Opublikowano
2015-11-06 12:42
Licencja
Wolna licencja

James Bond: osiem wcieleń kultowej postaci

James Bond to najsłynniejszy szpieg wszech czasów. Spojrzenie na jego historię pokazuje, że mało który bohater miał tyle wcieleń, a także mało który tak bardzo zmieniał się wraz z czasami, w których przyszło mu funkcjonować.


Strony:
1 2 3 4 5

Kiedy blisko dekadę temu Daniel Craig po raz pierwszy zagościł na ekranach kin w roli Jamesa Bonda, decyzja o obsadzeniu go okazała się bardzo kontrowersyjna. Wśród fanów serii o brytyjskim szpiegu pojawiły się głosy, że Craig jest całkowitym przeciwieństwem ideału agenta 007. Z kolei niedawno oburzenie wywołała plotka, że kolejnym aktorem, który wcieli się w Bonda, będzie czarnoskóry Idris Elba.

Jednak kim właściwie jest James Bond? Szpieg w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości. Brytyjski dżentelmen. Elegancki, przystojny i szarmancki wobec kobiet, a jednocześnie zimny i brutalny posiadacz licencji na zabijanie. Przyzwyczajony do luksusów, najdroższych samochodów i najnowocześniejszych gadżetów, podróżujący po świecie i korzystający z życia kawaler, jednocześnie dręczony przez demony i traumy z przeszłości. To zapewne najważniejsze cechy agenta 007, choć zapewne każdy z czytelników dodałby jeszcze kilka własnych punktów do listy charakterystyk definiujących go.

Kim tak naprawdę jest James Bond? Na fotografii: woskowa podobizna Bonda granego przez Davida Craiga (fot. Aashish950, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution 3.0 Unported).

Ale co tak naprawdę sprawia, że James Bond jest tym kim jest? Po utracie jakich atrybutów Bond przestałby być Bondem? Próbą odpowiedzi na to pytanie z pewnością mogłoby być sięgnięcie do literackiego pierwowzoru. To chyba jednak nie dałoby nam pełnego obrazu, jeśli chcemy mówić o Bondzie jako popkulturowym fenomenie, którym szpieg – mimo ogromnej popularności książek – stał się dopiero wchodząc w objęcia dziesiątej muzy. W tej sytuacji jedynym wyjściem wydaje się prześledzenie wszystkich wcieleń brytyjskiego agenta i próba odnalezienia wspólnego mianownika, łączącego kolejne wersje. W ten sposób może uda nam się wyekstrahować esencję w postaci Bonda idealnego.

Wcielenie pierwsze: James Bond z krwi i kości

Pierwszy James Bond, urodzony w 1908 roku, absolwent elitarnej męskiej szkoły Eton Collage, w czasie II wojny światowej zasłużył się pracą w brytyjskim wywiadzie i… wcale nie nazywał się James Bond. Ian Fleming, twórca postaci agenta 007 i autor czternastu powieści o jego przygodach, niewątpliwie był pierwszym wcieleniem Bonda. Pochodził niewątpliwie ze sfer, w których sprawy materialne nie spędzały nikomu snu z powiek. Fleming miał czas i pieniądze na podróże, romanse, luksusowe rozrywki i pielęgnowanie snobistycznych upodobań. Wreszcie w czasie swej wojennej służby w brytyjskim wywiadzie miał okazję zapoznać się ze światem szpiegów i spotkać ludzi, którzy stali się inspiracją dla postaci z jego powieści. Jedną z nich była Christine Granville, czy raczej Krystyna Skarbek – Polka w służbie brytyjskiego wywiadu – która stała się pierwowzorem dla pierwszej książkowej „dziewczyny Bonda”. Po wojnie Fleming rozpoczął pracę jako dziennikarz.

Jeżeli nawet praca, którą Fleming wykonywał w służbie Jego Królewskiej Mości (na tronie brytyjskim zasiadał wówczas jeszcze Jerzy VI), nie przypominała zbytnio zadań, jakie wykonywał Bond, to autor niewątpliwie czerpał inspirację z własnych doświadczeń w innych dziedzinach. Widoczne jest to choćby w upodobaniach szpiega. Książkowy Bond, podobnie jak Fleming, lubi mocny alkohol (jeszcze przed kolacją wstrząśnięte, nie zmieszane martini zawierało trzy miarki dżinu Gordon’s, jedną wódki i pół Kina Lillet), tytoń (zapalił siedemdziesiątego tego dnia papierosa), jedzenie (lubił obfite śniadania) i kobiety (w jego świecie służyły do rozrywki).

Ian Fleming – pierwsze wcielenie Jamesa Bonda

Jeśli chodzi o kobiety, to niewątpliwie Fleming wiódł życie playboy’a. Jedną z jego kochanek była Ann Charteris. Gdy zaszła z nim w ciążę, ten – w wieku czterdziestu czterech lat – zdecydował się ustatkować i ją poślubić. To właśnie ślub i spodziewane przyjście na świat potomka miały stać się impulsem do rozpoczęcia prac nad pierwszą powieścią o przygodach Jamesa Bonda. Według jednych źródeł Fleming pisał, by rozładować stres związany z ogromnymi zmianami w jego życiu, według innych kariera pisarza – w odróżnieniu od kariery dziennikarza podróżującego po całym świecie – miała mu pozwolić być bliżej żony i syna. Nie poddawajmy się jednak złudzeniu, że kolejne powieści o Bondzie wychodziły spod pióra ustatkowanego ojca i męża wspominającego swe kawalerskie przygody. Fleming – podobnie zresztą jak jego małżonka – nie zaprzestał romansowania nawet po ślubie. Nie zmienił też zbytnio swojego trybu życia, nadal konsumując alkohol i tytoń, tak jakby nie wiązało się to z żadnymi konsekwencjami.

Książki o Bondzie napisane przez Fleminga (domena publiczna). Czytając pierwszą – wydaną w 1953 roku – powieść o agencie 007, można chyba powiedzieć o autorze jedną rzecz: uważał on niezobowiązujący, pozamałżeński seks za rzecz zupełnie normalną i w ogóle się z tym nie krył. Dzisiaj może się to nie wydawać zbyt szokujące, weźmy jednak pod uwagę, że swą powieść pisał Fleming w latach 50. XX w., w czasach, gdy w większości krajów Zachodu wciąż zabroniona była pornografia, a rozwód był trudny, jeśli nie niemożliwy do uzyskania. Rewolucja seksualna miała nadejść dopiero dekadę później. Współczesnych może natomiast gorszyć – nawet jeśli weźmiemy poprawkę na fakt, że książki o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości miały być rozrywką adresowaną głównie do mężczyzn – seksistowski klimat panujący w świecie Bonda.

Czytając powieści o agencie 007 wielokrotnie mamy do czynienia z wypowiadanymi przez głównego bohatera w myślach mizoginistycznymi uwagami i z przedmiotowym traktowaniem kobiet, które choć mogą czasem być godnym i niebezpiecznym przeciwnikami, to jako istoty emocjonalnie niestabilne w końcu ulegają urokowi szpiega i ukazują słabość swej płci.

Niezależnie od odważnych treści obyczajowych zawartych w powieści (a może właśnie za ich sprawą?) i osobistych wątpliwości Iana Fleminga co do własnego talentu literackiego, pierwsza książka o Jamesie Bondzie – „Casino Royale” – sprzedawała się tak dobrze, że wkrótce konieczny był dodruk, a wydawcy zamówili kolejną część. Najlepsze jednak było jeszcze przed świeżo upieczonym mężem, ojcem i pisarzem – rozpoczęły się pierwsze przymiarki do ekranizacji przygód agenta.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Michała Rogalskiego – „Bohaterowie popkultury: od Robin Hooda do Rambo”

Autor: Michał Rogalski
Tytuł: „Bohaterowie popkultury: od Robin Hooda do Rambo”

ISBN: 978-83-65156-06-8

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 87

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: asia |

Na pierwszej stronie jest literówka. Idris Elba, a nie Edris Elba.



Odpowiedz

@asia Poprawione, dziękujemy za czujność!



Odpowiedz
Michał Rogalski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się popkulturą, historią nowożytną (szczególnie gender studies i historią wyznań chrześcijańskich), urbanistyką i architekturą. Jest również wokalistą i gitarzystą zespołu 1965.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org