Opublikowano
2020-10-25 16:12
Licencja
Prawa zastrzeżone

Jak przebiegał zaciąg do Armii Ochotniczej latem 1920 roku?

Dramatyczna sytuacja na froncie polsko-bolszewickim spowodowała konieczność zmobilizowania wszystkich zasobów w celu obrony państwa. W lipcu 1920 powołano Generalny Inspektorat Armii Ochotniczej z gen. Józefem Hallerem na czele. Odzew był bardzo duży.


Strony:
1 2 3

Wezwanie do formowania Armii Ochotniczej wywołało natychmiastowy odzew społeczeństwa. Wszystkie partie i stronnictwa polityczne, oczywiście oprócz komunistów, organizacje i stowarzyszenia społeczne, zawodowe, młodzieżowe, cechy rzemieślnicze czynnie wsparły podejmowane przez władze cywilne i wojskowe działania związane z mobilizacją do obrony kraju. Wydawały odezwy i apele zachęcające do ochotniczego zaciągu i pracy na rzecz armii. Doraźnie tworzone komitety otwierały własne biura i punkty zaciągowe. Na przykład w Warszawie przy ul. Foksal 18 zbierał ochotników „Komitet formacji ochotniczej 205. pp”, przy ul. Pięknej 2 – punkt werbunkowy 211. Pułku Ułanów, przy pl. Zbawiciela – punkt werbunkowy 201. Pułku Piechoty, w koszarach Śliwickiego na Pradze przy batalionie zapasowym 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej prowadzono zapisy do oddziału strzelców wyborowych. Przy ul. Brackiej 19 odbywała się z kolei rejestracja nauczycieli szkół średnich i uczelni wyższych. Robotniczy Komitet Obrony Warszawy otworzył w stolicy dziesięć biur zaciągowych, Straż Obywatelska stolicy i Rada Obrony Stolicy – po sześć. Biuro zaciągowe batalionów ochotniczych obrony Warszawy zorganizowało swoje punkty w 28 miejscach. Urzędnicy instytucji państwowych i komunalnych pragnący wstąpić do wojska zgłaszali się do wydziału V b DOGen. Warszawa przy pl. Sas­kim 7.
Armia Ochotnicza 1920 gen. Józef Haller Polski plakat rekrutacyjny z lipca 1920
W Konserwatorium Muzycznym w Warszawie pracowała komisja mobilizacyjna związków i towarzystw literacko-muzycznych. Środowiska artystyczne stolicy powołały Komisję Mobilizacyjną Związków Artystycznych i Literackich dla Obrony Państwa, która w odezwie z 15 lipca wezwała artystów i literatów do wymarszu na front. Wielu odpowiedziało na ten apel. Młodsi walczyli z bronią w ręku, starsi służyli swym talentem, propagując zaciąg ochotniczy w pieśniach, poezji – jak Karol Szymanowski, jeden z najznakomitszych kompozytorów polskich, który jeździł z koncertami do szpitali polowych, koszar i skomponował trzy piosenki żołnierskie, czy Karol Hubert Rostworowski, dramatopisarz, poeta, w wierszu Naprzód wzywający do walki słowami.

Na ramię broń, na piersi krzyż
i naprzód w imię Boże!
Wolę narodu mieczem pisz,
a gdyby zawiódł miecz i spiż,
niech Ducha wróg nie zmoże…

W koszarach baterii zapasowej 1. Pułku Artylerii Legionów zapisywano artylerzystów, komisja werbunkowa w Stowarzyszeniu Techników przy ul. Czackiego 3 przyjmowała ochotników z wykształceniem technicznym, w Gimnazjum im. Króla Władysława IV przy ul. Zygmuntowskiej dokonywano zapisów do służby w szeregach 236. Ochotniczego Pułku Piechoty. Studenci warszawscy utworzyli Ligę Akademicką Obrony Państwa, która wydała polecenie, aby wszyscy zdolni do noszenia broni akademicy natychmiast zgłosili się do służby wojskowej. Obóz dla nich zorganizowano w Rembertowie. Komitet Wykonawczy PPS przystąpił do formowania batalionów, a następnie pułków obrony Warszawy. Szczególny, wręcz symboliczny charakter miało urządzone przy ul. Trębackiej 32 biuro werbunkowe Centralnego Komitetu Weteranów 1863 r., który skupił w swoich szeregach całkiem jeszcze liczną grupę uczestników ostatniego wielkiego powstania narodowego zamieszkałych w stolicy.

Józef Haller: między armią a polityką

Józef Haller był postacią, którą jeszcze za życia otaczał nimb legendy. Ten uzdolniony dowódca i aktywny społecznik całe swoje życie poświęcił dla Polski.



Czytaj dalej...
W Warszawie do wojska tak licznie wstępowali rzemieślnicy i młodzież czeladnicza, że wiele warsztatów musiało zaprzestać pracy. Wśród stołecznych ochotników wysoki był także odsetek harcerzy, uczniów szkół średnich i akademików. Z kolei na obszarze DOGen. Łódź przeważali robotnicy, którzy stanowili 45 proc. wszystkich zrekrutowanych ochotników. Dziewczęta mogły zgłaszać się do Ochotniczej Legii Kobiet, formacji zasadniczo przeznaczonej do służby na tyłach. W latach 1918–1919 OLK jednak wystawiła oddziały do obrony Lwowa, natomiast latem 1920 r. w obliczu zagrożenia inwazją bolszewicką rozpoczęła pobór do batalionów liniowych.
Grupy pracowników najróżniejszych instytucji i zakładów podejmowały uchwały o gremialnym wstąpieniu w szeregi Armii Ochotniczej, jak np. współwłaściciele restauracji hotelu Brühla na zebraniu 13 lipca czy tramwajarze z remiz Wola i Mokotów na zebraniu 6 sierpnia, lub o dobrowolnym opodatkowaniu się w związku z utrzymaniem rodzin tych osób, które zgłoszą się ochotniczo do wojska; tak właśnie uczynili właściciele zakładów fryzjerskich w Warszawie.
Gorączka pracy organizacyjnej ogarnęła wiele miast. Ochotnik Stanisław Rachlewski przedstawił w pamiętniku taki obraz Łodzi z połowy lipca 1920 r.: „Ogromnie ożywiona, poddenerwowana, zmieniła się w jeden wielki obóz wojskowy. Moc żołnierzy, pełno mundurów, starzy i młodzi, na poły wojskowi, na poły jeszcze w cywilu, radośnie spotykali się na ulicach miasta. Wszystkie mury, słupy reklamowe, witryny okien wystawowych przepełnione były hasłami i wezwaniami. Wszędy oko spotykało się z napisem: »Wszyscy na front!«, »Ojczyzna w niebezpieczeństwie!«, »Wróg grozi naszej wolności!« itd.”.
Armia Ochotnicza 1920 gen. Józef Haller Ojczyzna w niebezpieczeństwie! - afisz z 5 sierpnia 1920
Setki biur werbunkowych, tworzonych spontanicznie przez rozmaite organizacje i stowarzyszenia, działały początkowo samodzielnie, bez kontroli i nadzoru sił zbrojnych. Po kilku dniach chaotyczną akcję opanowano i wszystkie cywilne punkty werbunkowe zostały podporządkowane Inspektoratom Armii Ochotniczej. Ustawiały się przed nimi kolejki kandydatów do służby wojskowej: począwszy od piętnastoletnich chłopców, próbujących na różny sposób ukryć swój zbyt młody wiek, po 40–50letnich mężczyzn.
Stanisław Stasiak, uczeń Gimnazjum im. Króla Władysława IV w Warszawie, zapisał w pamiętniku: „W internacie było nas blisko stu chłopców, uczniów szkoły średniej, oraz taka sama, o ile nie większa, szkoły rzemieślniczej. W Bursie ruch.
– Chłopcy, urządzamy zebranie – ktoś woła.
Na to zebranie zapraszać nikogo nie trzeba było.
– Czy mamy wstąpić do wojska? – odzywa się na zebraniu jakiś głos dziecięcy.
– Nie tak pytać trzeba, ale czy mamy wstąpić dziś czy jutro?
– Dziś, dziś, jak najprędzej.
– Wszyscy.
– A kto nie pójdzie do wojska?
– Nie będzie naszym kolegą, nie podamy mu ręki, usuniemy go z bursy, usuniemy go ze szkoły!
– A więc idziemy wszyscy... na ochotnika!”.
Podobne zebrania, organizowane w szkołach średnich na terenie całego kraju, nieodmiennie kończyły się wezwaniem: „Idziemy do wojska”. Bolesław Sylwester Kołakowski, uczeń pułtuskiego Państwowego Gimnazjum Męskiego im. ks. Piotra Skargi, ochotnik do 13. Pułku Piechoty, wspomina: „Uchwała starszych kolegów, powzięta z głęboko patriotycznych pobudek, była dla nas – młodszych – wiążąca [...]. Zgłaszało się dużo chętnych do wojaczki. Byli to nie tylko rdzenni Polacy, ale także koledzy wyznania mojżeszowego. Wola obrony Polski była powszechna”.

Wymarsz brygady Hallera

O napiętej sytuacji w okupowanej przez Niemców Warszawie Anno Domini 1917 pisze gen. Józef Haller.



Czytaj dalej...
Młodzieży nie ustępowała w ofiarności kadra nauczycielska. Komitet Nauczycieli Szkół Średnich w Warszawie wezwał swoich członków do wypełnienia obowiązku wobec ojczyzny: wszyscy z kategorią zdrowia „A” mieli pójść na front, z kategorią „B” – do służby na tyłach. Niejednokrotnie całe klasy przybywały do punktów werbunkowych ze swoimi wychowawcami, jak np. z Gimnazjum Męskiego im. Bolesława Prusa w Skierniewicach, z którego do wojska zrekrutowało się 126 chłopców z dyrektorem i kadrą nauczycielską, lub też prowadzone przez księdza prefekta, np. ks. Antoni Święcicki przyprowadził z Sokołowa Podlaskiego 150 harcerzy i wraz z nimi zaciągnął się do 205. Ochotniczego Pułku Piechoty, w którym objął funkcję kapelana wojskowego. Nauczyciele zgłaszali się do wojska w takiej liczbie, że latem 1920 r. armia przestała odczuwać, dotkliwy jeszcze wiosną, brak kandydatów na stanowiska oficerów oświatowych.
Uchwały o gremialnym wstępowaniu do wojska podejmowała też młodzież akademicka. W odezwie studentów warszawskich czytamy: „Praca na wyższych uczelniach ponownie winna ulec zawieszeniu. Dzisiaj bowiem jest jeden przed nami obowiązek: obrona Ojczyzny przed wrogiem. Od tego jednego obowiązku żaden Polak uchylić się nie może. Koledzy i Koleżanki! Nie czas na lekkomyślność, lenistwo, egoizm. Tylko wielki, powszechny wysiłek może dać nam zwycięstwo. Do broni! W obronie naszych granic, za całość i niepodległość Rzeczypospolitej!”. Studenci krakowscy zaś pisali: „Kiedy Wódz Naczelny w imieniu Rady Obrony Państwa odwołuje się do sumienia i żąda ochotnika dla obrony całości Rzeczypospolitej, uznajemy jego wezwanie za rozkaz i oddajemy się do dyspozycji władz wojskowych”.
Józef Haller (fotografia koloryzowana)
7 lipca władze harcerstwa polskiego po konsultacji z gen. Józefem Hallerem wydały rozkaz postawienia organizacji w stan pogotowia wojennego. 12 lipca Komenda Główna ZHP podjęła decyzję o mobilizacji harcerstwa. Harcerzy podzielono na kilka grup. Ci, którzy ukończyli 17 lat i otrzymali kategorię zdrowia „A”, mogli być kierowani na front, szesnastolatkowie, a także starsi, niezdatni do służby na froncie, byli wysyłani do batalionów wartowniczych, piętnastolatków przeznaczano do pracy biurowej, czternastoletnim i młodszym zamierzano powierzać funkcje ordynansów i gońców. Harcerze siedemnastoletni i starsi z byłej Kongresówki otrzymali rozkaz zameldowania się 17 lipca o godz. 11 w Inspektoracie Armii Ochotniczej w Warszawie w umundurowaniu, z zapasem żywności i apteczkami polowymi. Zostali sformowani w oddziały dowodzone przez osoby wyznaczone przez władze harcerstwa. Na zbiórkę nie przybyły chorągwie brzeska i lubelska, ponieważ front podchodził już do terenów, na których działały. Zaapelowano do rodziców o pomoc w wyekwipowaniu harcerzy i harcerek zgłaszających się do służby. Harcerze z terenów byłych zaborów austriackiego i pruskiego mieli wstępować do wojska w miejscach zamieszkania.

Ten tekst jest fragmentem książki Janusza Odziemkowskiego „Ostatnia bije godzina… Armia Ochotnicza gen. Józefa Hallera 1920 r.”:

Janusz Odziemkowski - Ostatnia bije godzina… Armia Ochotnicza gen. Józefa Hallera 1920 r. Autor: Janusz Odziemkowski
Tytuł: „Ostatnia bije godzina… Armia Ochotnicza gen. Józefa Hallera 1920 r.”
Wydawca: IPN Warszawa
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-8098-984-9
EAN: 9788380989849
Rok wydania: 2020
Cena: 69 zł

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Marek Baran |

Może warto rozważyć takie dwa cytaty: „Jako inteligencja, która przez długie lata jedyna w Polsce głosiła hasło niepodległości" oraz:
"również włościanie zaczęli liczniej pojawiać się w szeregach ochotniczych" i opisany obraz będzie mniej bogoojczyźniany.
PS Ktoś z poprzedników narzekał na przechył w stronę IPN. Jest, jak jest, lecz niech się autorzy tam publikujący zastanowią. Po latach - to już chyba nie dla mnie - może to im być wypominane





Odpowiedz
Janusz Odziemkowski

Historyk, profesor nadzwyczajny w Instytucie Nauk Historycznych Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych UKSW, były kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org