Autor książki „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku” (2016).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org