Opublikowano
2009-10-31 01:00
Licencja
Wolna licencja

Tajni współpracownicy SB – historia donosicielstwa

Tajni współpracownicy SB, a wcześniej także UB, to temat wokół którego narosło wiele mitów i fałszów. Skąd brali się ludzie, którzy donosili bezpiece? Jaką skalę miało to zjawisko? Jakie pobudki nimi kierowały?


Strony:
1 2 3

Iwan Sierow, radziecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. To on kierował m.in. aresztowaniem przywódców Państwa Podziemnego w Pruszkowie (opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0). Działalność sieci agenturalnej służb bezpieczeństwa PPR a od 1948 roku PZPR była jednym z podstawowych narzędzi pracy operacyjnej zniewalającego Polaków komunistycznego aparatu represji. We wszystkich zresztą krajach demoludów system był niemal identyczny, od ZSRR, Komunistycznych Chin, Korei po Jugosławię, Albanię i NRD. Skala problemu jest dosyć spora, ponieważ już od 1944 roku UB wraz z NKWD rozpoczął tworzenie ogromnej sieć konfidentów, agentów i denuncjatorów. Radziły sobie z tym całkiem nieźle. Już w roku 1949 oblicza się liczbę agentów UB na 50 tys., 1950 na 57 tys., 1951 67 tys. 1952 78 tys., 1953 85 tys., 1954 76 tys., 1955 36 tys.1. Widać tu jasno, że liczba ta w okresie trwania stalinizmu w Polsce rosła z roku na rok, spadając nieznacznie w czasie powolnej odwilży po śmierci Stalina. Należy także zauważyć, że wraz z wyeliminowaniem całego podziemia niepodległościowego, głównie poakowskiego, zmieniły się zadania agentury.

Tajni współpracownicy SB: agentura liczna i wszechstronna

W tym miejscu dla zobrazowania sytuacji warto przytoczyć jak liczna była agentura w stosunku do liczby etatowych pracowników UB na początku jej istnienie, jeszcze w czasie trwania wojny i krótko po jej zakończeniu. Przykładem niech będzie region Lublina, gdzie w Miejskim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego na 65 pracowników UB było 40 agentów i 20 informatorów a działalność ich zaowocowała 200 aresztowaniami w samym mieście. W Powiatowym UBP w Lublinie przy takiej samej liczbie funkcjonariuszy (65) było 11 agentów i 90 informatorów, co również w ciągu jednego miesiąca zaowocowało 253 aresztowaniami2. Trzeba jednak powiedzieć, że agentura była potrzebna nowej władzy do zupełnie innych zadań, nazwijmy je bardziej bojowych. Przykładem niech będzie raport z dnia 11 lipca 1945 roku w którym czytamy: […] w toku operacji (przeciw bandom i infiltracji ludności) zostało ustalone, przez agenta „Sokół”, że we wsi Lipniki znajduje się banda NSZ „Tarzana” w ilości około 50 osób. Wysłana operatywna grupa 7.pp [3.DP] otoczyła bandę naokoło. W wyniku walki było schwytanych 36 bandytów, zabitych 4, 10 bandytów nadal nieudało się złapać wraz z dowódcą. W czasie tej operacji zlikwidowano również 3 a schwytano 2 partyzantów z grupy „Orła”3. Kolejnym przykładem niech będą już lata osiemdziesiąte i początki ruchu solidarnościowego. W gdańskiej „Solidarności” miało być w grudniu 1980 r. 41 TW i to tylko w strukturach kierowniczych. Co więcej, starano się wykorzystać animozje i konflikty pomiędzy branżami, przez co planowano udaremnić projekt powstania jednej centrali związkowej skupiającej poszczególne jednostki branżowe (np. górników, nauczycieli, służbę zdrowia)4. Na tym przykładzie widoczne jest jak doniosłe skutki mogło mieć dobre usytuowanie jednego agenta. Sami agenci i funkcjonariusze UB ryzykowali życie w razie dostania się w ręce partyzantki niepodległościowej. W wielu wypadkach nie było żadnego innego wyjścia jak tylko posługiwać się oddziałami prowokacyjnymi albo grupami zwiadowczymi przebranymi za oddziały partyzanckie. W wielu rejonach była to jedyna możliwość zebrania informacji o ludności, która powszechnie odmawiała współpracy z formacjami podporządkowanymi znienawidzonemu UB5.

Płk. Franciszek Niepokólczycki w czasie pokazowego procesu w 1947 r.

Ogromna część agentury i informatorów stanowił zresztą najaktywniejsi członkowie partii, którzy gorliwie donosili na współobywateli często jednak kierując się wyłącznie emocjami, a nie konkretnymi dowodami, które mogłaby wykorzystać „bezpieka”. Wymagała tego również sytuacja. Po pierwsze, po odejściu większości Armii Czerwonej na zachód nowa władza była zbyt słaba i niepewna jutra, a sami komuniści żyli niemal w konspiracji bojąc się szykan sąsiadów, głównie na prowincji. Po drugie UB nadal nie wypracowała żadnych skutecznych metod werbunku innych obywateli6. Z czasem Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wypracowało pierwsze procedury i metody werbowania i organizowania sieci agenturalno-informacyjnej. Stopniowo zbudowano strukturę, w której wykorzystywano rezydentów, agentów i informatorów. Rezydenci zajmowali się prowadzeniem kilku agentów. Agenci działali we wrogim środowisku rozpracowując je według zleceń funkcjonariuszy. Istniały różne typy agentów w zależności od tego, jak wykonywali swoje zadania, na przykład agentura celna działała w celach więziennych, wędrowna w terenie (jako włóczędzy, handlowcy itp.) czy też informacyjno-sygnalizacyjna, która zgłaszała fakt pojawienia się partyzantów. Informatorzy natomiast zawiadamiali o jakimś niepokojącym ich zjawisku i głównie do tego się ograniczali. Istniał również kontakt obywatelski, czyli informacje przez obywatela bez podejmowania współpracy7. Kiedy trzeba było „bezpieka” potrafiła postawić w stan gotowości do obserwacji jednej osoby całkiem pokaźną liczbę agentów. I tak na przykład, kiedy w 1956 roku z więzienia wychodził prezes WiN-u płk. F. Niepokólczycki do śmierci w 1974 roku otoczony był stale wianuszkiem kilkunastu agentów i informatorów, nie wliczając w to kilku zaangażowanych w tę sprawę oficerów SB. Na marginesie dodać trzeba, że kiedy opuszczał mury Wronek w Polsce było 20 tys. agentów, a w dziesięć lat po jego śmierci (1984) było ich już 70 tys8.

Polecamy e-booka „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”

Wydawca: Histmag.org

ISBN: 978-83-930226-9-4

Oprawa: miękka

Liczba stron: 240

Format: 140×195 mm

6,9 zł

(e-book)

Przypisy:

1 T. Balbus., „Zgodnie z instrukcją spotkałem się…” Konfidenci SB wobec prezesa II Zarządu Głównego WiN płk. Franciszka Niepokólczyckiego (wybór raportów agentury z lat 1957- 1974), [w:] „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944- 1989”, 1/3/2006, pod red. S. Cenckiewicza, A. Dudka, A. Dziurok, Rzeszów 2006, s. 195.

2 Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944- czerwiec 1945), wybór i oprac., L. Pietrzak. S. Polaszek, R. Wnuk, Warszawa 2004, s. 157.

3 Ibidem, s. 197-198.

4 S. Cenckiwicz, Oczami bezpieki. Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL, Kraków 2005, s. 432- 435.

5 M. Korkuć, Pretorianie władzy „ludowej”. Zasady organizacji oddziałów prowokacyjnych i sieci agenturalnej w świetle instrukcji Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, [w:] „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944- 1989, 1/2/2005”, pod red. S. Cenckiewicza, A. Dudka, A. Dziurok, Rzeszów 2005, s. 373.

6 A. G. Kister, Studium zniewolenia. Walka aparatu bezpieczeństwa z polskim zbrojnym podziemiem niepodległościowym na Lubelszczyźnie (1944- 1957), Kraków 2005, s. 87.

7 Ibidem, s. 160-161.

8 T. Balbus., „Zgodnie z instrukcją…, s. 195.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Komar |

Żeby pisać o konkretach, napiszę o moim znajomym. Historia autentyczna. W latach 1980 - 1981 lokalny aktywista "Solidarności", pracował w przedsiębiorstwie państwowym o znaczeniu strategicznym (w stanie wojennym podlegało militaryzacji). Był na tyle ważny, że po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany; ale nie był widocznie bardzo ważny, gdyż został zwolniony z internowania po paru tygodniach, pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. Oczywiście nie mógł wrócić do pracy w tamtej firmie, więc założył mały własny zakładzik produkcyjny. Na początku lat dwutysięcznych zaczął ubiegać się o odszkodowanie za internowanie i poniesione w związku z tym straty. I w urzędowym piśmie, które otrzymał w odpowiedzi, ze zdumieniem przeczytał, że odszkodowanie mu nie przysługuje, ponieważ był tajnym współpracownikiem SB, na co zachowały się dokumenty w zbiorach IPN. Próbował to wyjaśnić, ale okazało się, że nie może tego zrobić, ponieważ przepisy zabraniają udostępniania tajnym współpracownikom SB ich własnych akt osobowych. Bocznymi drogami - przez wpływowych znajomych - doszedł wreszcie do tych akt i wtedy zapoznał się z niesamowitą historią. Otóż w mieście, w którym mieszkał, żył inny człowiek o tym samym imieniu i nazwisku, który faktycznie był tajnym współpracownikiem SB i który regularnie pisał dla SB raporty i donosy. Nie wiadomo, czy to było zwykłe niechlujstwo, celowy kamuflaż czy prowokacja - ale faktem było, że prowadzący szpicla oficer SB kolejne doniesienia tego TW wpinał do akt właśnie tego mojego znajomego. Mój znajomy znalazł się w kłopocie: jak ma udowodnić, że nie był szpiclem, skoro zarówno ten TW jak i prowadzący oficer SB już nie żyli i żadnych wyjaśnień złożyć nie mogli. Złożył więc do IPN oficjalną skargę i po otwarciu śledztwa w sprawie o fałszowanie dokumentacji SB zdołał wyjaśnić, że raporty składane przez TW dotyczyły ludzi i środowisk, z którymi mój znajomy nie miał żadnych kontaktów i w ogóle ich nie znał. W końcu IPN uznał, że mój znajomy faktycznie nie był TW SB i przyznano mu odszkodowanie za internowanie. Mój znajomy miał to szczęście, że zainteresował się swoimi dokumentami i wyjaśnił sprawę. Gdyby machnął ręką na historię swojego życia, gdyby tą historią zainteresowała się jego rodzina za jakieś 20 lat - to jego dorosłe już wnuki dowiedziałyby się, że ich dziadek był TW SB i wtedy nikt już nie potrafiłby dojść prawdy. Tę historię dedykuję tym, którzy traktują materiały SB zgromadzone w IPN jak Biblię i wierzą w każde zapisane tam słowo.



Odpowiedz

Gość: Anonim |

Szkoda że w tekście niema ani słowa o TW SB działających na szkodę Solidarności. Podobnie TW SB okazał się Moczulski z KPN, ten który rozszyfrować skrót PZPR. Dodatkowo ani słowa o TW SB umieszczonych w kościele, szczególnie bulwersuje sprawa umieszczania przez SB w seminariach pedofili, co znalazło potwierdzenie w filmie na temat pedofili który nakręcili Sekielscy. Wszyscy pokazani w tym filmie księża-pedofile byli TW SB, w tym TW - ksiadz Cebula, były spowiednik w Belwederze innego TW Bolka-Wałęsy.



Odpowiedz

Gość: Jb |

Do Pawla. Chętnie. Dziadek 4 lata po wojnie siedział w lagrze w Workucie. Ojciec do 1947 oddzialach WiN ,jego brat w latach 50 tych 3 lata w więzieniu za politykę. Ich stryj zginął w Katyniu. Ja w 1983 pol roku w wiezieniu za kolportaż podziemnych wydawnictw. Zadowolony?



Odpowiedz

Gość: Jb |

Trochę rozczarowanie. Wolalbym cos o Bonim czy Cimoszewiczu, a i ciekawie byloby o Owsiaku seniorze.



Odpowiedz

Gość: Paweł |

To może napisz coś o sobie o twojej rodzinie.



Odpowiedz

Gość: Oon |

@ Gość: Jb Pisz, gdyz madrego zawsze warto wysluchac! :)



Odpowiedz

TW to delikwent który współpracował z Służbą Bezpieczeństwa, słowo i określenie to stało się bardzo niepopularne w okresie powojennym i do dzisiaj ma swoje negatywne odbicie w rzeczywistości. Był narzędziem w rękach władzy ludowej i działał po linii tej władzy.



Odpowiedz
Leszek Molendowski

Doktorant, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Poza historią wojskowości zajmuje się również historią Niemiec XIX i XX wieku oraz historią Pomorza Gdańskiego. W 2008 roku obronił pracę magisterską pt: „Dzieje Gimnazjum i Liceum Ojców Jezuitów w Gdyni”, teraz przygotowuje rozprawę doktorską na temat „Dzieje zakonów męskich na Pomorzu Gdańskim w XX wieku”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org