Opublikowano
2020-11-18 09:02
Licencja
Wolna licencja

Udział Wielkopolan w wojnie polsko-bolszewickiej mógł przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Polski

Powstanie Wielkopolskie stanowiło preludium do wygranej wojny polsko-bolszewickiej. Kto wie jak potoczyłyby się jej losy, gdyby nie 100-tysięczna armia Wielkopolan? Historię Powstania Wielkopolskiego i dalsze dzieje żołnierzy opisali Adam Pleskaczyński oraz Michał Krzyżaniak w publikacji „Oddziały wielkopolskie w walkach o wschodnią granicę Rzeczypospolitej”.


Strony:
1 2

Uroczystość zaprzysiężenia wojsk powstańczych i wręczenie sztandaru 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich, 26 stycznia 1919 r. (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-335-1)

Magdalena Mikrut-Majeranek: Powstanie Wielkopolskie to jedna z niewielu polskich wiktorii, a zasadniczo jedyna tak duża i udana insurekcja w dziejach Polski, w efekcie której udało się doprowadzić do oswobodzenia spod niemieckiego jarzma niemal całej Wielkopolski. Jak doszło do jego wybuchu?

Adam Pleskaczyński: Powstanie Wielkopolskie rzeczywiście jest jednym z niewielu zwycięskich zrywów. Było ono zrywem młodych, zdeterminowanych ludzi i miało charakter spontaniczny. Wśród powstańców dominowali Polacy służący w armii niemieckiej, którzy właśnie wrócili z frontu i byli świadkami rewolucji i totalnego rozprzężenia w Niemczech. Istotną część spiskowców stanowiła również prąca do walki, patriotyczna młodzież wielkopolska, skauci, działacze Sokoła i wszyscy ci, którym wydawało się, że nadeszła najwłaściwsza chwila do wywołania powstania.

Powstanie wielkopolskie 1918 – sukces wielkopolskiego społeczeństwa

Powstanie wielkopolskie rozpoczęło się 27 grudnia 1918 roku – po godzinie 16:00 na ulicy Wilhelmowskiej w Poznaniu padły jego pierwsze strzały. To dzięki temu zrywowi Wielkopolska została włączona w granice niepodległego państwa polskiego.



Czytaj dalej...

Trzeba to wyraźnie zaznaczyć, powstanie wybuchło wbrew planom polskich elit politycznych Wielkopolski tamtego okresu. Przywódcy polityczni skupieni wokół utworzonej w okolicach 11 listopada Naczelnej Rady Ludowej, byli w zdecydowanej większości za doprowadzeniem do przyłączenia poznańskiego do Polski metodami pokojowymi. Bardzo ufano deklaracjom Stanów Zjednoczonych postulujących wytyczenie granic w oparciu o skład etnograficzny spornych terytoriów i liczono na przychylność zwycięskiej koalicji. Oczywiście, Naczelna Rada Ludowa nie blokowała powstawaniu różnych organizacji konspiracyjnych, również tych o charakterze wojskowym, ale próbowała mieć nad nimi kontrolę. Uważano bowiem, że Powstanie Wielkopolskie może wybuchnąć, ale tylko przy sprzyjających okolicznościach, np. wtedy gdy na Pomorzu Gdańskim wyląduje Błękitna Armii Hallera. Tymczasem sytuacja rozwijała się w zupełnie innym kierunku.

Iskrą zapalną był przyjazd do Poznania Ignacego Paderewskiego, który jadąc z Wielkiej Brytanii do Warszawy, gdzie miał objąć tekę premiera niepodległej Polski, został zaproszony do stolicy Wielkopolski przez Komisariat Naczelnej Rady Ludowej. Entuzjazm Polaków mieszkających w Poznaniu był tak ogromny, że niemieccy mieszkańcy Poznania w dniu 27 grudnia 1918 roku podjęli próbę zademonstrowania niemieckości tego miasta i zorganizowali demonstrację, która szybko zamieniła się w rozróbę.

Ignacy Paderewski wśród witających go Poznaniaków, 27 grudnia 1919 roku (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, 1-H-319-2).

Wystarczył moment. Ktoś wystrzelił, i nie ma to dziś większego znaczenia, czy był to Polak czy Niemiec. Ten pierwszy strzał wywołał regularną walkę na ulicach miasta, a ta przerodziła się w zbrojne powstanie, które błyskawicznie rozlało się po całej prowincji. Nieodzowną

Ważne jest, że fakt ten zainicjował wybuch powstania zbrojnego, które rozlało się po całej prowincji poznańskiej za pomocą telefonu. Stacje telefoniczne były czynne i informowano zarówno małe, jak i większe miasta o tym, co się wydarzyło w Poznaniu. Nieodzowną rolę odegrała tu łączność telefoniczna, dzięki której Polacy informowali swoich rodaków w całej Wielkopolsce o wybuchu powstania.

Dlaczego powstanie wielkopolskie osiągnęło sukces?

27 grudnia 1918 r. w Poznaniu rozpoczęło się powstanie wielkopolskie – największe z polskich powstań narodowych zakończonych sukcesem. Co legło u podstaw zwycięstwa i jak należy dziś o nim opowiadać?



Czytaj dalej...
Nieoczekiwanie, w ciągu zaledwie kilku tygodni doszło do opanowania prawie całej prowincji. Niemcy byli kompletnie zdezorientowani. Trzeba pamiętać, że czynnikiem, który pomagał powstańcom w Wielkopolsce była wspomniana już rewolucja, przygnębienie związane z przegraną wojną, upadek autorytetu władzy i wojska. Na polską korzyść działał entuzjazm i brawura oraz świadomość zmian jakie zachodzą w całej Europie. Ciężkie walki miały nastąpić dopiero później. Kiedy Niemcy otrząsnęli się z pierwszego szoku i mniej więcej na przełomie stycznia i lutego przeprowadzili kilka potężnych operacji ofensywnych, powstańcy z trudem, ale jednak, odparli niemieckie ofensywy i obronili swoje zdobycze.

M.M.: Można powiedzieć, że ze strategicznego punktu widzenia termin był dobrze zaplanowany?

A.P.: I tak, i nie. Raczej powiedziałbym, że to był przypadek wywołany niespodziewanymi okolicznościami. Przypomnijmy, że Stanisław Adamski, Wojciech Korfanty i Adam Poszwiński, czyli członkowie komisariatu Naczelnej Rady Ludowej nie chcieli wybuchu powstania w tym terminie. Mieli inną perspektywę niż zwykli ludzie i doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Niemcy wciąż dysponują potężnymi siłami. Szansa na pokojowe przyłączenie poznańskiego do Polski była duża, a podejmowanie walki z Niemcami naznaczone było ogromnym ryzykiem. Wielkopolanom nie mogła pomóc słaba jeszcze Polska, a i zachodni alianci nie życzyli sobie w tej części Europy jakichkolwiek prób zbrojnego wykreślania granic. To oni, ze swoimi decyzjami mieli mieć monopol na wytyczanie mapy Europy.

Paradoksy pamięci, czyli rzecz o powstaniu wielkopolskim

W minioną sobotę na Jasnej Górze odbyła się VI Ogólnopolska Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców. W płomiennej homilii ks. Jarosław Wąsowicz wiele mówił o patriotyzmie, symbolach narodowych i bohaterstwie powstańców, dokładnie tych jednych - warszawskich. O obchodzonej w tym samym czasie rocznicy powstania wielkopolskiego zapomniał, choć jeszcze rok temu cenił pamięć o tym wydarzeniu.



Czytaj dalej...

Inne było jednak wyobrażenie zwykłych Wielkopolan. Wydawało się im, że Niemcy są znokautowane i jeśli powstanie ma wybuchnąć, to właśnie teraz jest ku temu najlepszy moment. Jednak w tym konkretnym przypadku ryzyko się opłaciło i wbrew wszystkim opiniom mądrzejszych i bardziej zorientowanych udało się wyzwolić niemal całą prowincję poznańską. W tych okolicznościach Naczelna Rada Ludowa wykazała się wielką odpowiedzialnością, zaakceptowała stan rzeczy i przejęła kierownictwo nad powstaniem, które bez tego bardzo szybko mogło się zakończyć całkowitą klęską. Do Poznania sprowadzono generała Józefa Dowbor-Muśnickiego wraz z około dwustoma oficerami, których tutaj brakowało i zaczęto tworzyć potężną, świetnie wyszkoloną Armię Wielkopolską.

M.M.: Jaka była rola gen. Józef Dowbor-Muśnicki, będącego jednym z najlepiej wykształconych i doskonale radzących sobie na wojnie oficerów pochodzenia polskiego, który dawniej służył w armii rosyjskiej, a później dowodził I Korpusem Polskim w Rosji?

A.P.: Ogromna. Pierwszym dowódcą Powstania Wielkopolskiego został zupełnie przypadkowo, ponieważ przebywał akurat w Poznaniu, oficer sztabu generalnego z Warszawy, kapitan Stanisław Taczak, rodowity Wielkopolanin. Nie miał on jednak kwalifikacji dowodzenia związkami taktycznymi, z czego doskonale zdawał sobie sprawę i wiadomo było, że jego funkcja ma charakter tymczasowy. Niemcy w zaborze pruskim świadomie nie dopuszczali Polaków do wyższych stanowisk sztabowych, stąd ten deficyt oficerów w Wielkopolsce.
Do momentu przyjazdu gen. Dowbor-Muśnickiego oddziały powstańcze były oddziałami typowo ochotniczymi, pełnymi entuzjazmu, ale również niezbyt zdyscyplinowanymi i łatwiej ulegającymi panice w sytuacjach krytycznych. Objęcie przez Dowbora w połowie stycznia 1919 roku dowództwa nad siłami powstańczymi zmieniły sytuację diametralnie. Generał zadecydował wówczas o tworzeniu regularnej armii, w miejscu – jak to ujął – jakiegoś „cywil-wojska”. Co istotne, siły zbrojne tworzone przez Dowbora nie mogły być częścią Wojska Polskie, ponieważ Wielkopolska wciąż formalnie znajdowała się w granicach państwa niemieckiego i taki był jej status międzynarodowy. Była to zbuntowana prowincja zamieszkana przez mniejszość narodową w Niemczech, która stworzyła autonomiczną armię, niezależną od dowództwa w Warszawie i Berlinie.

Okop powstańczy, rekonstrukcja w Muzeum Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu (fot. MOs810, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International).

Dzięki ogłoszonemu przez Muśnickiego poborowi udało się stworzyć 70-tysięczną, a w apogeum, czyli w czerwcu 1919 roku już 100-tysięczną armię, składającą się z trzech dywizji piechoty, pułków kawalerii i artyleryjskich, oddziałów lotniczych, saperskich, sanitarnych, służby zdrowia i całego zaplecza logistycznego. Było to możliwe dzięki zaangażowaniu Dowbora i jego oficerów pochodzących ze wszystkich trzech zaborów oraz, nade wszystko, dzięki patriotycznie nastawionego społeczeństwa wielkopolskiego. W ciągu 6 miesięcy – od wybuchu powstania do podpisania traktatu wersalskiego – utworzono bardzo dobrze wyszkoloną i świetnie wyposażoną armię. Była to niebagatelna siła, która mogła przechylić szalę zwycięstwa w walce o niepodległość Polski – i tak też się stało.

M.M.: Polacy mają skłonność do celebrowania klęsk, z kolei Powstanie Wielkopolskie jest nieco marginalizowane. Dlaczego tak się dzieje?

A.P.: Myślę, że to po prostu kwestia umiejętności propagowania konkretnych wydarzeń historycznych. Zdaje się, że Wielkopolanie mają już taką naturę: konkretną, bez epatowania i nadmiernego egzaltowania. Do tego dochodzi kwestia zamykania się z przekazem do swojego własnego, wielkopolskiego środowiska. Stąd pewnie, ten problem z rozpoznawalnością powstania wielkopolskiego w Polsce. Pretensje powinniśmy mieć chyba przede wszystkim do samych siebie. Potrzebna jest solidna dawka przypominania i edukowania o dokonaniach naszych przodków-powstańców i żołnierzy armii Dowbora, i to nie tylko w Wielkopolsce, ale też poza nią. Dlatego też tak ważne jest popularyzowanie wiedzy o powstaniu za pomocą książek, wystaw plenerowych oraz całej gamy działań w Internecie, kinie, telewizji.

Adam Pleskaczyński, Michał Krzyżaniak - Oddziały wielkopolskie w walkach o wschodnią granicę Rzeczypospolitej Autor: red. Adam Pleskaczyński, Michał Krzyżaniak
Tytuł: „Oddziały wielkopolskie w walkach o wschodnią granicę Rzeczypospolitej”
Wydawca: IPN, Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie, Fundacja Zakłady Kórnickie
Liczba stron: 220
ISBN: 978-83-8098-211-6
EAN: 978838098211-6
Rok wydania: 2020
Cena: 39 zł

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Wojciech Banaszak |

Jestem wnukiem Powstańca Wielkopolskiego, przedtem oficera niemieckiego (por. rez.; walki na wschodzie i zachodzie, w tym pod Verdun, Ardeny; wysokie odznaczenia niemieckie, które zwrócił Niemcom po dojściu Hitlera do władzy). W Powstaniu Wielkopolskim był dowódcą średniego szczebla (dowodził przejęciem i obroną Margonina, Witkowic...). Potem współorganizował i dowodził kompanią w ramach 10 płk Strzelców Wielkopolskich (później jako 68 pp) - z nim brał udział w wojnie z Bolszewikami (m.in. Virtiti Militari, awanse...). Ciekawostką jest, że jako jeden z niewielu oficerów polskich umiał poprawnie PISAĆ po polsku - dlatego pełnił też funkcję oficera sądowego pułku.
Po tej wojnie mjr Edward Banaszak dowodził Szkołą Podchorążych Piechoty w Śremie. Następnie przeniesiony na wschód Polski - KOP. W 1939r. wyprowadził do boju "swój" 81 pułk piechoty. Po rozbiciu pułku, w grupie oficerów, usiłuje przedostać się w kierunku Warszawy, jednak 2.10.1939 dostaje się do niewoli przy próbie pokonania Pilicy. Potem więzień kazamatów w twierdzy Koenigstein i offlagu Murnau. Do Polski wrócił dopiero w 1948r. (via Francja i Szkocja).
Wśród pamiątek po dziadku zachowało się m.in. sympatyczne zdjęcie z psem, wykonane przed wagonem eszelonu 10 p SP, mającego wyruszyć na Ukrainę (datowane 1919r.). Oczywiście rogata czapka, ale też porządny mundur i naprawdę solidne, wysokie buty. Inne zdjęcie z tego okresu, także w mundurze powstańczym - sygnowane w Krotoszynie, atelier Alfreda Schoena. Jest też ciekawe foto grupowe z tego eszelonu. Trzy zdjęcia, a ileż opowieści...



Odpowiedz
Magdalena Mikrut-Majeranek

Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org