Opublikowano
2014-02-14 10:42 (akt. 2020-02-14 08:42)
Licencja
Wolna licencja

Walenty czy Kupała – polski spór o święto miłości

W przestrzeni internetowej pojawiły się dziś apele o bojkot Walentynek i przypomnienie sobie o słowiańskiej Nocy Kupały. Spór staje się o tyle poważny, że jego uczestnicy sięgają do argumentów tożsamościowych – jedni przypominają, że 14 lutego to wspomnienie chrześcijańskiego patrona zakochanych, drudzy zaś odwołują się do rodzimych tradycji. Życie najpewniej jak zwykle przejdzie obok tych polemik, ale warto się zastanowić, czy mają one jakikolwiek sens?


Strony:
1 2

Współczesna wersja Walentynek jako święta zakochanych, jest słusznie uważana za wytwór komercjalizacji kultury. Zarówno ich data jak i charakter doskonale wpisuje się bowiem w martwy okres w handlu jaki następuje po gorączce Świąt Bożego Narodzenia i przed przyjściem wiosny. Zostaje on więc zagospodarowany przez moralno-uczuciowy szantaż, który nakazuje w połowie lutego biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów dla ukochanej lub ukochanego, zamawiać bilety na – zazwyczaj – kiczowate komedie romantyczne, lub też wydawać resztki pensji na wystawne kolacje. Wszystko podlane jest zaś sosem nieznośnego różu zlewającego się z mdłą czerwienią. Nie można się więc dziwić tym, którzy chcą od tej atmosfery uciec, odnosząc niezwykle uzasadnione wrażenie, że miłość nie jest celem tego święta, ale środkiem do całkiem dużych pieniędzy. Oczywiście, machina komercyjna nakręcana jest z okazji niemal każdego świętowania, wszak na tym również opiera się kapitalizm – ma nie tylko odpowiadać na potrzeby, ale także je generować – tym niemniej to Walentynkom najczęściej dostaje się za ich handlowy charakter. Dla jednych odpowiedzią na to jest próba powrotu do chrześcijańskich korzeni tego dnia, inni całkowicie te głosy ignorują, są także i tacy, którzy z uporem maniaka przypominają, że Słowianie winni miłość celebrować w najkrótszą noc roku. Kto ma rację? Jak zwykle nikt i każdy po trochu.

Patron miłości?

Święty Walenty Załóżmy na wstępie, że nie podoba nam się cukierkowata formuła współczesnego świętowania dnia miłości, ale jednocześnie mamy przemożną potrzebę wybrania jednego dnia w roku, aby móc czuć więź z innymi zakochanymi i jeszcze raz przypomnieć sobie o wadze tego uczucia. W tym przypadku albo możemy zmienić sposób obchodzenia Walentynek, lub – tak jak robią to zwolennicy Nocy Kupały – przenieść ten dzień na końcówkę czerwca. Zajmijmy się najpierw pierwszym rozwiązaniem. W dyskusjach na temat Walentynek przewija się często argument, że to przecież święto chrześcijańskie, wspomnienie św. Walentego – patrona zakochanych. Od razu ustawia ona inaczej nasze patrzenie na dzisiejsze świętowanie. Znika gdzieś wymiar komercyjny, a staje przed oczyma transcendentalna refleksja nad pojęciem miłości.

Tak, macie racje – naiwne i…z perspektywy historycznej dość mocno nieprawdziwe. Rzekomy patronat Walentego nad zakochanymi jest w gruncie rzeczy pomysłem, który tradycji chrześcijańskiej jest stosunkowo obcy. Pierwotnie był on czczony przede wszystkim jako męczennik, który zginął z rozkazu cesarza Klaudiusza II Gockiego. Nie ma nawet pewności, czy był jeden św. Walenty, czy było ich dwóch. Takie same imiona przypisywane są bowiem zarówno biskupowi Terni w Umbrii, jak i zwykłemu obywatelowi rzymskiemu, mającemu pomagać chrześcijanom. Dwie legendy zmieszały się tworząc z dwóch Walentych jedną postać. Walenty skazany miał zostać na śmierć z powodu próby nawrócenia cesarza. O tragicznym losie biskupa zadecydował jednak nie tylko ten fakt, ale również to, że przebywając w więzieniu przyszły święty skutecznie zdołał nawrócić jednego z poddanych, uprzednio uzdrawiając jego córkę ze ślepoty. Być może dlatego w średniowieczu i czasach nowożytnych uważano go przede wszystkim za orędownika ludzi chorych i umęczonych przewlekłymi schorzeniami. W szale święta miłości zapomina się zupełnie, że w niebie św. Walenty szczególną pieczę sprawuje nad epileptykami.

Męczennik Święty Walenty

Czytaj dalej...

Elementy „miłosne” w hagiografii świętego pojawiają się dopiero później. Mają one swój początek w jednej z legend, która mówiła, że biskup Terni miał udzielać potajemnych ślubów żołnierzom rzymskim, łamiąc tym samym cesarskie prawo nakazujące wojskowym bezżeństwo. Dodatkowo wpleciona została w to opowieść o Walentym Rzymianinie, który skazany na śmierć wysłać miał do swojej ukochanej liścik podpisany „Twój Walenty”. Obydwie historie spopularyzowane zostały w XIV-wiecznej Anglii. Geoffrey Chaucer – wybitny poeta, zwany ojcem angielskiej literatury – pisać miał w jednym ze swoich wierszy, że dzień św. Walentego przypada w momencie, w którym ptaki zaczynają łączyć się w pary. To zjawisko przyrody połączono więc z osobą świętego, mieszając w to jednocześnie wątek miłości romantycznej, która w tym czasie coraz częściej zaczęła pojawiać się jako ideał szczęśliwego związku dwojga ludzi.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!


Ja też byłbym za zastąpieniem globalistycznych Walentynek rodzimym, swojskim świętem przesilenia (mamy jego namiastkę w postaci krakowskich, nadwiślańskich Wianków), ale Kupała nie jest dobrą nazwą. Słusznie podniesiono, że jest wschodniosłowiańska, zaś u Słowian zachodnich być może wcale nie istniała lub wcześnie zanikła. Jeśli istniała, brzmiała inaczej.

Wolę już Wianki, choć toporne, mało poetyckie i prezentystyczne.



Odpowiedz

Gość: arcymagik |

>>udzielać tajemniczych ślubów

Chyba chodziło o potajemne śluby, a nie tajemnicze?



Odpowiedz

@ Gość: arcymagik Dziękujemy za zwrócenie uwagi.



Odpowiedz

Gość: r.s. |

Dodatkowo za sprawą literatury romantycznej wszyscy najwyraźniej zapomnieli, że "Kupała" to zwrot w ogóle nie występujący w polskiej etnografii (skoro o Polsce w tekście mowa), zwrot pokrewny tj. "kupalnocka" występuje na kulturowym pograniczu Polski i Rusi, sam Kupała to etnografia wschodniosłowiańska i bodaj ludowe określenie na prawosławny kult św. Jana z wielką energią promowany przez zwolenników ideologii panslawizmu oraz wcześniej wspomnianych romantyków. Druga sprawa, staropolskie Zapusty przypadające mniej więcej na okres współczesnych walentynek mają w sobie właśnie element kojarzenia par do ślubu. Ale kto by tam szukał stanu faktycznego...



Odpowiedz

Gość: Bartosz |

@ Gość: r.s. Sobótka?
Nazwa tylko nazwą



Odpowiedz

Gość: AMF |

Jak rozumiem uniwersalne "mądrości życiowe" mają cokolwiek wspólnego z tematem dyskusji? Zaś nic wspólnego z tematem nie ma wytknięcie oszczerstwa (skoro uzasadnienia w odpowiedzi na wykasowane pytanie brakło to jak najbardziej akuratne słowo) tyczącego akurat TOŻSAMOŚCI? PS: jak domniemuje prośba o link do BIPu wskazujący na jakiś konkurs a może nawet przetarg odnośnie wyboru portali społecznościowych z których instytucje państwowe korzystają też będzie zbyt odległym od tematu?



Odpowiedz

W imieniu administracji proszę o powrót do tematu dyskusji.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org