Opublikowano
2019-09-23 16:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Polska pod niemiecką i sowiecką okupacją

Okupacja niemiecka i sowiecka ziem polskich w czasie II wojny światowej stały pod znakiem tragedii ludności cywilnej. Okupanci przystąpili do licznych pacyfikacji i masowych zbrodni. W jaki sposób zorganizowali oni aparat terroru na zajętym obszarze?


Strony:
1 2 3 4 5

Codzienność zbrodni

Największą tragedią struktur państwowych Rzeczypospolitej, po tym jak uległa ona najeźdźcom w nierównej walce, był brak możliwości skutecznego zapewnienia bezpośredniej ochrony swoim obywatelom poddanym terrorowi obu państw okupacyjnych. Każdy obszar, który znalazł się pod władzą totalitarnych agresorów, został bowiem podporządkowany polityce terroru, obejmującej niemal wszystkie warstwy i grupy narodowe polskiego społeczeństwa. W porównaniu z olbrzymimi obszarami zajętymi przez Niemcy i ZSRS stosunkowo niewielki teren był objęty okupacją słowacką. Adolf Hitler przemawia w Reichstagu (Bundesarchiv, Bild 183-E11354 / CC-BY-SA 3.0) Państwo słowackie bowiem w dowód uznania za uczestnictwo w najeździe niemieckim otrzymało od Hitlera pograniczne obszary polskiego Spisza i Orawy. Tam Słowacja realizowała własną politykę działań antypolskich, a potem także antyżydowskich.

Prawa Polaków od pierwszych dni okupacji zostały drastycznie ograniczone i podporządkowane bezwzględnej dominacji służb niemieckich. Natomiast żydowscy obywatele RP zostali przez Niemców zepchnięci na sam dół drabiny społecznej: szybko pozbawiono ich jakiejkolwiek ochrony prawnej. Od początku wojny Niemcy demonstracyjnie poniżali ludność żydowską. Grupowe i indywidualne akty zbrodni i przemocy wobec Żydów były częścią codzienności terroru opartego na wszechwładzy niemieckiego okupanta. Od pierwszych tygodni okupacji Niemcy eliminowali ze szczególną bezwzględnością przedstawicieli polskiej inteligencji. Chodziło im o likwidację polskiej „warstwy przywódczej” w celu uczynienia z Polaków narodu bez elit. Stosowali przy tym rozmaite podstępy. Na przykład profesorów uczelni krakowskich aresztowali i wywieźli do obozów koncentracyjnych wprost z sal uniwersyteckich po tym, jak sami zaprosili ich na wykład, który miał zostać wygłoszony przez przedstawiciela władz niemieckich.

Wiosną i latem 1940 r. we wszystkich dystryktach GG Niemcy przeprowadzili wymierzoną w polskie społeczeństwo tzw. nadzwyczajną akcję pacyfikacyjną, czyli tzw. akcję AB (niem. Ausserordentliche Befriedungsaktion). Była to operacja aresztowań i eksterminacji około 6,5 tys. ludzi uznanych za zdolnych do stawiania oporu, a także członków polskich elit inteligenckich.

Palmiry: kampinoska polana śmierci [Galeria]

20 i 21 czerwca 1940 r. w sercu Puszczy Kampinoskiej Niemcy przeprowadzili jedną z najbardziej znanych egzekucji w ramach Akcji AB. W Palmirach zabito wówczas wielu przedstawicieli polskich elit. Miejsce to jest jednym z symboli zbrodniczej okupacji lat 1939-1945.



Czytaj dalej...

Już od jesieni 1939 r. Niemcy dokonywali zbiorowych mordów i rozstrzeliwań ludności, w tym wyselekcjonowanych osób zasłużonych dla państwa, działaczy politycznych, naukowców, księży oraz kombatantów organizacji niepodległościowych. Jednym z wielu miejsc masowych mordów dokonywanych przez Niemców już w okresie 1939–1941 były podwarszawskie Palmiry, gdzie zamordowano około 1700 osób. Na Pomorzu w akcję eksterminacji Polaków i niszczenia polskości wpisywały się przeprowadzane w latach 1939–1940 zbiorowe egzekucje w Piaśnicy, które objęły kilkanaście tysięcy osób. Ofiar mniej lub bardziej masowych zbrodni przybywało z miesiąca na miesiąc. Warunki stworzone przez Niemców w okupowanej Polsce okazały się nieporównywalnie gorsze niż te, które poznały w kolejnych latach społeczeństwa podbitych przez Rzeszę Niemiecką państw Europy Zachodniej. Było charakterystyczne, że kiedy francuscy kolaboracjoniści tłumaczyli we Francji konieczność kolejnych ustępstw wobec Niemców, straszyli groźbą „polonizacji okupacji”.

W okupowanej Polsce Niemcy stosowali własne rasowe kryteria dzielenia ludności, co przekładało się także na zróżnicowanie skali prześladowań różnych grup mieszkańców. Podsycali istniejące antagonizmy narodowe, ale też za pomocą barbarzyńskich przepisów narzucanego prawa starali się tworzyć nowe podziały.

Spośród mniejszości narodowych zamieszkujących przedwojenną Polskę Niemcy starali się na obszarze Generalnego Gubernatorstwa zjednać różnymi gestami Ukraińców, chociaż niemieckie koncesje odległe były od oczekiwań przywódców ukraińskich ugrupowań nacjonalistycznych.

Mapa Generalne Gubernatorstwa z późniejszymi zmianami (aut. Lonio17, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana).

„Rasa panów”

Na terenach okupowanych przez Niemców przynależność partyjna nie stanowiła kryterium przynależności do warstwy uprzywilejowanej (jak na obszarach okupowanych przez ZSRS). Niemiecka propaganda nie szermowała tutaj hasłem zarezerwowanego dla Niemców członkostwa w NSDAP, ale przede wszystkim głosiła tezy o wyższości ludzi należących do narodu niemieckiego.

Władze niemieckie dbały o odpowiednie wywyższenie Niemców, zarówno tych, którzy byli w przedwojennej Polsce mniejszością narodową, jak i kadr sprowadzanych całymi rodzinami z Rzeszy. Wszystkich ogłosiły „rasą panów” (Herrenvolk).

W Generalnym Gubernatorstwie tworzono specjalne niemieckie dzielnice mieszkaniowe, parki, kawiarnie i środki transportu przeznaczone tylko dla Niemców. Z reguły były one ostentacyjnie opatrzone napisem Nur für Deutsche. W miastach GG tramwaje były podzielone na wygodną (i oznaczoną wspomnianym napisem) część z przodu – dla Niemców, oraz gorszą część z tyłu – dla pozostałych podróżnych. W aktach prawnych GG pisano o niemieckości i Niemcach jako o szczególnym statusie, który podlega nadzwyczajnej ochronie. (Charakterystycznym szczegółem, dobrze oddającym atmosferę działań niemieckich, był sposób wydawania i tłumaczenia na polski niemieckich aktów prawnych. Mimo że w języku polskim regułą ortograficzną jest pisanie wszystkich nazw narodowości wielką literą, a przymiotników literą małą, to w tłumaczeniach niemieckich zarządzeń na język polski wszystkie nazwy zwierające słowo „Niemiec” i pochodne od tego przymiotniki pisano wielką literą. Z kolei zdarzało się, że słowo „Polak” nawet jako rzeczownik określający narodowość zapisywano małą literą). Różne zarządzenia dla ludności polskiej i żydowskiej dotyczyły ustępowania Niemcom z drogi na chodniku, zdejmowania przez nimi czapki z głowy itp. Te pozornie błahe elementy codzienności były ściśle ukierunkowane na to, aby nieniemiecką ludność dodatkowo upodlić, a samych Niemców utwierdzać w przekonaniu, że dzięki zwycięstwom Hitlera rzeczywiście stają się uprzywilejowaną „rasą panów”.

Pakt Ribbentrop–Mołotow: zapalnik II wojny światowej

23 sierpnia 1939 roku o godzinie 15.30 na sowieckim Kremlu pojawił się szef niemieckiego MSZ Joachim von Ribbentrop. Po kilku godzinach podpisany został pakt Ribbentrop–Mołotow. To w co nikt nie wierzył, stało się możliwe. Droga do II wojny światowej była otwarta.



Czytaj dalej...

Pacyfikacje i egzekucje

Już 31 października 1939 r. generalny gubernator Hans Frank wydał rozporządzenie wprowadzające w stosunku do wszystkich mieszkańców GG, którzy nie byli Niemcami, karę śmierci za jakiekolwiek poczynania uznane za godzące w Niemca lub władze niemieckie. Kara śmierci groziła za prawie każdy przejaw nieposłuszeństwa wobec zarządzeń władz niemieckich oraz za niewłaściwy stosunek do jakiegokolwiek Niemca lub do jego majątku albo rzeczy „służących do pracy” władzom niemieckim. Śmiercią grożono za samo nawoływanie do nieposłuszeństwa nawet wobec najbardziej drakońskich zarządzeń władz okupacyjnych. W ten sposób karano też tych, którzy o planowanym nieposłuszeństwie wiedzieli, ale o tym nie donieśli władzom.

O karze śmierci za różne wykroczenia dla „osób niebędących Niemcami” przypominano także w innych aktach prawnych GG, jak chociażby w rozporządzeniu Hansa Franka z 2 października 1943 r. „O zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”. Służyły one stworzeniu atmosfery bezkarności podczas dokonywanych przez Niemców zbrodni wobec obywateli Rzeczypospolitej na terenach okupowanych.

Ten tekst jest fragmentem książki Macieja Korkucia „Walcząca Rzeczpospolita 1939–1945”:

Walcząca Rzeczpospolita Maciej Korkuć okładka Tytuł: „Walcząca Rzeczpospolita 1939–1945”
Autor: Maciej Korkuć
Wydawca: IPN
Premiera: sierpień 2019
ISBN: 978-83-8098-708-1
Liczba stron: 144

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Jb |

Brzmi to nieprzyjemnie: polska inteligencja pochodząca z powojennego, sztucznego, przyspieszonego awansu spolecznego zajęła miejsce ofiar Palmir, Oświęcimia, Katynia, Miednoje. Mozna wiec powiedziec ze powojenni inteligenci z awansu (slynne punkty za pochodzenie) i ich potomstwo jest.....dluznikiem Hitlera i Stalina...



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Jb - przedwojenna polska inteligencja, a raczej ta jej część, która ocalała z wojennej rzezi, w olbrzymiej większości brała udział w powojennej odbudowie kraju. Przedwojenna polska inteligencja kształtowała w powojennej Polsce nowe pokolenia polskiej inteligencji. Przedwojenni wykładowcy z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie współtworzyli Uniwersytet Wrocławski, z Politechniki Lwowskiej - Politechnikę Śląską w Gliwicach, z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie - Uniwersytet w Toruniu. Przedwojenni architekci odbudowywali polskie miasta, przedwojenni inżynierowie tworzyli przemysł w powojennej Polsce.



Odpowiedz

@ Gość: Komar
- - Posluchajcie świadka tamtych czasów.
Otóż ta przedwojenna inteligencja znalazła w nowej rzeczywistości raczej tylko sposób na życie i przedtrwanie. Budowała nowa rzeczywistość jako zastraszona, rządzona przez funkcjonariuszy PPR/PZPR/UB. Przykładów mam wiele. Pamiętam np. jak do mojej szkoły przyszła wizytować polonistkę Towarzyszka (w gruncie rzeczy tylko przewodbniczaca Koła Gospodyń Wiejskich). Pani J., przedwojenna polonistka, cała się trzęsła. Po wizytacji wizytatorka na odchodne podsumowała: Lekcja szła poprawnie, tylko że była ogromna luka w temacie o Panu Tadeuszu i Mickiewiczu. Ani słowa nie było o walce klas, ani o robotniczo-chłopskim rodowodzie Autora /.../
Po odejściu wizytatorki pani polonistka podsumowała jednym słowem: Wiedźma!



Odpowiedz

@ StP
Powinienem swój przykład starej przedwojennej polonistki J. skomentowac do końca. Gdy nastały czasy stalinowskie, wśród ówczesnego terroru dawnym nauczycielom pozostało dla przezycia jakoś się wśród strachu poporządkować. Ale jednak jakaś wiernośc prawdzie i sprzeciw przeciw systemowi od czasu do czasu się ujawniał.
Inny przykład z tej samej miejscowości. U miejscowego proboszcza w czasach stalinizmu powstała świetna biblioteka. W każdą niedzielę w kacelarii, podzielonej w połowie na bibliotekę, było ciasno od interesantów. Była cenna wypozyczalnia. Jako dziecko stamtąd wypożyczyłem i przeczytałem Sienkiewicza, np. Quo vadis. Oto bowiem do szkół przyszło jakieś rozporządzenie, żeby w bibliotekach wymienić książki: stare "wsteczne" spalić, a wprowadzic na ich miejsce "postepową" literaturę marksistowsko-leninowsko-staliniowską. Kierowniczka szkoły, pani Z., nic nie spaliła. Pod osłoną nocy książki przekazała proboszczowi.
I tak u niego właśnie ocalał od śmierci... Sienkiewicz / Quo vadis.
Więc ta dawna inteligencja tylko częściowo i pozornie się podporządkowywała nowej orientacji.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ StP - Szanowny Panie,
możemy przerzucać się tego typu ciekawostkami; ja polecam Panu zapoznanie się z następującym materiałem:
https://tvn24.pl/pomorze/czarne-wyjatkowa-swolocz-nie-chce-pomnika-zolnierzy-wykletych-ra828487-2320861
Osobiście widzę różnicę pomiędzy prostym człowiekiem, usiłującym sprostać wymogom stanowiska, na które nie ma kwalifikacji - a inteligentem, który czuje za sobą potęgę nie tylko władzy, ale wręcz aparatu represji i na tej podstawie pomiata ludźmi nie podzielającymi jego jedynie słusznych przekonań.
Co do przedwojennej inteligencji - przytoczę przykład mojej nauczycielki ze szkoły podstawowej, która w czasie wojny prowadziła tajne nauczanie. Jej rodzice - przedwojenni nauczyciele - podobnie jak i ona włączyli się w program kształcenia powojennej młodzieży.
Przywołam przykład znanego człowieka - Stanisław Jankowski, pseudonim Agaton, cichociemny, kierownik Wydziału Legalizacji w Komendzie Głównej AK, w powstaniu dowódca plutonu, potem adiutant generała Bora Komorowskiego. Wrócił do Polski, jako pracownik Biura Odbudowy Stolicy brał udział w projektowaniu MDM i Trasy WZ. Istnieje legenda, że to on osobiście referował Bierutowi sprawy odbudowy Warszawy podczas wizyty Bieruta w BOS.
Przywołam wreszcie Zofię Nałkowską - reprezentantkę polskiej przedwojennej lewicy niekomunistycznej, która w sejmowym wystąpieniu udzielała poparcia projektowi konstytucji z roku 1952, mówiąc, że stanowi ona spełnienie testamentu jej ojca, Wacława Nałkowskiego.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Jb
Tak nieco a propos z Wikipedii.
O „numerus clausus”:
Oficjalnym powodem takich działań była chęć wyrównania szans młodzieży polskiej, która była dyskryminowana jeszcze w czasach carskich, oraz promowania młodzieży z małych ośrodków, która miała mniejsze szanse w porównaniu z miejską młodzieżą żydowską. Pomimo ograniczeń inteligencja pochodzenia żydowskiego stanowiła przed drugą wojną światową niemal połowę całej inteligencji.
O „punktach”
Z punktu widzenia socjologicznego, punkty za pochodzenie można traktować jako formę kompensacji niedostatku kapitału kulturowego młodzieży wiejskiej i robotniczej. W takim ujęciu można powiedzieć, że ich celem było ograniczenie zjawiska „reprodukcji” opisywanego przez znanego socjologa francuskiego Pierre'a Bourdieu.
Czy jedno wiele różni się od drugiego?
PS System nieco zbliżony do „punktów” stosowano w W. Brytanii po I i II wojnie. Cele – patrz powyższe objaśnienia.



Odpowiedz

@ Gość: Komar

- - Po pierwsze, nie jestem emocjonalnie związany ze sprawą inteligencji przedwojenne czy powojennej. Chciałem tylko odnotować niejednoznaczność ogólnej sytuacji i postaw. przykładów z tamtych czasów oczywiście znam więc ej.
- - Po drugie, nie bardzi mi sie wydaje, że zaangażowania w odbudowę Warszawy bylo wysługiwaniem sie Bierutowi (choćby on tej akcji patronował).,. Tak samo, jak i Bierut nie wysługiwał się Duchowi Świętemu, gdy na prośbę starosty powiatu i na podstawie przywileju prezydenta Mościckiego zgodził się być ojcem chrzestnym dla mojego brata, już óśmego syna w rodzinie i jako ojciec chrzestny jest zapisany w parafialnej księdze chrztów...
Faktycznie, były to czasy dwuznaczności, którą sobie partia dopiero trochę później ujednolicała po swojemu...



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

- - Takie punkty kompensacyjne za pochodzenie są np. w nauczaniu podstwawowym jak i w opiece zdrowotnej do dziś w bardzo wielu krajach, nawet w Stanach Zjednoczonych. Czytałem kiedyś pracę doktorską w genetyki pewnego Kameruńczyka w Stanach Zjednoczonych. Była wyraźnie na poziomie najwyżej licealisty....



Odpowiedz
Maciej Korkuć

Historyk, absolwent Wydziału Historycznego UJ, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie. Adiunkt w Akademii Ignatianum w Krakowie. Od 2016 r. naczelnik oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Krakowie oraz naczelnik oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa. Koordynuje działania IPN na rzecz przeciwdziałania gloryfikacji systemów totalitarnych w przestrzeni publicznej.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org