Opublikowano
2021-03-04 23:16
Licencja
Wolna licencja

Czarno-biały Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

1 marca po raz dziesiąty obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Data jubileuszowego święta państwowego jest ściśle powiązana z upamiętnieniem wykonania wyroku śmierci na siedmiu członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.


Polskie pozycje obronne pod Miłosną, sierpień 1920 (fot. domena publiczna)

Zobacz także:

W ciągu ostatniej dekady najbardziej spopularyzowanym tematem związanym z polską historią są Żołnierze Wyklęci. Wykreowani zostali nie tylko jako wzór do naśladowania, ale przede wszystkim stali się elementem kultury masowej. Modne stało się noszenie odzieży patriotycznej z podobiznami bohaterów podziemia niepodległościowego, malowane murali z symboliką Wyklętych, nadawanie ulic, stawianie pomników, realizowanie projekcji filmowych i teatralnych, wydawanie komiksów, książek, gier planszowych czy organizowanie imprez sportowych na cześć niezłomnych żołnierzy. Trzeba przyznać, że w dużej mierze jest to nie tylko zasługa historyków Instytutu Pamięci Narodowej, którzy w interesujący i pomysłowy sposób potrafili dotrzeć do opinii publicznej – zwłaszcza tej młodszej – ale również oddolna praca wielu inicjatyw lokalnych.

Pytanie, jakie od razu przychodzi na myśl – dlaczego to właśnie Żołnierze Wyklęci zostali bohaterami masowej wyobraźni, a nie na przykład działacze opozycji antypeerelowskiej lub postacie, które urodziły się na ziemiach polskich i miały duży wkład w światową naukę jak choćby Ignacy Domeyko, Ignacy Łukaszewicz, Karol Olszewski, Tadeusz Reichstein, Józef Rotblat, Jerzy Szarpak czy Zygmunt Wróblewski. To temat bardziej na inną rozmowę, gdyż nie ma wątpliwości, że „Wyklęci” zasługują na pamięć i miejsce w naszej historii, ale czy w dobie tego, gdy liczy się technologia, edukacja, wiedza – wmawianie na siłę, że walka, która z góry skazana jest na porażkę, jest czymś chwalebnym i godnym wzorcem do naśladowania? Przecież natychmiastowa perspektywa pójścia do lasu z karabinem w łapie, obecnym osiemnasto- i dwudziestolatkom raczej nie grozi.

Czarno-biała wizja żołnierzy wyklętych

W okolicy rocznicy Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych można się spodziewać do bólu przewidzianej narracji o Żołnierzach Wyklętych. Media sprzyjające obecnej władzy przedstawiają „Wyklętych” jak niemalże świętych, a każdy odrębny pogląd w tej sprawie jest tłumaczony „resortowym pochodzeniem”. Druga część medialnej strony na wszelkie sposoby stara się udowodnić, że ci, którzy walczyli w lasach po II wojnie światowej, to byli zwykli bandyci wywodzący się z „faszyzujących” Narodowych Sił Zbrojnych. U jednych króluje Danuta Siedzikówna „Inka” i August Emil Fieldorf „Nil”, a u drugich przeważa podkreślana działalność Józefa Kurasia „Oginia” i Romualda Rajsa „Burego”. Dodatkowo politycy rywalizują o jak najmocniejszy komentarz i uzyskanie reakcji w mediach społecznościowych. A, że mało to ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem? Nieważne, grunt, że jest reakcja i poklask zwaśnionych stron.

Narracja romantyczna i zbrodnicza o powojennym podziemiu niepodległościowym jest fałszywa. Mimo, że Żołnierze Wyklęci walczyli generalnie w słusznej sprawie, to ich postawa z góry była skazana na porażkę. Tylko niestety zapomina się, że w przypadku rezygnacji z walki czekał na nich areszt, który równał się śmierci w ubeckich katowniach lub przy sprzyjających okolicznościach mógł być zakończy długoletnim wyrokiem więzienia. Dlatego nie ma się co dziwić, że decydowali się na kontynuację walki w lesie, która i tak była mało optymistyczna. W szeregach powojennego podziemia służyła ogromna rzesza ludzi, wśród których znajdowali się osobnicy zdegenerowani przez wojnę, dopuszczający się zbrodni na ludności cywilnej – zwłaszcza na mniejszościach narodowych. I choć skala tych przestępstw była niewielka w stosunku do liczby osób, które przewinęły się przez partyzanckie jednostki, to nie ma co udawać, że takich zbrodniczych czynów nie było. Mało tego, takie zachowania trzeba opisywać i z całą mocą potępiać, bez względu na to czy się to komuś podoba, czy nie.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych został stworzony, abyśmy nigdy nie zapomnieli o tych, którzy mieli na zawsze zostać wymazani z kart historii, tylko dlatego, że chcieli wolnej i suwerennej Polski. Niestety, lukrowanie „Wyklętych” i organizowanie obchodów często mających karykaturalny przekaz, mogą z czasem przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. I to pomału zaczyna się tworzyć, gdyż z każdym rokiem rządów Zjednoczonej Prawicy rozrasta się kalendarz świąt państwowych. I tak 19 lutego z wielką pompą obchodzony był Dzień Nauki Polskiej. 14 kwietnia czeka nas Święto Chrztu Polski, 12 lipca celebrowany będzie Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej, a 19 października mamy Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych. Ciekawe tylko, ilu parlamentarzystów kojarzy okolicznościowe daty, za którymi tak chętnie głosowali.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Polecamy e-book Tomasza Leszkowicza – „Oblicza propagandy PRL”:

Autor: Tomasz Leszkowicz
Tytuł: „Oblicza propagandy PRL”

ISBN: 978-83-65156-05-1

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 116

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Komar |

Pojawia się tutaj konieczność odpowiedzi na podstawowe pytanie: o co tak naprawdę walczyli "żołnierze wyklęci"? Oficjalnie głosi się, że walczyli oni o Polskę niepodległą. Ale to jest tylko kłamliwy slogan propagandowy. Bo naprawdę to walczyli oni o uzależnienie Polski od Zachodu. O całkowite uzależnienie Polski od Zachodu: uzależnienie pod względem politycznym, gospodarczym i militarnym. Oficjalnie głosi się, że walczyli oni o Polskę demokratyczną. A przecież to jest nieprawda. Jb napisał: "Moi wujkowie walczyli po wojnie z ruską zarazą. Likwidowali milicjantów, chłopów - złodzieji, geodetów kradnących chłopską ziemię, nauczycieli demoralizujących parobczańskie dzieci." I to jest prawda. Wyklęci walczyli o Polskę, w której można byłoby zabijać przeciwników politycznych, także tych, którzy prowadzili tylko cywilną działalność polityczną. Polskę, w której można byłoby zabijać nauczycieli nauczających niezgodnie z oficjalną ideologią. Polskę, w której wyrżniętoby mniejszości narodowe, tak jak została wyrżnięta przez "wyklętych" ukraińska ludność Pawłokomy. Ciekawe jest porównanie Armii Krajowej i "wyklętych". Armia Krajowa organizowała zamachy na funkcjonariuszy hitlerowskiego aparatu represji i na Polaków wysługujących się hitlerowcom - ale każdy taki zamach był wykonaniem wyroku, poprzedzonym gromadzeniem dowodów oskarżenia i rozprawą sądową, tak aby przypadkiem nie skazać jakiegoś niewinnego gestapowca (tak jakby w czasie wojny byli jacyś niewinni gestapowcy!). Natomiast "wyklęci" zabijali bez sądu każdego, kto im się nie podobał, wystarczył cień podejrzenia o sprzyjanie komunistom.



Odpowiedz

Gość: Oon |

Zolnierze Wykleci bronili Polski i Polakow, a walczyli o wolna Polske z bolszewikami ze wsch. Z bolszewikami, ktorzy zainstalowali sie w Lublinie w 1944 roku i jak zauwazyl stalin. Zostaliby wystrzelani prze Polskie podziemie NSZ i AK bez pomocy ludobojcow (Lachow) rosjan do nogi!!

Kazdy kto uwaza mordercow Lachow, czyli AL i GL za Polakow musi pochodzi zza Dniepru!!

Tomasz Skory: Rozmawiamy w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowionym przez Sejm cztery lata temu. To pan bodaj wprowadził to pojęcie "Żołnierze Wyklęci" do obiegu publicznego. Skąd ono pochodzi?

Prof. Leszek Żebrowski: Nie poczuwam się do pełnego autorstwa dlatego, że to powstało w 1993 roku w kręgu wczesnej Ligii Republikańskiej i związane już było z wyjściem tej nazwy na zewnątrz z wystawą, która została zorganizowana pod taką właśnie nazwą na Uniwersytecie Warszawskim. Była to pierwsza tego typu prezentacja podziemia, które istniało na ziemiach polskich szeroko pojętych, także tych, które zostały od Polski zabrane po 1944 roku, czyli kontynuacja wojny po wojnie. Dla wielu społeczeństw zachodnich wojna się zakończyła. W państwach Europy Środkowo - Wschodniej wojna trwała nadal, chociaż miała zupełnie inne oblicze.

https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/danie-do-myslenia/news-zebrowski-pojecie-zolnierze-wykleci-nie-jest-sztuczne-pochod,nId,2154397



Odpowiedz

Gość: Jb |

Do Komara. Jaki ze mnie demokrata? Gardzę demokracją czyli rządami motłochu. Jest to sytem wymyślony przez zbrodniarzy i szalencow. Nigdy nie bylem na wyborach bo to mnie obraża . Chlop czy robociarz ma taki sam glos jak ja. Dziękuję . Nie bawię się w takie zabawy. Ludzie rodząsię , żyją i umierają NIEROWNI. Spolecznie, intelektualnie, genetycznie i rasowo.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Jb
Skoro Jb ma tak dobre mniemanie o sobie, to niechże wyjawi światu swoje nazwisko.
PS Po wstąpieniu na tron Elżbieta kazała znieść Podniesienie w odprawianych przed jej obliczem mszach. Motywacja była prosta: "król Anglii nie będzie klękał przed byle klechą".



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Chcąc cokolwiek powiedzieć na temat "żołnierzy wyklętych", trzeba wpierw poznać znaczenie tego słowa, które wg słownika języka polskiego PWN brzmi: "żołnierz - człowiek odbywający służbę wojskową, członek sił zbrojnych państwa". W omawianym artykule nie ma ani słowa o państwie, które reprezentowali tzw. żołnierze, więc nie przysługiwało im prawo do takiego miana. Można ich było nazywać np. bojownikami, partyzantami lub jeszcze inaczej, ale nigdy żołnierzami. Mój zarzut nie dotyczy tylko semantyki, którą można byłoby od biedy zlekceważyć. Problem polega na tym, że w tych zbrojnych formacjach reprezentowali oni tylko siebie, a nie społeczeństwo lub państwo, więc ich działalność była z gruntu niemoralna, pomimo że większość społeczeństwa była z gruntu przeciwna komunistom. Można zrozumieć np. Łupaszkę, który nie mógł się ujawnić władzom, bo natychmiast trafiłby w łapy NKWD, chcącego wziąć odwet za zwalczanie na Wileńszczyźnie jej komunistycznej agendy, zwanej eufemistycznie antyniemiecką partyzantką. Nie można natomiast czcić tych, którzy - przeważnie wbrew społeczeństwu - nie pozwalali odetchnąć w pokoju ludziom po okropieństwach niedawno zakończonej wojny. Znam ze słyszenia głosy zadowolenia podlaskich rolników, ucieszonych przeprowadzeniem tzw. obławy augustowskiej, dzięki której ustały napady rabunkowe na ich gospodarstwa.



Odpowiedz

Gość: Jn |

Żołnierze Wyklęci byli zolnierzami RP, tak samo jak powstancy warszawscy. W przeciwieństwie do tzw. LWP będącego polskojezyczna (nie zawsze gdyz kadra to byli sowieci) czescia armii sowieckiej. Ja przez rok sluzylem w tym niby wojsku i nie uważam tego za polską armię tak jak PRL nie uważałem za Polskę. Co fo chłopów podlaskich. Hm.....Mysle ze powolanie się na taki "AUTORYTET " mowi wiele o autorze....(pokochaj genetyke...)



Odpowiedz

Gość: Jb |

Do bart...cos tam. Zolnierzami jakiego panstwa byla tzw armia berlingowsko-wasilewska. Nic to nie mialo wspolnego z Panstwem Polskim reprezentowanym przez Rząd w Londynie. Kilku kryminalistow plus zdrajca dezerter (skazany przez polski sąd wojenny na karę śmierci) zrobili sobie "polskie" wojsko pod dowództwem sowieckich politrukow. Co to bylo? Bandy zbójeckie, prywatna inicjatywa kilku degeneratow plus Wasilewska? Jakie panstwo, jaki rząd firmowal tę hucpe nad Oka. To nie bylo polskie wojsko. Prl nie byla polskim panstwem...



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Jb
Rozumiem, iż Jb wolałby, by ci sami ludzie przyszli do "polski" w szeregach Armii Czerwonej, lub bezpowrotnie "osiedli" gdzieś za Uralem. Było by to rozwiązanie wzorowe, od razu wykluczające ich z Narodu Polskiego, wyzwolonego ze zdrajców i wszelkich okupacji przez jedyny prawowity rząd w Londynie.
A poważnie? Berlingowcy byli prawdziwym wojskiem w odróżnieniu od ŻW. Czy to się podoba, czy nie, mieli centralne dowództwo, wewnętrzne prawo i co najważniejsze - obojętne jakie, lecz konsekwentne - kierownictwo polityczne za którym stała realna zewnętrzna siła. Z tego punktu widzenia berlingowcy nie różnili się wiele od żołnierzy gen. Franco, Wolnych Francuzów, czy wcześniejszej I i II Brygady lub armii gen. Hallera.
Jeśli natomiast Jb woli rozpaczliwą walkę do końca, powinien zacząć wychwalać Ukraińców z UPA. Odkładając na chwilę na bok ich zbrodnie, można powiedzieć, iż mimo całkowitego runięcia ich politycznego planu i beznadziejnej sytuacji, prowadzili swą wojnę aż do ostatka. Tyle tylko, że przegrali u nas wszystko w tym i swój przesiedlony i rozproszony naród.



Odpowiedz

Gość: zdrowych rozsądek |

Wśród partyzantki antykomunistycznej byli zarówno ideowcy i ludzie wysokich lotów, ale nie brakowało szumowin i zwykłych bandytów. Wojna domowa, a do tego jeszcze partyzancka niesie ze sobą ogrom zla i cierpień, zwłaszcza ludności cywilnej. Gloryfikowanie ww. partyzantów en bloc przez dzisiejsza władzę jest nie tylko nadużyciem, ale również męcząca i irytująca propagandą.



Odpowiedz

Gość: Jb |

O to, to...Wojna domowa, brat strzela do brata, bratobojcze walki.... Bzdury i banialuki. Nie bylo zadnej civil war , zadnego brata. Byla walka z sowiecką, powtorna agresją gdy w styczniu 1944 roku bandyci Stalina wkroczyli do Polski. Tak, owszem, wspierali ich polscy kolaboranci z PKWN czy polskojezycznych formacji sowieckich, rozne Berlingi, Świerczewskie. To byla trzecia w XX wieku wojna z Rosją. Czy wojna w obronie Konstytucji 3 Maja, Powstanie Listopadowe byly wojnami domowymi....Zolnierze Wykleci walczyli z obcą agresją i polskimi kolaborantami (jak w Potopie)



Odpowiedz
Maciej Gach

Politolog, współpracownik Radia Gdańsk. Jego zainteresowania koncentrują się wokół funkcjonowania systemów politycznych i partyjnych w Europie oraz zagadnień związanych z najnowszą historią Polski po 1945 roku. Zapalony miłośnik biegania.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org