Opublikowano
2020-10-21 13:35
Licencja
Wolna licencja

Tymoteusz Pawłowski – „Sowieci nie wchodzą. Polacy mogli wygrać w 1939 roku” – recenzja i ocena

Czy Polacy mieli szanse wygrać wojnę obronną z 1939 roku? Czy może Wojsko Polskie w zderzeniu z potęgą Wehrmachtu znajdowało się na z góry przegranej pozycji, a agresja sowiecka jedynie przypieczętowała przesądzony już wynik wojny? Takie pytania zadaje sobie wielu historyków i badaczy II wojny światowej. Propozycje odpowiedzi na nie przedstawia w swojej książce Tymoteusz Pawłowski.


Tymoteusz Pawłowski – „Sowieci nie wchodzą. Polacy mogli wygrać w 1939 roku” – recenzja i ocena

Tymoteusz Pawłowski - Sowieci nie wchodzą. Polska mogła wygrać w roku 1939. Nagie fakty a nie historia alternatywna Autor: Tymoteusz Pawłowski
Tytuł: „Sowieci nie wchodzą. Polska mogła wygrać w roku 1939. Nagie fakty a nie historia alternatywna”
Wydawca: Fronda
Rok wydania: 2020
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 145 × 205 mm
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-807-9538-9
EAN: 9788380795389
Data premiery: 22.08.2020
Cena: 44,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 7/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych
Spojrzenie na kampanię 1939 roku przez długi okres zdominowane było przez sowiecki, ideologiczny punkt widzenia. Z wykreowanej przezeń narracji wyłaniał się obraz Polski całkowicie nieprzygotowanej do wojny, pogrążonej w głębokim kryzysie gospodarczym i społecznym, ze słabą i zacofaną armią, która pozbawiona obrony przeciwlotniczej, przeciwpancernej i uzbrojenia – wykazywała całkowitą niezdolność do prowadzania dłuższych działań wojennych. Owej słabości polskiego czynnika zbrojnego przeciwstawiano przy tym potęgę Wehrmachtu, górującego nad Wojskiem Polskim przewagą liczebną i jakościową. Tak wykreowany obraz dopełniał zaś opis pierwszych dni wojny, ukazujący chaotyczny i niekontrolowany odwrót polskich żołnierzy – źle dowodzonych i niezmotywowanych, którzy zaniechawszy oporu – pomogli Niemcom osiągnąć ich główny cel, jakim było szybkie pokonanie napadniętego kraju.

Radosław Golec – „Generał i Diuk. Tajemnice rządu Sikorskiego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie” – recenzja i ocena

Chyba każdy słyszał o katastrofie w Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski – mniej lub bardziej prawdopodobne teorie doszukujące się przyczyn tego zgonu też są szeroko znane. O planach powołania powojennej federacji polsko-czechosłowackiej czy osadzenia na tronie Polski księcia Kentu zapewne nie każdy słyszał, ale dla wielu pasjonatów historii nie jest to tematyka obca. Dużym atutem nowej książki Radosława Golca, mówiącej, jak głosi podtytuł, o tajemnicach rządu Sikorskiego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie – jest to, że porusza (między innymi) wszystkie te zajmujące kwestie.



Czytaj dalej...
Wraz z ustaniem cenzury oraz obaleniem komunistycznego reżimu, wiele z powyższych aksjomatów marksistowskiej historiografii udało się na szczęście obalić. Wciąż jednak część z nich – szczególnie tych dotyczących zdolności operacyjnych Wojska Polskiego we wrześniu 1939 r., – zdaje się pobrzmiewać w dzisiejszych analizach dotyczących wojny obronnej, znacząco zniekształcając jej obraz. Z tymi właśnie odgórnymi założeniami zrywa w swojej książce Tymoteusz Pawłowski, pragnąc odczarować obraz pamiętnego dla Polski września i zadać kłam PRL-owskiej propagandzie.
Jednym z pierwszych założeń, z jakim zrywa autor w swojej książce, jest charakterystyczny dla marksistowskiej historiografii determinizm historyczny, przejawiający się bezalternatywnością oraz pozbawieniem myślenia historycznego prawa do rozważania odmiennych wersji zdarzeń. Autor nie zgadza się ze stwierdzeniem, że w historii nie ma miejsca na rozważanie „co by było, gdyby…?” Wręcz przeciwnie – uważa, że bez postawienia sobie takiego pytania, wszelkie próby oceny przeszłości skazane są na porażkę i tylko rozważanie wariantów podejmowanych decyzji pozwala rzetelnie ocenić ich słuszność. Pogląd ten znajduje w pełni swoje odzwierciedlenie w książce. Opracowanie Pawłowskiego przypomina jedną wielką hipotezę, złożoną z licznych, bardziej bądź mniej solidnie uargumentowanych scenariuszy, hipotetycznie warunkujących rzeczywistość. Jak więc zdaniem autora mogłaby ona wygląda, gdyby II Rzeczpospolita nie została zaatakowana przez Związek Radziecki?

Andrzej Fedorowicz – „Druga Rzeczpospolita w 100 przedmiotach” – recenzja i ocena

Okres II Rzeczypospolitej to bez wątpienia jeden z najpopularniejszych, by nie rzec najmodniejszych, tematów historycznych. Nic więc dziwnego, że stale ukazuje się wiele publikacji – różnorodnych i prezentujących rozmaitą jakość – poświęconych międzywojennej Polsce. Na ich tle wydana przez Frondę praca Andrzeja Fedorowicza wyróżnia się nie tylko nader estetyczną formą.



Czytaj dalej...
Aby odpowiedzieć na to pytanie, autor postanowił dogłębnie zbadać rzeczywiste zdolności operacyjne Wojska Polskiego u początków września 1939 roku. Dokonał tego w dwojaki sposób. W pierwszej kolejności przyjrzał się sytuacji geopolitycznej i militarnej wybranych państw europejskich, tak w czasie I wojny światowej jak i w gorącym okresie międzywojennym, zwracając uwagę na kwestie, które mogły stanowić przedmiot analizy polskich sztabowców w przededniu zbliżającego się konfliktu. Następnie zaś na warsztat badawczy wziął Wojsko Polskie, analizując dogłębnie jego strukturę, liczebność, możliwości sprzętowe czy stan zaopatrzenia. Na tym też etapie doszedł do wniosku, który stanowi bodaj główny wydźwięk omawianej publikacji – iż polskie siły zbrojne były przygotowane do tego, aby stawić zdecydowany opór najeźdźcy i prowadzić długotrwałe działania wojenne. W tym też miejscu autor obalił jednej z najczęściej powielanych mitów – o zacofaniu technicznym polskiej armii. Uczynił to, przywołując znajdujące się na jej wyposażeniu sprzęty, jak chociażby karabiny maszynowe wz. 1930 (popularne browningi), czołgi szybkobieżne wz. 1931 (TK/TKS), pistolety wz. 1935 (legendarne wisy) czy armatę przeciwpancerną wz. 1936 (popularny bofors). Równie szczegółowo zanalizował strukturę polskiego wojska oraz poziom jego strat w pierwszych dniach września. Na tej podstawie wysunął wniosek, że wedle najlepszych scenariuszy, Polacy mogliby utrzymać stolicę nawet do stycznia 1940 roku.
Rozważając alternatywny obraz wojny obronnej, Tymoteusz Pawłowski przyjrzał się również sytuacji panującej po drugiej stronie frontu, a więc w III Rzeszy. Już od pierwszych stron publikacji można dostrzec dość rygorystyczne nastawienie autora do tego kraju. Historyk ukazuje je jako państwo młode i niestabilne, zapóźnione cywilizacyjnie, społecznie i politycznie oraz rządzone przez osoby niedoświadczone i niezrównoważone emocjonalnie. Sam fakt agresji na Polskę i wywołania światowego konfliktu autor postrzega jako wynik irracjonalnej i chaotycznej polityki niemieckiej. Następnie zaś wykazuje liczne błędy operacyjne popełnione przez tamtejszych dowódców, takie jak chociażby brak centralnej koordynacji działań czy błędnie zakreślony cel agresji, jakim było błyskawiczne zniszczenie pierwszoliniowych jednostek Wojska Polskiego i uniemożliwienie ich reorganizacji. W świetle wszystkich tych informacji, Pawłowski przechodzi do zasadniczej części swojej książki, a więc przedstawienia alternatywnych scenariuszy rozwoju sytuacji. Są one bardziej bądź mniej prawdopodobne, większość z nich zakłada jednak aktywny udział koalicjantów – w tym głównie Francji – we wspólnej walce przeciwko niemieckiej agresji.

Czy Polska mogła zgodzić się na sojusz z III Rzeszą?

Czy dzięki sojuszowi z Niemcami Polska w 1939 roku uniknęłaby wojny? Czy w ten sposób udałoby się oddalić zagrożenie ze strony Związku Sowieckiego? I wreszcie: czy Polska i Niemcy miały tak naprawdę wspólne interesy w regionie?



Czytaj dalej...
„Sowieci nie wchodzą. Polacy mogli wygrać w 1939 roku” to książka, która wymyka się z ram jednoznacznych opisów i klasyfikacji. Z jednej bowiem strony posiada wiele elementów zbliżających ją stylu naukowego – autor niejednokrotnie przywołuje twarde dane statystyczne, wnikliwie i z najwyższą dokładnością analizuje struktury organizacyjne wojska, możliwości techniczne sprzętu czy krok po kroku opisuje rozwój planów operacyjnych walczących stron. Z drugiej jednak strony – stanowi ona zbiór hipotetycznych teorii, które mimo iż podparte faktami – składają się na opierające się o siebie scenariusze zdarzeń, z których co najmniej część nie miała nigdy prawa się zdarzyć. Z pewnością jednak nie sposób odmówić autorowi zdolności analitycznego myślenia i sprawności w łączeniu różnych, czasem pozornie niezwiązanych ze sobą wątków w spójną całość.
Książka Tymoteusza Pawłowskiego podzielona jest na jedenaście rozdziałów, z czego cztery pierwsze poświęcone są analizie sytuacji geopolitycznej w ówczesnej Europie, kolejne zaś opisowi zmagań wojennych na frontach kampanii wrześniowej. Co ciekawe, publikacja nie ma tradycyjnej bibliografii – jej miejsce zajmuje analiza publikacji poświęconych omawianej tematyce, które w wielu przypadkach ukazały się już wkrótce po zakończeniu wojny obronnej. Jest to niewątpliwie jeden z ciekawszych wątków publikacji, pozwala bowiem zaobserwować zmiany, jakim na przestrzeni lat ulegała narracja na temat omawianych wydarzeń. Wydaje się jednak, że ów rozdział – zatytułowany „Zamiast bibliografii” – z powodzeniem mógłby wystąpić obok niej. Wskazanie źródeł przywoływanych faktów oraz poparcie słusznych często spostrzeżeń aparatem naukowym, mogłoby znacząco zwiększyć wiarygodność przytaczanych przez autora, odważnych nierzadko tez. Na szczególną uwagę zasługują jednak licznie zamieszczone mapy oraz zdjęcia – w wielu przypadkach dotąd niepublikowane – znacznie podnoszące wartość publikacji.

Agenci w otoczeniu gen. Władysława Sikorskiego?

Obecność sowieckiej agentury w otoczeniu alianckich przywódców wciąż budzi ożywione dyskusje. Wiemy również, że wśród bliskich współpracowników gen. Władysława Sikorskiego znajdowały się osoby pracujące nie tylko dla komunistów, a także dla Brytyjczyków... Kim byli Józef Retinger i Stefan Litauer?



Czytaj dalej...
Czy książkę Tymoteusza Pawłowskiego warto przeczytać? Z całą pewnością tak. Mimo iż autor opisuje w niej historię alternatywną lub – jak sam woli określać – „niebyłą”, rzuca jednocześnie nowe światło na różne wydarzenia oraz ukazuje powszechnie znane fakty z nieco innej perspektywy. A przy tym wszystkim, snując bardziej bądź mniej realistyczne i stronnicze scenariusze, nie narzuca własnego punktu widzenia, pozwalając czytelnikowi samodzielnie się do nich ustosunkować i wyrobić własny ogląd na przedstawiane fakty. Zdecydowanie warto poświęcić chwilę uwagi.

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Tymoteusza Pawłowskiego – „Sowieci nie wchodzą. Polacy mogli wygrać w 1939 roku” bezpośrednio pod tym linkiem, dzięki czemu w największym stopniu wesprzesz działalność wydawcy lub w wybranych księgarniach internetowych:


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Polak |

Dowództwo juz w sierpniu rozpoczęło wycieczkę tzw szlakiem marszałka więc jeszcze zanim bomby spadku na wieluń wiadomo było jak to się skończy



Odpowiedz

Gość: Agepe |

Czy autor znał linię frontu 16.09.1939?
Na książkę się nie skuszę - odstrasza mnie wydawnictwo i fotka z niemieckiego filmu propagandowego na okładce, a recenzja potwierdza wszystkie moje obawy.
Wyciąganie wniosków z przeszłości jest ważne i oczywiście można przy tym symulować różne sytuacje, ale to jest gdy-ba-nie, zwłaszcza gdy nie ma nawet zbliżonego punktu odniesienia, a ilość rzeczy niewiadomych i nieopisanych jest ogromna.
Też kibicowałbym Polakom, ale to już sensowniej byłoby sprawdzić w jakich warunkach Polacy w półfinale mundialu w 1982 pokonaliby Włochów i wtedy w finale pokonali Niemców (zachodnich)



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Agepe - Problem polega na tym, że w dniu 16 września 1939 roku nie było już żadnej linii frontu. O linii frontu, rozdzielającej wojska polskie i niemieckie, można mówić w odniesieniu do pierwszych dni września. W połowie września były odizolowane polskie oddziały ścigane lub rozbijane przez wojska niemieckie.
Warszawa podobno mogła bronić się do stycznia 1940 roku - tak pisze autor książki. Tylko - po co? Co by z tego wynikło w sensie militarnym i politycznym, oprócz tego, że półtoramilionowe miasto zamieniłoby się w kupę gruzów i wielki cmentarz? Czy to by odmieniło losy wojny? Paryż też mógł bronić się przez pół roku - a jednak Francuzi ogłosili Paryż miastem otwartym i nie organizowali jego obrony. Bo to nie miałoby militarnego ani politycznego sensu.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

Spróbuję przeczytać, ale!
Nie trzeba było żadnych sowietów. Pisząc o Wrześniu rzadko można przeczytać, iż już 8 a najpóźniej 9 dnia wojny Polska straciła cały swój przemysł, nie tylko zbrojeniowy. Jednostki wycofujące się w stronę Lwowa - pomijając ich stan moralny - odcięte były od wszelkiego zaopatrzenia pozwalającego na kontynuowanie walki. Niemcy może i wstrzymali by natarcie na kilka dni, ale w tym czasie oddziały WP znajdujące się na tzw. Przedmościu zetknęły by się z potężniejszym, niż to miało miejsce - Ukraińcy opanowali np. Stryj, powstaniem ukraińskim, na pewno ochoczo i jeszcze silniej wspieranym oraz organizowanym przez Wehrmacht. Legion Ukraiński też czekał. Ciekawe, czy autor to właśnie wziął pod uwagę?



Odpowiedz
Natalia Pochroń

Absolwentka bezpieczeństwa narodowego i dziennikarstwa. Rekonstruktorka, od wielu lat niezmiennie zakochana w historii Polski, szczególnie okresu wielkich wojen światowych i dwudziestolecia międzywojennego. Oprócz tego zainteresowana tematyką geopolityki i stosunków międzynarodowych

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org