Opublikowano
2017-12-16 11:57 (akt. 2020-12-16 08:57)
Licencja
Wolna licencja

Nie przypuszczałem, że mogą strzelać. To było tak dalekie, takie obce

(strona 2)

Pacyfikacja kopalni „Wujek” należała do jednych z najtragiczniejszych wydarzeń stanu wojennego w Polsce. O to, co wydarzyło się 16 grudnia, zapytaliśmy Krzysztofa Pluszczyka, jednego z uczestników strajku.


Strony:
1 2

K.K.: Czy strajkujący górnicy otrzymywali wsparcie od okolicznych mieszkańców?

K.P.: Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy sami. Na terenie kopalni znajdowały się setki ludzi, wielu z nich przebywało na terenie zakładu już od kilku dni. Proszę sobie wyobrazić, że piekarze z okolic oddawali za darmo swój wypiek dla strajkujących. Wiele kobiet zaangażowało się, przygotowując ciepłe posiłki w prowizorycznych kuchniach. Ludzie przynosili nam herbatę oraz jedzenie. Sam miałem taką sytuację, gdy podszedł do mnie starszy człowiek i wręczył mi torebkę, w której znajdowały się dwie parówki, dwie bułki i paczka papierosów. Dziś to może wyglądać śmiesznie, ale on wtedy musiał oddać ze swojego przydziału. Nie chciałem tego przyjąć, ponieważ żona przyniosła mi jedzenie. On powiedział wtedy do mnie: Na pewno jest tam ktoś, kto potrzebuje. Niech Pan to komuś da, ja już jestem stary, nie mogę tutaj z wami być, ale sercem jestem z wami. Takie gesty bardzo nam pomagały. Było to niezwykle budujące, że nie tylko górnicy, ale całe społeczeństwo sprzeciwiało się stanu wojennemu.

K.K.: Jak Pan zapamiętał wydarzenia 16 grudnia?

K.P.: 16 grudnia … Na spotkanie ze strajkującymi przyszedł komisarz wojskowy, dyrektor kopalni, ktoś z miasta i pułkownik Piotr Gębka. Można powiedzieć, że spotkanie zaczęło się bardzo dobrze. Pułkownik Gębka zaczął od tego, że jego ojciec pracował na kopalni i zna warunki naszej pracy. Jednakże w pewnym momencie powiedział, że jesteśmy jedynym zakładem w Polsce, który strajkuje. Mieliśmy informacje od ludzi z miasta, że strajki są nie tylko u nas. Zaczęły się wtedy gwizdy i okrzyki. Zaśpiewaliśmy hymn Polski oraz Bożę coś Polskę. Dano nam wtedy dwie godziny na opuszczenie kopalni, w przeciwnym razie zostaniemy spacyfikowani. Wśród nas panowało przekonanie, że jeżeli na nasz teren wejdzie wojsko, to nie będziemy się z nim bić, ponieważ byli to tacy sami chłopcy jak my. Jeżeli jednak do akcji wkroczy milicja, nie damy się bić. Nie dotrzymano tych dwóch godzin ultimatum. Cała akcja rozpoczęła się wcześniej. Na samym początku ruszyły do akcji armatki wodne, które zaczęły lać wodą protestujących mieszkańców (przy tym kilkustopniowym mrozie!). Ja wraz z moimi kolegami znajdowaliśmy się obok płotu otaczającego kopalnię i chcieliśmy przeskakiwać przez ogrodzenie aby pomóc tym ludziom. Starsi górnicy mówi jednak: Nie dajcie się sprowokować, bo potem będzie to tak odebrane, że to my ich pierwsi zaatakowaliśmy. Wręcz siłą nas ściągali z tego płotu, abyśmy nie ruszyli do walki z milicją.

K.K.: Czy Pan i Pana koledzy zdawali sobie sprawę, że cała akcja zakończy się strzelaniem do górników?

K.P.: Nie. Człowiek mógł ewentualnie się spodziewać, że zostanie obrzucony gazem, pobity, ale nic więcej. Ja do samego końca dnia byłem przekonany, że nie padły strzały. Milicja obrzucała nas mnóstwem gazów, które nas oślepiały oraz dusiły. Naszym zadaniem było łapać te gazy i je jak najdalej odrzucać. Po tym ataku gazów do akcji wkroczyła milicja, którą obrzucaliśmy kamieniami. Milicjanci nie przewidzieli, że ich tarcze będą pękać przy takich mrozach. Porzucali oni swoje tarcze i zaczęli uciekać z terenu kopalni. My za nimi hura! Lecz tylko do bram i cofaliśmy się z powrotem. I tak kilka razy. W pewnym momencie jakieś 10 metrów ode mnie przewrócił się któryś z górników, do którego podbiegł kolega i chciał go podnieść. Nie mógł go sam zabrać, więc podbiegłem do niego i zanieśliśmy go do punktu opatrunkowego. Mocno krwawiła mu broda. Szliśmy z nim, a jemu coraz bardziej nogi słabły i pytał się nas: Co mi jest? Zanieśliśmy go na punkt opatrunkowy, pielęgniarka rozpina mu kufaję (kurtkę), a tu cała koszula we krwi. Zaczęła ona przeraźliwie krzyczeć na doktora, który podszedł do rannego. Ja poprosiłem coś dla siebie na oczy i wyszedłem z punktu opatrunkowego. Udałem się na barykadę przy szybie „Krakus” i zostałem tam do końca walk. Potem spotkałem kolegę, który zabrał mnie ze sobą do warsztatu, przez piwnicę, gdzie napiłem się gorącej herbaty. Tam dopiero dowiedziałem się, że są zabici oraz ranni.

K.K.: Jak zakończył się dla Pana ten dzień?

K.P.: To też jest cała historia … Poszedłem do łaźni łańcuszkowej, gdzie przez długi czas siedziałem i myślałem nad tym co się wydarzyło. Był we mnie wielki żal, za to co się wydarzyło. Żal, że zginęli koledzy. Nie chciałem iść do domu, ale starsi górnicy kazali wszystkim rozejść się do domów. Podstawiono autobusy, które rozwoziły ludzi. Gdy wchodziłem do mieszkania, zobaczyłem, że mam rozwalone drzwi. Przestraszyłem się i od raz poszedłem zapytać się sąsiadki co się stało. Okazało się, że mój teść wymieniał zepsuty zamek… Pojechałem do moich rodziców, gdzie była moja żona i siostra i tak zakończył się dla mnie ten dzień.

Pomnik 9 Poległych Górników (fot. K. Kartasiński).

K.K.: Jak wyglądały kolejne dni po pacyfikacji kopalni „Wujek”?

K.P.: Niestety, musieliśmy wrócić do pracy następnego dnia. Kopalnia już 17 grudnia wydobywała normalnie węgiel. Zobaczyłem przy placu przed kotłownią drewniany krzyż, przy którym postawiono hełmy górnicze oraz złożono kwiaty. Ciężko było podjąć pracę z kilku względów. Po pierwsze była to świadomość tego, co się wydarzyło. Po drugie wszędzie było pełno gazu, który również dostał się pod ziemię. Mimo wszystko kopalnia musiała rozpocząć normalne funkcjonowanie następnego dnia po pacyfikacji i rozpoczęła.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Tekst został pierwotnie opublikowany 13 grudnia 2015 roku

Polecamy e-book: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”

Tytuł: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”
praca zbiorowa

Wydawcy: Histmag.org i Instytut Wydawniczy ERICA

ISBN: 978-83-62329-99-1

Liczba stron: 480

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez zabezpieczeń)

14,9 zł

(e-book)
Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Kamil Kartasiński

https://kkartasinski.pl

Doktorant Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autor publikacji "Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa" oraz "Odszukaj dziadka w ..."

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org