Opublikowano
2018-02-13 09:00
Licencja
Wolna licencja

Piotr Zychowicz – „Skazy na pancerzach” – recenzja i ocena

(strona 2)

„Skazy na pancerzach” to nietypowa pozycja jak na publicystę historycznego związanego z prawicą. Piotr Zychowicz uderza bowiem w jeden z głównych filarów narracji historycznej polskiej prawicy – w legendę Żołnierzy Wyklętych.


Strony:
1 2

„Skazy na pancerzach” Autor: Piotr Zychowicz
Tytuł: „Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych”
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2018
Oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
Liczba stron: 408
Format: 150×225 mm
Numer ISBN: 978-83-8062-289-0
Cena: 44,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Zychowicz wchodzi też w polemikę z Wojciechem Muszyńskim i Mariuszem Bechtą, autorami monografii narodowego podziemia zbrojnego, którzy w pacyfikacji Wierzchowin nie dopatrzyli się znamion ludobójstwa. W ogóle wiele partii książki ma charakter polemiczny względem tez historyków głównie związanych z IPN. Redaktor „Do Rzeczy Historia” nie pozostawia też suchej nitki na publikacjach dodatku historycznego konkurencyjnego „W Sieci”, gdzie jego zdaniem Wyklętych wyłącznie się idealizuje. A tymczasem ofiarami zbrodni padali nie tylko przedstawiciele mniejszości narodowych, ale także wyznaniowych: mordowano np. członków wspólnoty Świadków Jehowy, którzy nie chcieli się przeżegnać. Jedno i drugie łączyło się na Podlasiu, gdzie ofiarami podkomendnych Romualda Rajsa „Burego” padała cywilna ludność białoruska, nie wyłączając prawosławnych duchownych.

„Skazy na pancerzach. Czarne karty Żołnierzy Wyklętych” - między zbrodnią a bohaterstwem

Działalność „Burego” pozostaje tematem ożywionych polemik, Zychowicz nie ma jednak wątpliwości co do jej zbrodniczego charakteru. Zażarcie krytykuje też idealizowanie Rajsa przez część środowisk narodowych. Ukazuje też złożone życiorysy podziemnych przywódców, w tym Józefa Kurasia „Ognia”, zupełnie niepasujące do stereotypowego wyobrażenia o Żołnierzach Wyklętych. Sam Kuraś, jak nieco prowokacyjnie stwierdza Zychowicz, zostałby dziś, jako były funkcjonariusz organów bezpieczeństwa, pozbawiony przywilejów emerytalnych. Raz jeszcze przypomniane zostają – będące faktem już dość znanym – napaści podkomendnych „Ognia” na słowackie wioski. Z kolei osobny rozdział został poświęcony stosunkowi Żołnierzy Wyklętych do Żydów, napisany w bardzo wyważony sposób, bez ulegania stereotypom „żydokomuny” czy „polskiego antysemityzmu”.

Piotr Zychowicz – „Żydzi. Opowieści niepoprawnie polityczne” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

Choć książka pełna jest wstrząsających opisów popełnionych przez nich zbrodni, książka nie zawiera potępienia Żołnierzy Wyklętych. Jak już wspomniałem, autor podkreśla że jest pełen szacunku dla Wyklętych i ich walki z komunistami. Zaznacza też, że zachowania podobne do opisywanych były wśród powojennych partyzantów wyjątkiem, nie regułą. Zbrodnie te w żadnej mierze nie miały też charakteru planowych czystek, za które odpowiedzialność ponosiłyby gremia decyzyjne podziemia. Przeciwnie, każdorazowo odpowiedzialne były konkretne osoby. Może zwracać uwagę fakt, że wielu z prezentowanych na kartach książki dowódców oddziałów było ludźmi porywczymi (w przypadku „Łupaszki” pisał o tym jego podkomendny – Paweł Jasienica), niezdyscyplinowanymi, wykazującymi się aktami niesubordynacji jeszcze w trakcie trwania wojny, kierujący się osobistymi uprzedzaniami. Nawet w ramach jednego oddziału część jego członków bez wahania uczestniczyło w niegodnych czynach, a inni nie chcieli przykładać do nich ręki. Opisane w książce zbrodnie obciążają ich sprawców, a nie Żołnierzy Wyklętych jako takich. Jednocześnie trzeba podkreślić, że wydarzenia takie miały miejsce. Pomijanie ich milczeniem w imię budowy legendy podziemia niepodległościowego byłoby zakłamywaniem historii.

Przyczyny opisywanych wydarzeń Zychowicz upatruje w ludzkiej naturze i demoralizacji jaką niesie sobą wojna. Podkreśla, że podobne ekscesy miały miejsce podczas wszystkich konfliktów zbrojnych, we wszystkich armiach świata. Nie jest za to skłonny dopatrywać się takiej przyczyny w wyznawanej przez członków podziemia ideologii (pomijając fakt że nie istniała jedna „ideologia Żołnierzy Wyklętych”). Jako, co sam zaznacza, przeciwnik idei nacjonalistycznych, zwalcza przy tym stereotyp, że szczególnie skłonni do takich zachowań byli członkowie podziemia o profilu narodowym. Autor podkreśla, że haniebnymi czynami splamili ręce reprezentanci różnych nurtów ideowych, a narodowcy wcale nie dali się tu poznać jako szczególnie brutalni.

*

„Skazy na pancerzach. Czarne karty Żołnierzy Wyklętych” to książka wartościowa i potrzebna. Oparta nie na fantazjach autora, lecz na materiałach źródłowych. Jednocześnie, pomimo wstrząsającej i niezwykle drastycznej tematyki, napisana jest w sposób porywający. Od „Skaz na pancerzach” wprost nie sposób się oderwać. Spodziewam się, że tą książką autor ściągnie na siebie gromy znacznie większe niż za którąkolwiek z poprzednich. Ale może właśnie dzięki tej pozycji możliwa stanie się normalna dyskusja o powojennym podziemiu zbrojnym?

Piotr Zychowicz – „Pakt Piłsudski-Lenin” - recenzja i ocena

Czytaj dalej...

Niezłomność i heroizm większości Żołnierzy Wyklętych nie oznacza wszak, że wszyscy zasługują na cześć. Ale i to, że były wśród nich „czarne owce” nie unieważnia tragizmu ich losu. Nie mogli przecież tak po prostu złożyć broni i wyjść z lasu, bo czekały na nich – w najlepszym razie – ubeckie katownie. Polska zapłaciła w XX w. tak przerażającą daninę krwi, że większość z nas odruchowo sprzeciwia się stwierdzeniu, że Polacy byli nie tylko ofiarami, ale i bywali sprawcami. Nowa książka Piotra Zychowicza pokazuje że faktycznie bywali, pomimo iż odpowiedzialności za opisane w książce czyny nie można przypisać narodowi czy państwu, a ich sprawcom.

Przeczytaj też drugą recenzję książki Piotra Zychowicza, autorstwa Darii Czarneckiej!


Spodobał ci się nasz artykuł? Podziel się nim na Facebooku i, jeśli możesz, wesprzyj nas finansowo. Dobrze wykorzystamy każdą złotówkę! Kliknij tu, aby przejść na stronę wsparcia.


Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Krzysztof |

Najlepszą recenzją książki Zychowicza jest okładka. I to jest wystarczający powód, że nie warto dać za nią złamanego grosza



Odpowiedz

Krytycy Zychowicza mimowolnie wyrządzają mu przysługę, gdy potępiają go za coś nieokreślonego, zwłaszcza dotyczącego hipotez. Jeżeli zaś krytykują opisywane przezeń zaszłości, niech wskażą je konkretnie oraz zastąpią jego nieprawdy w zakresie faktów lub przemilczeń własną - ze wszech miar prawdziwą - wersją wydarzeń. Mnie jego pisarstwo się podoba, choć nie cierpię tzw. historii alternatywnej.



Odpowiedz

Gość: Darek Sokolo |

@ bartensteiner kim jest zychowicz i czym są jego książki pokazał Żebrowski https://www.youtube.com/watch?v=7OeVqwDWbHY



Odpowiedz

@ Gość: Darek Sokolo
Przecież Żebrowski mimowolnie potwierdził głoszoną przeze mnie tezę, nie zaprzeczając choćby jednemu z faktów podawanych w książce przez Zychowicza. Nie mając argumentów przeciwko treściom zawartym "W skazach na pancerzach" stara się uwypuklać, niezbyt zresztą udanie, nieścisłości co do dat, tytułu dokumentów itp.
Mam pretensję do Zychowicza, że w książce tej nie poruszył spraw opisanych w pamiętnikach dr. Zygmunta Klukowskiego (kapitan, kierownik BIP w Inspektoracie Zamojskim), czyli rabunkowego bandytyzmu uprawianego systematycznie w czasie wojny przez regularnych żołnierzy AK na cywilnej, polskiej ludności Zamojszczyzny, by zaspokoić materialne potrzeby wyższych oficerów z Warszawy lub Lublina oraz ich rodzin. Dokonywano tego łącznie z gwałceniem rabowanych kobiet i torturami, służącymi wydobyciu informacji o skrywanych walorach. Przyznam, że bardziej mnie to poruszyło, niż mordy na obcoplemieńcach.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Nie znam wspomnień o których mowa. Czytałem natomiast (niestety nie pamiętam tytułu) opracowanie dotyczące działalności AK w Sandomierskim. Nie było tam wątków, nazwijmy je ideologiczno-patriotycznymi, były natomiast długie listy nazwisk. Praktycznie wszyscy tamtejsi akowcy pochodzili po prostu z dworów i ich otoczenia, nielicznej inteligencji, lub spośród osób związanych z aparatem państwowym II RP. Ani jednego/jednej osoby z warstwy chłopskiej - jak w czasach Powstania Styczniowego. Istne "pańskie" wojsko. Pewnie na Zamojszczyźnie było bardzo podobnie.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
"Zamojszczyzna" Zygmunta Klukowskiego (dyrektora szpitala w Szczebrzeszynie) jest najbardziej autentycznym - pisanym na bieżąco, dzień po dniu - opisem okupacyjnych dziejów Polaków, spośród wszystkich znanych mi opracowań. Bardzo autentyczne jest np. jego wielokrotne zastanawianie się, czy dobrze zrobił, że zgłosił swój akces do AK, skoro zbyt dużo zajmuje się ona "bandziorką". Wielokrotnie pomstuje tam też na temat zachowania się Polaków wobec Żydów i potępia ochotnicze zgłaszanie się rodaków na roboty do Niemiec. Nie opisuje tam składu socjalnego oddziałów partyzanckich Zamojszczyzny, lecz na podstawie opisu niektórych osób można wnioskować, iż znajdował się tam pełny przekrój ówczesnego społeczeństwa, w odróżnieniu od oddziału mego ojca (IX Brygada Oszmiańska AK) zrekrutowanego niemal wyłącznie w przysiółkach.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Poza tematem pytanie. W przysiółkach, czy zaściankach? Jeśli w tych drugich, to jest to klasyka opowieści o polskości w Wielkim Księstwie, często od czasów Witolda. Opisywana (lewobrzeżna) Sandomierszczyzna to powiaty opatowski i staszowski. Kraina w której nawet Atimes nie dopatrzyłby się śladów R1b - no może oprócz wcześniejszych Rejów.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Na Wileńszczyźnie słowo zaścianek miało raczej pejoratywne znaczenie, natomiast mieszkanie w przysiółku oznaczało niepospolitowanie się z mieszkańcami wsi.



Odpowiedz

Gość: robespierre |

Nie czytałem, ale nie zgodzę się że to chwyt reklamowy dla autora. Nie wiem ile czasu zajęło mu przygotowanie materiałów - z konieczności dziejowej powierzchownych. Wszak wymierająca garstka świadków to już ludzie od których nie można wiele wymagać choćby z racji ich wieku. Ale są to ostańce po których śmierci zostanie już tylko pole do popisu dla pożal się Boże "historyków dobrej zmiany"



Odpowiedz

Gość: MokuLSK |

Kustosze Polski Niewinnej w natarciu . Do tego wszyscy tu cytują jakiegoś Żebrowskiego który w swoich argumentach nie stosuje nawet półprawd ale ćwierć prawdy . Zastanówcie się czy wy chcecie historii ? Czy opowiadania bajek ? Takich na dobranoc żebyście mogli spać spokojnie obok swoich mieczyków , rodeł czy innych szczerbców.



Odpowiedz

Gość: Kaska |

@ Gość: MokuLSK
Właśnie ja chce historii, a nie ksiazki popularno - naukowej. Historia to są fakty ,daty i badania . Kilka " faktow" z tej książki zostało już obalonych . Jeżeli tak ma wyglądać historia oparta na pedagogice wstydu jaka autor również stosuje to ja dziękuję.



Odpowiedz

Gość: Grzesiek |

Przebrnąłem przez kilkanaście stron tego gniota. Żałuje, że wydałem na niego pieniądze. Tym bardziej żałuję, że zdecydowałem się na kupno tej pozycji zamiast tej, którą miałem faktycznie kupić. Książka napisana tylko dla rozgłosu i chyba dla pieniędzy. Wiedza autora powierzchowna i bardzo wybiórcza. No, cóż... Nie można wymagać od publicysty warsztatu historyka, bo go zwyczajnie nie ma. Widać, że Zychowicz bezmyślnie "spisywał" co zresztą sam przyznał. Wystarczy zobaczyć debatę na temat książki pomiędzy nim, a Żebrowskim. Pierwsze minuty debaty a Żebrowski wykazał nieprawidłowości, brak podstawowych rzeczy i odwołań do źródeł i w istocie tak jest. A twierdzenie autora tej recenzji, że to książka wartościowa i potrzebna to kłamstwo. Przynajmniej co do pierwszego. Mniej wartościowej książki nie widziałem od czasu Obłędu 44 tego samego autora (nie czytałem późniejszych publikacji jednakze mysle ze nie straciłem zbyt wiele). Potrzeba może i jest ale spoglądając na wyczyn Zychowicza przestaje się tę potrzebę odczuwać. Wbrew wszystkim będę jednak bronił Zychowicza, bo jednak myślę, że autor bardzo potrzebował tej książki. Od czasu Obłędu 44 było o nim cicho, a jego publikacje przechodziły bez większego echa. Jak to się mówi: Każdy orze jak może. Zychowicz powoli staje się celebrytą i myślę, że nawet on sam to zauważa. To co? Czekamy na kolejna ksiażkę od Zychowicza za rok? Mamy odhaczone powstanie, sprawę sojuszy między Polakami a przyszłymi okupantami, Żydów, Polaków, Sowietów, Żołnierzy Wyklętych. Może teraz o polskich obozach śmierci? Oczywiście pan Zychowicz zaakcentuje w książce, że to były obozy komunistyczne, ale to już chyba gdzieś było... Myślę, że temat na czasie, a im większe kontrowersje tym więcej pieniędzy. Zobaczymy za rok co tez wymyśli.



Odpowiedz

Gość: Kanon24 |

@ Gość: Grzesiek Zgadzam się całkowicie , obrzydliwa antypolska manipulacja, nie mająca wiele wspólnego z pracą historyczną . Dobór źródeł tendencyjny, zdecydowanie mają przewagę pseudonaukowe antypolskie gnioty, stanowiące bazę źródłową Zychowicza



Odpowiedz

Gość: Dziumek |

@ Gość: Kanon24 chętnie kupię „obrzydliwą antypolską manipulację” zwłaszcza, że Obłęd44 przy całej ułomności autora traktuje Powstanie Warszawskie jako totalną i bezsensowną katastrofę czym w efekcie było. Dlatego „Skazy na pancerzach” również zachęca do myślenia a ślepego klepania jedynej słusznej idei.



Odpowiedz

Gość: o.Misjonarz |

Nie wszyscy „żołnierze wyklęci” są godni pomników, bo wielu z nich jest splamionych krwią Polaków, Żydów, Białorusinów, Słowaków. Wielu dopuściło się okrutnych zbrodni, gwałtów, napadów, rabunków. Gloryfikacja wszystkich „wyklętych” nie uczyni patriotami tych, którzy zeszli na drogę bandytyzmu. Tej historycznej hipokryzji chcemy się przeciwstawić. Dlatego w ramach serii „Wyklęci nie święci” pokazano prawdziwe oblicze wielu „wyklętych”. Dziś wynoszonych niemal na ołtarze, a w rzeczywistości zwykłych zbrodniarzy, którzy byli inspiratorami mordów lub za nie odpowiadają. Jedną z takich postaci jest Józef Kuraś „Ogień”, przez jednych – nie tylko na Podhalu – uznawany za bohatera, a przez drugich za bandytę. Inny bandyta to "Łupaszko".



Odpowiedz

Gość: mariusz |

@ Gość: Dziumek Czytaj, po prostu otrzymasz to co chcesz otrzymać, bez żadnej refleksji.



Odpowiedz

Gość: Marek |

@ Gość: o.Misjonarz Początek lat pięćdziesiątych, mieszkałem we Włodawie, z racji pracy mojego ojca miałem sposobność przysłuchiwania się rozmowom dorosłych mieszkańców okolicznych wiosek (byłem nastolatkiem). Z dreszczykiem słuchałem co robiły bandy Żelaznego i Jastrzębia. Jeden z opowiadających miał być zastrzelony za to, że znaleziono u niego schowaną słoninę a wcześniej mówił, że nie ma nic do jedzenia. Przykłady mógłbym mnożyć. Teraz Jastrząb i Żelazny to "żołnierze wyklęci".



Odpowiedz
Michał Gadziński

Absolwent Instytutu Historycznego oraz Instytutu Nauk Politycznych UW. Interesuje się historią XIX i pierwszej połowy XX wieku. Pasjonat historii, kultury i polityki krajów anglosaskich.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org