Opublikowano
2014-01-15 14:32 (akt. 2021-01-15 21:47)
Licencja
Wolna licencja

Średniowieczna seksualność i przestępstwa seksualne. Rozważania wokół kodeksu karnego z Nablusu

16 stycznia 1120 rok podczas obrad synodu Kościoła jerozolimskiego w Nablusie, samaryjskim mieście nieopodal Jerozolimy, spisano pierwszy usystematyzowany zbiór praw w świeżo powstałym Królestwie Jerozolimskim. Z inicjatywy króla Baldwina II stworzono jedyny w historii Lewantu zbiór praw o charakterze karno-materialnym, zawierający też wiele szczegółowych przepisów przeciwko seksualności.


Strony:
1 2 3

Łaźnia publiczna (miniatura z Factorum Dictorumque Memorabilium, ok. 1475 r., domena publiczna). Kodeks karny z Nablusu, przez lata pomijany w badaniach nad historią prawa i bagatelizowany w historiografii krucjatowej, jest źródłem ukazującym wiele problemów społeczno-obyczajowych nękających nowopowstałe państwo krzyżowców. Kodeks, czerpiący z kultury i obyczajowości zachodniej, bizantyjskiej i muzułmańskiej, szczególną uwagę poświęcał zachowaniom i przestępstwom na tle seksualnym, zawiera on bowiem przepisy przeciwko gwałtom, homoseksualności, pedofilii czy dyskryminujące związki osób z różnych grup społeczno-etnicznych. Cechą charakterystyczną tego kodeksu jest szczegółowa specyfikacja kar, które są nader surowe. Podobnie jak w wielu zbiorach z zachodniej Europy także i w tym przypadku mamy często do czynienia z irracjonalnymi środkami dowodowymi m.in. sądami bożymi. Sprawy poruszane w kodeksie z Nablusu na pierwszy rzut oka nie różnią się od wielu kodyfikacji powstających choćby we Francji czy Italii. Prawa te jednak w wielu przypadkach nie regulują tak szczegółowo obyczajowości, jak czyni to kodeks bliskowschodni. Wydaje się, że nie bez przyczyny jego autorzy napisali we wstępie:

Kiedy w roku wcielenia Pańskiego 1120, ziemia Jerozolimska, z powodu naszych wielkich grzechów, była doświadczana wieloma atakami i po zjedzeniu plonów przez szarańczę i myszy w ciągu czterech lat (…) opustoszała, patriarcha Garimundus i Baldwin, drugi król Łacińskiej Jerozolimy (…) rozpoczęli pod Neapolis [Nablus – przyp. M.S.] w Samarii synod, gdyż tego wymagało ciężkie położenie ziemi i umocnili dekrety w celu skarcenia upadającego ludu.

Po lekturze kodeksu możemy postawić hipotezę, ze słowa dotyczące grzechów i upadku ludu Królestwa nie są tylko zabiegiem stylistycznym charakterystycznym dla średniowiecznych tekstów o charakterze prawnym, ale wyrazem prawdziwego zaniepokojenia problemami, które w istocie miały miejsce w Ziemi Świętej. Znamienne, że 50 lat później spisujący swoją kronikę Wilhelm z Tyru, opisując społeczeństwo Królestwa, także pisał o upadku obyczajów i całego ludu.

Społeczeństwo Królestwa Jerozolimskiego

Szacuje się, że w drugiej połowie XII wieku Królestwo Jerozolimskie zamieszkiwało około 620.000 ludzi, z czego około 140.000 stanowili Łacinnicy. W początkach XII w. musiała to być liczba znacznie mniejsza, nie zmienia to jednak faktu, iż już między 1099 a 1120 r. koloniści z Europy chętnie napływali do Ziemi Świętej ze względu na atrakcyjne warunki. Każdy z nich otrzymywał kawałek ziemi uprawnej, którą mógł sprzedać albo zacząć uprawiać. Frankowie, którzy przybywali do Królestwa Jerozolimskiego, byli wedle prawa określani jako chrześcijanie de la ley de Rome i bez względu na swój status w dawnej ojczyźnie w Królestwie byli ludźmi wolnymi. Nowe wioski zamieszkiwane były głównie przez ludność jednego wyznania, często jednak koloniści osiedlali się w wioskach zamieszkanych przez wschodnich chrześcijan, wśród których czuli się bezpieczniej. Większość ludności zamieszkującej Królestwo Jerozolimskie stanowili jednak muzułmanie i chrześcijanie z Kościołów wschodnich, znajdowały się tu także niewielkie gminy żydowskie. Prawosławni, stanowiący najliczniejszą grupę chrześcijan, zostali zrównani w prawach z wyznawcami katolicyzmu. Członkom pozostałych wyznań (jakobici, maronici, Ormianie) zagwarantowano wolność wyznania.

Pogrzeb Baldwina II (aut. Sebastien Mamerot, ok. 1475 r., domena publiczna).

Osiedlający się w Królestwie Łacinnicy szybko przywykali do nowych warunków. Co więcej, w Lewancie wielu z nich mogło pozwolić sobie na wyższy poziom życia niż w Europie. Powszechne stawało się korzystanie z publicznych łaźni, pożywienie było bardziej zróżnicowane niż w dawnej ojczyźnie. Nawet ubiór był inny, gdyż wielu Franków mogło pozwolić sobie na jedwab lub bawełnę. Powszechne były mieszane małżeństwa, tak ze wschodnimi chrześcijankami, jak i muzułmankami, które przyjęły chrześcijaństwo – co nie było jednak powszechnie tolerowane. Warto zwrócić uwagę, że sami Frankowie byli grupą zróżnicowaną. Nowoprzybyli niejednokrotnie nie rozumieli zmian jakie dokonały się wśród ich pobratymców ze Wschodu, którzy przyjechali tu wcześniej. Dostosowanie się do nowych warunków życia sprawiło, że tylko język i religia były czynnikami integrującymi różne grupy przybyłych z Zachodu osadników. W kwestii obyczajowości dochodzić mogło zatem do różnych spięć. Mnogość różnych praw, do czasu powstania kodeksu, mogła być z kolei czynnikiem stymulującym zmiany obyczajowe i jednocześnie przyczyną wielu konfliktów i nieporozumień. Zmiany te zaś, wynikające choćby z kontaktu z kulturami wschodnimi, mogły też przyczynić się do przemian w zachowaniach seksualnych zachodnich przybyszów.

Seksualność i obyczaje w świetle kodeksu

Templariusz całujący duchownego (ok. 1350 r., domena publiczna). W swoim zasadniczym kształcie kodeks karny z Nablusu składa się ze wstępu opisującego polityczno-obyczajowe okoliczności powstania zbioru praw i dwudziestu pięciu punktów regulujących zarówno kwestie obyczajowe, jak i religijne oraz karne. Warte odnotowanie jest, iż przepisy w kodeksie są niejako uszeregowane wedle pewnego rodzaju kategorii. Pierwsze trzy punkty dotyczą dziesięcin płaconych kościołowi w Królestwie. Kolejne przepisy (od 4 do 19) dotyczą kwestii obyczajowych i przestępstw seksualnych. Przepisy 20-25 to z kolei zapiski dotyczące krzywoprzysięstw, kradzieży, rozbojów i morderstw. Ukazuje to silny poziom usystematyzowania. Zastanawiający jest tylko jeden punkt, który z punktu widzenia dzisiejszego czytelnika nie pasuje do innych. Otóż między punktami dotyczącymi gwałtów na Saracenkach lub Saracena na chrześcijance, a przepisami omawiających bigamię, znajdujemy zapis o zakazie noszenia ubiorów frankijskich przez Saracenów. W świetle mentalności autorów punkt ten musiał znaleźć się w tym miejscu, dotyczył on bowiem Saracenów. Było to tym samym kolejnym wyrazem usystematyzowania tej kodyfikacji.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego „Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”:

Autor: Marcin Sałański
Tytuł: „Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-5-3

Stron: 76

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Mariusz |

artykuł bardzo ciekawy, zwłaszcza, że dotyczy tematu mało znanego nawet historykom, może bardziej osobom interesującym się krucjatami. Mnie zainteresowało w "Kodeksie z Nablusu' to, że łączył elementy prawa zwyczajowego, powszechnego na Zachodzie, jak choćby sady boże, z prawem rzymskim. Dla mnie ciekawy był fragment odnoszący się do inspiracji autorów Kodeksu, zwłaszcza właśnie kodyfikacji bizantyjskich, opartych na prawie rzymskim, głównie Kodeksie Justyniana. Nie wiem, na ile jest to uprawnione twierdzenie, ale wydaje mi się, że Kodeks z Nablusu można uznać za ważne ogniwo w przekazywaniu znajomości właśnie kodyfikacji justyniańskiej do świata łacińskiego chrześcijaństwa i wypieraniu przez nią Kodeksu Teodozjańskiego. I jaki mógł być wpływ Kodeksu z Nablusu na zmiany w prawie zachodnioeuropejskim, na przykład reformy Henryka II w Anglii. Podobało mi się również zastosowanie przez autora zdobyczy współczesnych nauk społecznych, bo one pozwalają znacznie rzetelniej opisać, a przede wszystkim zrozumieć zjawiska z przeszłości. Kiedy studiowałem historię około trzydziestu lat temu, te nowoczesne narzędzia metodologiczne dopiero do nauk historycznych, przynajmniej w Polsce, wchodziły i bardzo dobrze, że się utrwaliły.



Odpowiedz

Gość: Marcin Sałański |

W odpowiedzi na ciekawe komentarze :) Do Jakuba: Carmina Burana to w istocie bardzo ciekawe źródło, ale nie ono było obiektem analizy. Co do zarzutu o brak brania pod uwagę dawnej rzeczywistości - mogę jedynie powiedzieć, że badając jakiekolwiek źródło historyczne mamy do czynienia tylko i wyłącznie z wyobrażonym, postulowanym lub ideoloigicznie przetworzonym obrazem rzeczywistości. Historyk nie ma możliwości 100% zbadania czy dane źródło mówię prawdę. Każde jest dziełem literackim i podlega tym samym prawidłom. Jest tylko jakimś odbiciem rzeczywistości autora lub autorów. Do flamenco108: 1) w kwestii wyróżniania trzeciej płci i seksualności środowisk klasztornych zachęcam do lektury pracy K. Skwierczyńskiego "Mury Sodomy". Sam mogę tutaj tylko napisać, że zgadzam się z tym, iż zapisy w kodeksach prawnych doby średniowiecza o wydaleniu mnichów mają charakter głównie prawniczy, ale prawo nie powstaje w oderwaniu od kultury i tym samym warto spekulować nad innymi zasadnością takich zapisek. 2)W kwestii homoseksualizmu: komentarze warte uwagi, ale pana wątpliwości częściowo rozstrzygam w akapicie: Analiza różnorodnych źródeł m.in. pochodzących z Florencji dostarcza informacji, że w wielu miejscach tolerowano akty seksualne pomiędzy młodymi i nieżonatymi mężczyznami. Zwróćmy tu uwagę na fakt, że najważniejszym zadaniem kobiet i mężczyzn było płodzenie potomstwa, dlatego wobec tak zdefiniowanych ról płciowych ówczesnych moralistów w przerażenie i zdziwienie wprowadzało dopiero utrwalenie się zachowań homoseksualnych u mężczyzn w wieku przeznaczonym na założenie rodziny i reprodukcję. To, co było zatem wybaczalne w wypadku młodych, było złem w wypadku dorosłych. Oczywiście pewnych rzeczy w istocie nie poruszyłem z braku materiałów, z ograniczeń źródła czy też z przyjęcia innych wzorców. Inspirowałem się głównie pracą M.R.Karras, która na 300 stronach nie rozstrzygnęła wszystkich wątpliwości, a co dopiero ja na raptem 6-7. Co do podsumowującego zarzutu, iż współczesne teorie z nauk społecznych wydają się do sprawy zupełnie nie przystawać - nie zgodzę się. Jeśli będziemy traktować historię, jak naukę tylko o recenzowaniu przeszłości, bez stosowania współczesnych metodologii i inspiracji z innych nauk społecznych, to lepiej darujmy sobie badanie historii. Do badania seksualności średniowiecznej nie mamy zaś lepszych narzędzi niż współczesne teorie społeczne. Wydaje mi się, że bez ich stosowania, nie da się w ciekawy i pozbawiony XIX-wiecznego nastawienia, badać tego zagadnienia. Wiele zresztą innych zagadnień mediewistycznych rozwinęło się tylko dzięki stosowaniu współczesnych teorii i metodologii ot np. historia gospodarcza, która do czasu, gdy nie zaczęto w latach 60. i 70 stosować ustaleń ekonomicznych, była tylko opisywaniem kto, co i kiedy kupił lub sprzedał, zasiał, zebrał itd. Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: flamenco108 |

W średniowieczu wyróżniano także trzecią płeć – jako, że celem relacji kobiety i mężczyzny była reprodukcja to tych, którzy żyli w celibacie uważano za ludzi nie należących do żadnej płci, gdyż nie spełniają oni przypisanych im ról.(...CIACH...) nie da się zatem uciec w tego typu badaniach od terminologii gender, która wyróżnia zarówno płeć fizyczną, jak i społeczną Otóż da się. Autor nie podał żadnych dowodów, że mnisi i mniszki traktowani byli jako jedna płeć (roboczo nazwana "trzecią"). A można znaleźć dowody przeciwne, np. różnice w regule zakonnej uwzględniające różnice pomiędzy płciami, zarówno te faktyczne, jak i te wynikające ze stereotypów. Wydalenie ze stanu duchownego służyć miało oddaniu winnego pod sąd świecki, któremu inaczej by nie podlegał - to jest pewnik, reszta to spekulacje i to jeszcze, moim zdaniem, mało poprawne. Zwróćmy tu uwagę na fakt, że najważniejszym zadaniem kobiet i mężczyzn było płodzenie potomstwa Ta uwaga jest słuszna, ale przez autora zlekceważona: z tego założenia wynikały wszelkie przepisy prawne dot. średniowiecznej seksualności. Zatem moralistów nie wprawiały w przerażenie, ani zdumienie, akty homoseksualne, bo występowały prawdopodobnie tak samo często jak dziś. Po prostu uważano je za zło podwójne, bo dzieci z tego być nie mogło w dwójnasób (w myśl Krzysia szukającego Kubusia Puchatka). Przepis dot. sodomii osób dorosłych równie dobrze można zinterpretować, że twórcy kodeksu odbierając dzieciom prawa, zdejmowali też z nich odpowiedzialność. Podobnie jak w akcie seksualnym mężczyzna postrzegany był jako ten, który wchodzi (a zatem penetruje, Średniowiecze przeciwstawia bowiem naszemu zestawowi terminów określających przeżycia seksualne, mające charakter obustronny, takie terminy jak choćby starofrancuskie foutre oznaczające „penetrować”, w którym przypadku to kobieta zawsze jest przedmiotem, a mężczyzna podmiotem.), a kobieta jako ta, która przyjmuje, dopuszcza do siebie. Dziś oczywiście w praktyce prawnej znane są przykłady gwałtów kobiet na mężczyznach, ale jeżeli ówczesnych moralistów coś mogło zadziwić i przerazić, to raczej to właśnie, a nie homoseksualizm. Stąd domniemanie, że jeżeli cudzołóstwo uznano za crimen, czym innym było to dla kobiety, innym dla mężczyzny - co znalazło odzwierciedlenie także w innych karach. Podobnie z pedofilią - widać logikę twórców kodeksu. Jeżeli dorosły pedofil dopuścił się na dziecku, to płeć dziecka bez znaczenia (co nie znaczy, że u dzieci wyróżniano jakąś czwartą płeć) - jedyną stroną winną był dorosły. A skoro tak, to akt homoseksualny (podobnie jak cudzołóstwo zapewne, Autor artykułu tego nie rozstrzygnął) dwojga dzieci mógł się spotkać z rodzicielską rózgą, ale nie z sądową rozprawą. Podsumowując: artykuł ciekawy, ale pobieżny. A współczesne teorie z nauk społecznych wydają się do sprawy zupełnie nie przystawać. Tyle to ma sensu, co jakby Autor spróbował analizować kodeks z Nablusu z pozycji marksistowsko-leninowskich. Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: Jakub |

Witam, artykuł ciekawie napisany, ale moim zdaniem, autor nie bierze pod uwagę, że to co pisali duchowni miało się nijak do rzeczywistości (przynajmniej tej w wydaniu niższych stanów). Bardzo dobrą wykładnią jak to z tą moralnością i obyczajami było jest średniowieczny zbiór pieśni "Carmina Burana". Nie dotyczy stricte seksualności, ale daje inne spojrzenie na życie w średniowieczu, czego nie oddają "jaśniepańskie" kroniki. Posłużę się cytatem z "In taberna quando sumus": "Kiedy w gospodzie siedzimy, o zmarłych nie rozmawiamy, lecz do gier się sposobimy i do dziewcząt zabieramy." i dalej: "Pije kmiotek, pije lekarz, pije rycerz, pije hycel, pije sędzia, pije piekarz, pije przeor, pije szpicel, pije żebrak, pije bogacz, pije głupia, pije mądra, pije kleryk, pije rogacz, pije szachraj, pije flądra. Pije kuzyn, pije szwagier, pije mniszka, pije mamka, pije murarz, pije blagier, pije Jóźka, pije Franka, pije dziadek, pije babka, piją wnuki, piją brzdące, pije ojciec, pije matka, piją setki i tysiące. Kraj marnieje, młódź dziczeje, gdy bez miary wszyscy chlają, cały świat już z nas się śmieje, już nas palcem wytykają." W związku z tym śmiem twierdzić, że niewiele się zmieniło. :) Pozdrawiam, Jakub.



Odpowiedz

Gość: Ł |

Bardzo ciekawy artykuł.



Odpowiedz
Marcin Sałański

Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org