bartensteiner

Jestem emerytowanym właśnie ekonomistą, odkrywającym od kilku lat, że historia - do której mam nabożny stosunek - jest zupełnie inna, niż myślałem przez większość swego życia.

Ostatnie komentarze użytkownika
@ Gość: Marek Baran
To, co piszesz o Anglikach jest bezspornym faktem wynikającym z ich egocentryzmu, przejawiającego się dziś chociażby w Brexicie. Historii o lokomotywie z 1938 r. nie znałem, lecz uważam ją, nie tylko za prawdopodobną, lecz także za dobrze wpasowującą się w ogólne samopoczucie Anglików wynikające z ich splendid isolation. Inna rzecz, że na wschodzie naszego kontynentu istniało wówczas państwo, które wielokrotnie przewyższało Brytyjczyków w przypisywaniu sobie osiągnięć cywilizacyjnych innych narodów... Wracając zaś do podstawowego tematu naszej dyskusji: przypuszczam, że rola Anglików w oczernianiu Świętej Inkwizycji została przez nich samych wyolbrzymiona z powodu ich megalomanii, nakazującej im doszukiwania się wpływu na wszystkie prądy intelektualne ówczesnej Europy.

Roman Konik – „W obronie Świętej Inkwizycji” – recenzja i ocena
~ bartensteiner
@ Gość: Marek Baran
Oczywiście, Anglicy są egocentrykami! Trudno to jednak pogodzić z wypowiedzią prof. Zbigniewa Mikołejki, który twierdzi, że mają najmniej zmitologizowaną historiografię swego kraju w Europie; w największą zaś ilość mitów wierzą Litwini.

Roman Konik – „W obronie Świętej Inkwizycji” – recenzja i ocena
~ bartensteiner
@ Gość: Marek Baran
Proponuję, abyś nie upierał się przy anglosaskim autorstwie czarnej legendy Inkwizycji, bo zaraz po zerwaniu przez Henryka VIII z papiestwem, to właśnie w Anglii zapłonęły głównie stosy z heretykami. Król w ten sposób chciał zademonstrować Europie swoją ortodoksję katolicką, zadając tym kłam oskarżeniom cesarza i papieża o odstępstwo od "prawdziwej" wiary. Zresztą po dziś dzień anglikanizm doktrynalnie jest bardzo zbliżony do katolicyzmu. Oczywiście w XVII wieku walka z papizmem w Anglii nabrała charakteru ideologii państwowej, jednak nie w takim stopniu, jak w niektórych państwach niemieckich oraz szwajcarskich. I właśnie tam doszukiwałbym się najważniejszych źródeł propagandy antyinkwizycyjnej, która miała "przykryć" protestancką nietolerancję religijną, skutkującą dziesiątkami tysięcy ofiar.
Zastanawiającym więc jest, dlaczego aspirujący do uczoności Roman Konik nie sięgał po te argumenty...

Roman Konik – „W obronie Świętej Inkwizycji” – recenzja i ocena
~ bartensteiner
@ Gość: Marek Baran
Rzeczywiście, nie skojarzyłem, że Roman Konik jest z wykształcenia tylko dr. filozofii, piszącym o historii Świętej Inkwizycji wyłącznie z pobudek koniunkturalnych. Wg zamieszczonych na okładce książki (wziąłem ją ponownie do ręki z obrzydzeniem) opinii Waldemara Łysiaka i Rafała A. Ziemkiewicza książka ta rzekomo "druzgoce czarną legendę" tej instytucji, czego zupełnie nie da się tam dostrzec. Wręcz przeciwnie: jeżeli potraktować ją poważnie, należy dojść do wniosku, że jest ona dowodem braku historycznych argumentów na jej obronę oraz oznaką masochizmu Kościoła.

Roman Konik – „W obronie Świętej Inkwizycji” – recenzja i ocena
~ bartensteiner
Dla mnie ta książka jest chyba największym gniotem historycznym przeze mnie przeczytanym, bowiem nawet pozycje wydawane w PRL - aczkolwiek z gruntu fałszywe - starały się trzymać jakiś poziom. Jest ona wyrazistym przykładem tendencyjności użytym dla polepszenia wizerunku Kościoła; ocierającym się wręcz o śmieszność, gdy autor omija niewygodne zaszłości z historii, np. wielotysięczne ofiary krucjat przeciwko albigensom lub tysiące stosów w Niderlandach. Ograniczył się w tej książce do kilkudziesięciu(!) ofiar formalnych procesów inkwizycyjnych, sugerując niewyrobionemu czytelnikowi kościołowemu, że wyczerpują one katalog przewin Kościoła. Aż dziw, że znalazł się ktoś, komu nie zadrżała ręka przy przyznawaniu Romanowi Konikowi jakichś tytułów naukowych, dzięki czemu ma on możliwość publikowania ewidentnych bzdur. Oprócz tego ten tzw. doktor habilitowany popełnia wiele błędów nieumyślnych, biorących się z jego mikroskopijnej erudycji, np. nazywa Flandrię księstwem, a życie Izydora z Sewilli datuje na XII wiek. Takich błędów jest tam wiele, a mnie szkoda czasu na poprawianie książki, którą należałoby napisać od nowa, gdyż jest potrzebna, by zestawić zbrodnie popełniane w imię wiary przez katolików z ofiarami protestantów.

Roman Konik – „W obronie Świętej Inkwizycji” – recenzja i ocena
~ bartensteiner