Opublikowano
2016-11-22 10:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Rzeź wołyńska: tragedia wsi Hurby

Tysiące ofiar zarąbanych siekierami, żywcem przepiłowanych czy przybitych do chat. Bestialstwo gwałtów dokonanych przez Ukraińców na Polakach w latach 1943-1944 jest obezwładniające. Jednym z setek przykładów zbrodni jest los wsi Hurby.


Strony:
1 2 3

Zobacz też: Rzeź wołyńska – historia i pamięć o zbrodni UPA

Relacja Ireny Gajowczyk, ocalałej z rzezi w Hurbach, powiat Zdołbunów
reportaż Anny Lisieckiej, Polskie Radio, Program 2.
Reportaż Kainowa zbrodnia został uhonorowany w 2010 r. Nagrodą Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, był także nominowany do prestiżowej nagrody radiowców Prix Europe.

Sześć i pół roku miałam. Mieszkałam we wsi Hurby, gmina Buderaż. Ja w tej chwili, przed pani przyjazdem, spojrzałam na mapę i to jest na północny wschód, daleki północny wschód. Blisko Krzemieniec, Dubno, najbliższe miasto Mizocz, w którym leżałam w szpitalu. Hurby to duża ziemiańska wioska, to pamiętam. Ze swojego dzieciństwa pamiętam też sąsiadów, koleżanki, z którymi się bawiłam, no i rodzinny dom. Nasz piękny dom, do którego się wchodziło po ogromnych kamiennych schodach, takich głazach prawie. Przed wejściem była altanka. To był stary dom, pamiętam, stary dom, obok były wybudowane obora i stodoła. Obie ogromne. To była podstawa.

Tablica upamiętniająca ofiary rzezi dokonanej przez oddziały UPA na mieszkańcach wsi Parośla I (fot. Grzegorz Naumowicz; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0) Pamiętam nasze zwierzęta: dużo krów, dużo świnek, dużo koni. Pamiętam lalkę i że nazywała się Nekrawa Lalka, taka z dziecinnych lat. Pamiętam najstarszego brata, miał na imię Marcel, siostrę Leokadię, która żyje na szczęcie i mieszka w Trzebnicy. Pamiętam siostrę Stasię, która w odróżnieniu od nas była blondynką z ogromnymi niebieskimi oczami. My mamy chyba urodę po mamusi, a ojciec… Nie pamiętam ojca. Wszak tylko ostatni wieczór z nim pamiętam, jak prosił, żebyśmy uciekali z mieszkania, a on zostanie i powynosi, co będzie mógł. No, cała stodoła już się paliła, a myśmy dość daleko mieszkali od innych zabudowań. Tam nie było takiej łączonej zabudowy. Każdy był pan na swoich włościach. I tatuś kazał nam uciekać do lasu w ten feralny wieczór, ale przeskoczyłam moment, o który mnie pani pytała. Więc jeszcze pamiętam siostrę, o której wspominałam, blondyneczkę, miała na imię Stasia, no i braciszka malutkiego, Tadzia. Malutki, może miał rok, rok i kilka miesięcy, malusieńki był, jeszcze słabo chodził.

Był wieczór, piękny wieczór, bardzo ciepło. Mamusia nas wszystkich pokąpała w tradycyjnej, drewnianej balii, pousadzała na tapczaniku i obcinała grzyweczki. Bardzo prosiłyśmy z siostrą, żeby nam przymierzyła białe skarpetki, bo była z tatusiem w Mizoczu i je tam kupiła dla nas. Miały takie kolorowe kwiatuszki na ściągaczach. Ale mamusia tylko je nam przymierzyła i miały być na jutro. Następnego dnia było duże święto, a ludzie na wschodzie bardzo przestrzegali zasad dużych świąt, to ja pamiętam.

My w rodzinnym domu wszystkie musiałyśmy wieczorem – my, to znaczy dzieci, które już rozmawiały i chodziły – klękać i głośno mówić pacierz. To pamiętam, a w jednym z pokoi mieszkała ciocia Franciszka Warnawska, która później się musiała nami wszystkimi zaopiekować. To była młodsza siostra ojca, bo wujek był na wojnie. Tego wujka nie pamiętałam specjalnie, ponieważ ciocia wzięła ślub – jak już później się dowiedziałam – w 1939 roku, w lutym. Wujek był nadleśniczym, więc poszedł na wojnę, i ciocia z tego nadleśnictwa bała się tam mieszkać, bo tam już były takie różne przypadki. Jakiegoś nauczyciela czy księdza, takich ludzi najbardziej światłych, w tej miejscowości spotykała przykrość. Ale najpierw uważali to za jakieś napady, jakieś rabunki, a później się okazało, że to było coś więcej.

Odkryta w 2011 roku zbiorowa mogiła pomordowanych Polaków w Woli Ostrowieckiej (fot. Leon Popek, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

I ten wujek na swoje nieszczęście, a na nasze chyba szczęście, uciekł z niewoli niemieckiej w 1942 roku późną jesienią i już do leśniczówki nie poszedł mieszkać, tylko wrócił do cioci i w tym pokoju razwm mieszkali. Wujek był światłym człowiekiem, ciągle przestrzegał ojca, żeby wywiózł dzieci do Mizocza czy do Równego, czy do Dubna, bo jest niebezpiecznie, bo więcej się znał na polityce niż ojciec zajęty rolą i życiem rodzinnym. Wujostwo byli bezdzietnym małżeństwem. No ale tatuś bardzo ufał, że nic nie będzie, zwłaszcza ufał Iwanowi, którego ja znałam osobiście.

Iwan to u nas wiecznie był takim robotnikiem. Oni, tzn. jego rodzina, byli biedni, a on pomagał ciągle u nas na roli. Tatuś na zimę zawsze mu dawał świnię, dawał mu zboże, no i od rana do wieczora mówił na niego „długi Iwan”.

On potrafił kopać studnie, potem układali takie koła cementowe w tych studniach. I on przychodził do tatusia i mówił: „Janek – a było już głośno o pewnych rzeczach, były takie przypadki w innych miejscowościach czy wioskach, w Mizoczu – jak coś będzie, to ja ci powiem”. I kładł się z tatusiem do łóżka i siekierę chował pod łóżkiem. W tym czasie wujek z ciocią nie nocowali w domu. Gdzieś się ludzie już chowali, a jak się cieplej zrobiło, to tatuś też odprowadzał nas do lasku, bo mieliśmy swój własny las, gdzie jak pamiętam, jako dzieci zbierałyśmy i przylaszczki, i kwiatki różne, i grzyby, jak były, i czarne jagody.

Tekst jest fragmentem książki „Wołyń. Bez komentarza”:

Tytuł: „Wołyń. Bez komentarza”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Fronda
Liczba stron: 400
Okładka: Oprawa miękka
Premiera: 12.10.2016
EAN: 9788393584796
ISBN: 978-83-935-8479-6
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Janusz Szeremeta 72500 Międzyzdroje ul.Kolejowa 21 |

Moja mama i jejrodzeństwo oraz ich rodzice pochodzili mieszkali we wsi Hurby prosiłbym o jakieś namiary do osób tam mieszkających.Dziadek nazywał się Franciszek Jasiński babcia Joanna z domu Śliwińska.



Odpowiedz

Gość: Patrycja |

@ Gość: Janusz Szeremeta 72500 Międzyzdroje ul.Kolejowa 21
Mój pradziadek nazywał się Michał Jasiński mieszkał w miejscowości Hurby najpierw z pierwszą żoną która zmarła. Następnie ożenił się z babcią Marią z domu Popławską. Z tego co wiem pradziadek miał brata Franciszka



Odpowiedz

Gość: zaxa |

tu nie ma co komentować, przeczytać i pomilczeć,
tylko tyle można.



Odpowiedz

Gość: Andrzej |

@zaxa Zgadzam się.........



Odpowiedz
Anna Lisiecka

Komentator w redakcji literackiej Programu 2 Polskiego Radia. Autorka scenariusza i wyboru materiałów archiwalnych do dokumentalnego albumu "Katyń 1940" wydanego na płytach przez Polskie Radio w 2008 roku, a jej reportaż "Kainowa zbrodnia" w 2010 roku otrzymał Główną Nagrodę Wolności Słowa przyznawaną przez SDP. W 2011 roku wyróżniona przez SDP za cykl audycji "Droga do Soplicowa" "za jedyny w swoim rodzaju znakomity przewodnik po miejscach mickiewiczowskich i konfrontację literatury z istniejącymi reliktami opisywanej przeszłości". Również w 2011 roku Polskie Radio wydało album "Wołyń 1943" według jej scenariusza, zawierający w dużej części materiały przygotowane przez autorkę w 2008 roku.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org