Opublikowano
2015-11-18 12:57
Licencja
Wolna licencja

Potomkowie Wandalów, pogromcy Cezara… Legendarne dzieje Polaków

(strona 2)

Według średniowiecznych uczonych Polacy pobili Cezara, a od Noego dzieliło ich w prostej linii trzynaście pokoleń. Na ile możemy dać wiarę ówczesnym kronikom?


Strony:
1 2

W okresie odrodzenia koncepcja wandalska spotykała się z coraz częstszą krytyką. Odrzucano germańskie pochodzenie, przychylając się raczej do poszukiwania protoplastów na wschodzie – tam bowiem kierował się wzrok dynastii Jagiellonów. Dojrzewające poczucie tożsamości narodowej skłaniało też do wiązania języka z pochodzeniem etnicznym. Dlatego też z czasem popularność zyskała inna koncepcja, wiążąca początki Polaków z koczowniczymi Sarmatami.

Noe i jego synowie. Po prawej Jafet, mityczny protoplasta Słowian (domena publiczna)

Pogromcy antycznych herosów

Nie trzeba odwoływać się do Wandalów ani Sarmatów, żeby w interesujący sposób opowiedzieć o początkach ludu polskiego. Udowodnił to Nestor, autor ruskiej kroniki z XII w. Powieść minionych lat. Uznał bowiem, że Słowianie rozeszli się po świecie po zburzeniu wieży Babel. Synowie biblijnego Jafeta udali się na północny zachód. Następnie, uciekając przed Rzymianami, osiedli nad Wisłą. Garść informacji znajdujemy również u Kadłubka. Znakomicie wykształcony duchowny uwielbiał motywy antyczne, dlatego w swoim dziele nie ograniczył się wyłącznie do zaprezentowania wspomnianej już koncepcji wandalskiej. Za kolebkę starożytnych Polaków uznaje Panonię. Toczyli oni tam rozliczne walki z Dakami i Gallami, w końcu zaś przybyli na dzisiejsze ziemie polskie. Z czasem akcja kroniki nabiera tempa. „Prapolacy” – Lechici – odpierają bowiem najazdy Aleksandra Wielkiego, który musi wracać do Macedonii z podkulonym ogonem. Dając popis swej erudycji Kadłubek rzuca na dzielne plemię następnego herosa antyku – samego Juliusza Cezara. Nawet on nie był jednak w stanie przezwyciężyć oporu walecznego ludu. Skończyło się zatem na rokowaniach. Siostra Cezara, Julia, poślubiła wodza Lechitów, Leszka III. Świadectwem obecności słynnego rzymskiego dyktatora na ziemiach polskich miało zaś być miasto Lublin. Kadłubek wywnioskował bowiem, że niegdyś zwało się Julin, co (oczywiście!) musiało wziąć się od imienia Cezara.

Nie ma co jednak naigrywać się z mistrza Wincentego. Szafowanie daleko posuniętymi wnioskami na podstawie rozmaitych nazw (Weneci-Wenedzi-Wandale, Lublin-Julin) to charakterystyczny dla średniowiecza zabieg. Rozpropagował go Izydor z Sewilli, doktor Kościoła, żyjący na przełomie VII i VIII w. W dziele Etymologie czyli początki omawiał poszczególne pojęcia, wnikliwie przyglądając się ich znaczeniu. Np. w ks. IX, rozdz. III pisze: Władza [regnum] bierze nazwę od władców [regibus]. Bowiem tak, jak władcy [rex] od władania [regendo], tak też władza od władców [bierze nazwę]. Narracja Kadłubka może więc dziś budzić uśmiech na twarzy, ale w rzeczywistości jest świadectwem wykształcenia autora i panującej wówczas mody. Zresztą nie on jeden dał się ponieść fantazji i fascynacji czasami starożytnymi. Według niemieckiego kronikarza, Widukinda, Juliusz Cezar był założycielem nadreńskiego miasta Jülich. Splot historii Polski z dziejami Grecji i Rzymu oraz zetknięcie z największymi autorytetami antyku to także wyraz trendu. Ponadto takie wydarzenia wynoszą Lechitów ponad inne ludy i kreują ich wyjątkową pozycję.

Sarmaci Długosza

Lech i biały orzeł (domena publiczna) Średniowiecznym kronikarzom nie brakowało wyobraźni, przeważnie jednak ich zapiski nie są wyłącznie zbiorem bajeczek. To przede wszystkim zapis ówczesnego stanu wiedzy, poglądów i ideologii. W oparciu o ich dzieła można by jeszcze długo rozszerzać listę bajecznych początków Polaków. Wspomnieć wypada o legendzie o Lechu, Czechu i Rusie, którą jako pierwsza podała Kronika Wielkopolska. Całość jest oczywiście ubrana w biblijne szaty. Potomkowie Jafeta, syna Noego, osiedlić się mieli w Panonii. Dalej czytamy: Z tych więc Panończyków pochodzili trzej bracia, synowie „Pana”, władcy Panończyków, z których pierworodny miał na imię Lech, drugi Rus, trzeci Czech. I ci trzech wydawszy potomstwo z siebie, ze swego rodu, posiadali trzy królestwa: Lechitów, Rusinów, Czechów.

Przeczytaj także:

Sporym echem odbiła się w piśmiennictwie średniowiecznym koncepcja sarmackiego rodowodu Słowian. Choć sarmatyzm kojarzyć się może przede wszystkim z czasami Rzeczpospolitej Obojga Narodów, to jednak genezy tego zjawiska upatrywać należy znacznie wcześniej. Oczywiście punktem wyjścia było dziedzictwo antyku, m.in. dzieła Ptolemeusza, który podkreślał obecność koczowniczych wojowników na terenie Słowiańszczyzny. Z kolei Jan Długosz pisał, że ziemie polskie sąsiadowały z Sarmacją. Stąd był już tylko krok do „dwóch Sarmacji” (europejskiej i azjatyckiej) Macieja Miechowity. W koncepcji tej łączą się wszystkie wymieniane wcześniej motywy – biblijne pochodzenie koczowników, konflikty ze starożytnymi ludami, wreszcie przybycie na terytorium Słowian. Kolejni autorzy odrodzenia rozwiną poglądy Miechowity, przyczyniając się do powstania wyjątkowo trwałego mitu o sarmackim rodowodzie Polaków.

Bibliografia:

  • Banaszkiewicz Jacek, Takie sobie średniowieczne bajeczki, Avalon, Kraków 2012
  • Kaczanowski Piotr, Kozłowski Janusz, Najdawniejsze dzieje ziem polskich, FOGRA, Kraków 1998
  • Kadłubek Wincenty, Kronika polska, przeł. Brygida Kurbis, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Warszawa 2003
  • Łowmiański Henryk, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e., t. 5, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1973
  • Łowmiański Henryk, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e., t. 6 cz. 2, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1973
  • Strzelczyk Jerzy, Wandalowie i ich afrykańskie państwo, PIW, Warszawa 2005.
  • Szafran-Szadkowska Lucyna, Zagadnienie etnogenezy Słowian w historiografii polskiej w okresie od średniowiecza do końca XIX stulecia, Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Powstańców Śląskich, Opole 1983
  • Urbańczyk Przemysław, Trudne początki Polski, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2008
  • Wandalowie: strażnicy bursztynowego szlaku: katalog wystawy, red. Andrzejowski Jacek, Kokowski Andrzej, Leiber Christian, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2004
  • Zamoyski Adam, Polska. Opowieść o dziejach niezwykłego narodu 966-2008, przeł. Michał Roniker, Wydawnictwo Literackie, Londyn 2011

Tekst inspirowany książką:

Autor: Adam Zamoyski
Tytuł: „Polska. Opowieść o dziejach niezwykłego narodu 966-2008”
Tłumaczenie: Michał Ronikier
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Numer wydania: II
Data premiery: 2015-11-18
Wymiary: 47 × 253 × 178
Cena: 58 zł
Kup ze zniżką w Empik.com!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Wenden |

Polacy to nazwa chrześcijanska Niemcy nazywałi nas wenden po Łacinie vandal Słowianie to raczej sławianie tak nazywałi nas po zniszczeniu Rzymu, a germania to stara nazwa Europy środkowej od Renu do Wisły wtedy nie było pojęcia narody.



Odpowiedz

@ Gość: Wenden
- - Myślę, że to sam Mieszko używał tej nazwy i dlatego biskup Augsburga, na podstawie jego zeznania, zanotował: "dux Wandalorum, Misico nomine"



Odpowiedz

Gość: Zbigniew Wojtkiewicz |

Może ktoś z "antyturbosłowian" wyjaśni dlaczego Irańczycy , Turcy nazywają Polskę LAHESTAN (czy jakoś tak), słowianie wschodni nazywają nas Lachami,Węgrzy lendziel, liwtwini lenkas. Czy oni ulegli propagandzie i bajkom wczesnośredniowiecznych "turbolechitów"???



Odpowiedz

@ Gość: Zbigniew Wojtkiewicz

- Mam bardzo proste i oczywiste wytłumaczenie nazwy Lech > Lechici > drużyna Mieszka > Lechistan
Nazwa drużyny mieszka Lechici pochodzi od nazwy Lech w Bawarii. Tam Mieszko I miał jakieś koneksje rodowe z książętami bawarskimi, skoro brał udział w zorganizowanym w Augsburgu nad Lechem spisku przeciw Ottonowi niemieckiemu w 773 r. (sprawa znana w historiografii). Spisek został zdradzony, zapewne nastąpiła awantura zbrojna wśród uczestników Mieszko został ranny w ramię. Rana była bardzo groźna. Mieszko udał się do grobu niedawno zmarłego i oczywiście niekanonizowanego biskupa Augsburga Ulryka i doznał cudu uzdrowienia. Cud, którego doznał "dux Wandalorum, Misico nomine" został zaraz zapisany przez Ulrykowego następcę, biskupa Gerharda, a zapis ten został wykorzystany do papieskiej kanonizacji,. która nastąpiła w dwadzieścia lat po śmierci Ulryka, 992.
Skąd ta obecność Mieszka na historycznym spisku nad rzeką Lech, skąd jego przyjaźń, zaufanie i pielgrzymowanie do grobu biskupa Ulryka, co dopiero zmarłego?
Może on sam była jakoś spokrewniony z książęcymi rodami nad Lechem, a zapewne mógł mieć drużynników znad Lechu czyli Lechitów. Proste i oczywiste.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ StP
Może lepsze i bardziej bohaterskie wytłumaczenie "Lechitów" byłoby poprzez powiązanie ich z bitwą na Lechowym Polu (955 r.). W tej wielkiej i decydującej bitwie brał udział jeden z hufców Bolesława I Srogiego, przyszłego teścia Mieszka I. I choć hufiec ów w początkowej fazie bitwy poniósł ciężkie straty, to dzielnie uczestniczył w ostatecznym pogromie Madziarów. Nic o tym kronikarze nie wspominają, niemniej częścią owego hufca mogła być drużyna Mieszka. Jako weterani tej wielkiej bitwy, po której Ottona I okrzyknięto "ojcem ojczyzny i cesarzem", drużynnicy Mieszka mogli być u siebie nazywani "Lechitami".
Czy to nie bardziej wzniosłe od jakichś spisków?



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Ale o spisku w Augsburgu i udziale Mieszka jest w źródłach niemieckich! Nie jest on moim domysłem. Pisze o tym i analizuje np. G. Labuda w monografii Mieszko I.
Rzecz zaś w tym, że nie kojarzy on, jak i np. J.Strzelczyk z innym faktem: rany ramienia Mieszka od zatrutej strzały , pielgrzymki do grobu Ulryka, uzdrowienia i złożonego tam wotum.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ StP Spisek z 973 roku to jedno a "ulubiony" przeze mnie udział Mieszka i jego drużyny (ciekawe, czy w 955 r. był już samodzielnym władcą) w bitwie na Lechowym Polu, to drugie. Po trzecie mógł tam Mieszko spotkać się z biskupem Ulrykiem, chyba największym - oczywiście obok Ottona - bohaterem tamtych wydarzeń. Ulryk, wtedy mający bodajże już 55 lat, przez bardzo wielu był wręcz czczony, a zaraz po śmierci w 973 r. obwołany świętym. Nie ma więc nic dziwnego w Mieszkowej pielgrzymce.
PS Według wielu nazwa Lachy przyszła z Kijowa. No, no, nie godzi się nawet tak myśleć - mala ex orientalem.
Jeszcze swojskie wytłumaczenie "Lechii" - nie szukajmy w Germanii. Czy aby nie była to kraina z "lechami", czyli szerokimi grzędami, zagonami. Tak tłumaczy Bruckner, a i słowa w tym znaczeniu używa jeszcze Sienkiewicz czy Tuwim.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
- - Z tym, Marku, zastrzeżeniem, że na pobyt Mieszka w Augsburgu w spisku roku 973 mamy zapis źródłowy. Tak samo na jego pielgrzymowanie do groby Ulryka też - osobny zapis. A w historiografii to ważne. Jedno i drugie może nadto świadczyć o jakichś rodzinnych związkach z Doliną Lecha; natomiast na udział w wielkiej wojnie roku 955 nie mamy pokrycia oprócz mądrych domysłów. Ale możliwość istnieje.
Jeśli w tym wszystkim jakieś rodzinne koneksje nie brały udziału, to należało by przypuszczać, że jakąś rolę odegrało w tym pośrednictwo Pragi.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ StP
Przecież o losach Mieszka sprzed 963 r. nie wiemy nic - nawet Labuda. Prawdopodobnie objął władzę gdzieś między 950 a 960 r. Pisząc więc powieść możemy sobie wyobrazić, iż dożywający swych dni Siemomysł, widząc w Mieszku następcę, wysłał go - oczywiście z przyboczną drużyną - na swego rodzaju praktykę do słowiańskiego sąsiada, który dobrze znał Niemców. A wysłał czując, iż zbliża się wielkie przesilenie; Sasi rośli w siłę i zbliżali się niebezpiecznie blisko. Chyba już wtedy myślano o wejściu do świata chrześcijańskiego. Nieco podobny proces rozpoczął się i u Madziarów. Zwłaszcza oni musieli dobrze pamiętać o smutnym końcu Awarów, zgotowanym im przez Karola Wielkiego, tyle, że na razie myśleli raczej o Konstantynopolu. I właśnie wtedy, to jest wiosną 955 r. przychodzi wezwanie od Ottona, by pomóc wszystkimi siłami. A od 950 r. Bolesław I Okrutny wolał z nim nie zadzierać. W tej sytuacji przebywający u jego boku Mieszko, niejako w naturalny sposób, wziął udział w kampanii - z Madziarami jeszcze nic nas nie łączyło. Jeśli dać się ponosić fantazji, to możemy jeszcze wyobrażać sobie pierwsze spotkanie Mieszka z młodziutką Dąbrówką.
Na razie wystarczy.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran "Przecież o losach Mieszka sprzed 963 r. nie wiemy nic"
Widzisz, Marku, upominasz mnie, iż o losach Mieszka sprzed 963 r. nie wiemy nic, choć ja ten zbyłem jednym zdaniem. A Ty ile zdań teraz napisałeś? :))



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ StP Niepotrzebne było słowo "Przecież" - ubolewam. Później zaznaczyłem, iż piszę "powieść historyczną" i stąd owe mnogie zdania.



Odpowiedz

Gość: Artur |

Moi szanowni koledzy , jestem potomkiem Herkulesa i Ateny.



Odpowiedz

Gość: DAREKD |

Wszyscy się bili o ziemie i terytorium a Germanie zostawili tak po prostu ziemie Polski (kawał europy) i oddali je bez walki Słowianom ? bez sensu i logiki . Myślę, że Wandale to Słowianie/Polacy inaczej to się kupy nie trzyma.



Odpowiedz

Gość: andrzejadr |

@ Gość: DAREKD Wszystko trzyma się kupy :) z tym, że historia w zasadzie napisana została w XIX wieku głównie przez niemców, którzy w tym okresie władali ziemiami prawie od Wisły po Francję. Na starych mapach teren ten jest nazwany GERMANIA. Musieli jakoś umotywować swoje prawa własności do tych ziem. Powstała wtedy nazwa "języki germańskie" i idea, że Germanią władali Niemcy znaczy się Germanie. We wszystkich starożytnych opracowaniach opisywany jest teren Germanii, a ludzie tam mieszkający nazywani są Germanami. Niemcy w pewnym momencie sami nazwali się Germanami - dla świata, bo sami siebie nazywają Deutsche.
Co jednak ciekawe w Wikipedii czytamy, że język pragermański powstał w V wieku p.n.e. i był to "bliżej nieokreślony substrat języków uraloałtajskich". Najpierw jest język, potem naród. Samo nasuwa się pytanie do "prawdziwych" historyków - skąd w takim razie na terenach Germańskich znaleźli się Niemcy np. w VI w. p.n.e.? Kto mieszkał na terenach dzisiejszej Polski, skoro jeszcze nie było Niemców? Chyba, że Wikipedia kłamie :/



Odpowiedz

@ Gość: DAREKD "Myślę, że Wandale to Słowianie/Polacy inaczej to się kupy nie trzyma".

- To się bardzo kupy trzyma! Nawet w moim genetycznym rodzie słowiańskim, wandalskim, scytyjskim (sic!)! Archeolodzy-totaliści, gdy stwierdzą ślad jakichś Germanów, np. Wandalów, To piszą: "Tu byli tylko Germanie i nikt inny, np. Słowianie, wówczas być nie mógł". Dno wiedzy o życiu dawnych ludów. Były to czasie, gdy różne etniczne rody nie były oddzielone granicami państwowymi. Żyli sobie w oddzielnych enklawach, w własnych wspólnotach rodowych.
Tak tylko mogę wytłumaczyć, że wśród pochodzących znad Wisły Wandalów afrykańskich znalazłem genetyczne ślady członków swojego rodu (dwie moje linie rodowe pochodzą z rejony karpackiego). W konsekwencji niektórzy znaleźli się na Sycylii i Sardynii, gdzie Wandalowie wysyłali niesubordynowanych członków na ciężkie roboty, a także w dalekiej Algerii.
A z kolei inny z mojej linii przodkowej, pochowany w Sandorfalva nad Dolną Cisą (Węgry) został w katalogu paleogenetyki odnotowany jako Scyta (DA197) i w genetyce wykazuje największe pokrewieństwo z Polakami. Scytowie widocznie osiedlali się w Basenie Dunaju także enklawami, m.in. obok Słowian i niekiedy mieszali się z nimi, albo najmowali ich do oddziałów lub zamieniali na niewolników.



Odpowiedz

Gość: ArekG |

Co za głupoty. Wandalowie to przodkowie współczesnych Polaków/Słowianie. Mieszko Pierwszy to dux vandalorum i podobnie Chrobry.
Najprawdopodobniej również słynna porażka Rzymian w lesie Teutenburskim to była porażka z połączonymi plemionami w większości lub wyłącznie słowiańskimi/wandalskimi.
Germanami wandalowie są w takim sensie w jakim dla Rzymian wszyscy barbarzyńcy z północy byli germanami i germanią była wszystkim z północy co nie było Rzymem. Rzymianie upraszczali tak sobie sprawę i to mocno i niezbyt ich ostatecznie barbarzyńcy wszelkiej maści interesowali poza tym, że lubili ich demonizować i przypisywać im wszystko co najgorsze.



Odpowiedz
Antoni Olbrychski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org