Opublikowano
2016-03-02 13:27
Licencja
Wolna licencja

Wyklęci – temat nieprzepracowany

Wydawało się, że temat Żołnierzy Wyklętych jest zamknięty. Po latach zapomnienia wpisani zostali do panteonu bohaterów narodowych. Poświęcono im jeden dzień w roku, szereg tablic i pomników. Kierowcy pojechali alejami rotmistrza Pileckiego, a szkoły zaczęły zastanawiać się nad zmianami patronów. Nagle pojawiła się jednak sprawa Romualda Rajsa „Burego” i na pomniku ze spiżu pojawiła się rysa.


Strony:
1 2

Zobacz też: Żołnierze Wyklęci – historia i pamięć

Opowieść o pierwszych powojennych latach nie jest prosta. Bardzo łatwo popaść w daleko idące uproszczenia zacierające prawdę o tamtej rzeczywistości. Z jednej strony koniec wojny i związana z tym próba powrotu do normalności, z drugiej zaś fala represji ze strony nowej władzy i instalacja niechcianego systemu. Nie jest proste opowiedzieć o wracających do Polski chłopach zesłanych na roboty do Niemiec czy uratowanych z Zagłady Żydach, otwieranych szkołach i instytucjach kultury jednocześnie mówiąc o nowej okupacji i braku wolności. Nie pomagają w tym różnorodne świadectwa świadków historii, a chęć stworzenia jednolitej narracji siłą rzeczy musiałoby wykluczyć emocje, wrażenia i wspomnienia wielu z nich. I nie chodzi tu wcale o tych, którzy związani byli z tworzącym się na ziemiach polskich systemem komunistycznym, ale przede wszystkim o tych, dla których rok 1945 był autentycznym końcem konfliktu zbrojnego i powrotem do normalnego życia. Jednocześnie nie da się udawać, że Polska po 1945 była normalnym i wolnym krajem, nie da się zamknąć oczu na tysiące ofiar represji komunistycznych, anonimowe groby czy tych, których młodość przerwała zsyłka na Kołymę. Niemożliwe jest mówienie o masowym oporze wobec komunizmu przy rosnących jednocześnie kadrach PPR, tak jak trudno mówić, że system komunistyczny pojawił się tu z woli i pragnienia mieszkańców ziem polskich. O ile okres II wojny jest w pamięci Polaków stosunkowo jednolicie rozumiany i interpretowany, o tyle z powojniem mamy dużo większy problem.

Henryk Wybranowski „Tarzan”, Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, Mieczysław Małecki „Sokół”, Stanisław Pakuła „Krzewina”, rok 1947 (domena publiczna).

Stworzenie pojęcia Żołnierzy Wyklętych, które opisywać miało tych wszystkich członków podziemia, których dotknęła fala powojennych prześladowań, a w szczególności tych, dla których odpowiedzią na instalację komunizmu był zbrojny opór, miało tę interpretacyjną schizofrenię uleczyć, lub przynajmniej złagodzić jej objawy. Panteon narodowych bohaterów uzupełnić mieli ci, którzy wbrew logice i sytuacji międzynarodowej postanowili dalej walczyć o wolną ojczyznę. Nie było to jednak proste przypomnienie zapomnianej historii, ale proces rehabilitacji tych, których propaganda komunistyczna nazywała „leśnymi bandami” i przypisywała działalność przestępczą. Z punktu widzenia logiki nowej władzy było to oczywiście zrozumiałe. Dla komunistów był to nowy porządek państwowy ukształtowany po II wojnie światowej, a ci którzy zbrojnie przeciwko niemu występowali byli pospolitymi bandytami destabilizującymi sytuację w kraju.

Romuald Rajs „Bury” (domena publiczna). Tworzeniu legendy Wyklętych towarzyszyć więc musiało negowanie zbrodniczego charakteru jej działalności. Doktor Tomasz Łabuszewski – naczelnik BEP IPN w Warszawie – w niedawnym wywiadzie dla portalu Muzeum Historii Polski powiedział: Przez te 45 lat narosły stereotypy tworzone przez historyków w służbie komunistycznej propagandy, które ugruntowały w sporej części społeczeństwa obraz „bandytów” albo w najlepszym razie ludzi nierozumiejących przemian dziejowych po drugiej wojnie światowej. Te stereotypy dotyczyły zwłaszcza środowisk lokalnych na terenach, na których powojenna partyzantka miała masowe poparcie i trwała wiele lat. Komunistom w wielu przypadkach udało się zniszczyć te środowiska, a zwłaszcza ich warstwy oświecone, i w ich miejsce zbudować społeczności „socjalistyczne”, gdzie bandytów nazywano bohaterami, a bohaterów – bandytami. Narracja tworzona wokół powojennego podziemia stała się więc spójna – byli to heroiczni bohaterowie, których ewentualne wady to wyłącznie wykwit komunistycznej propagandy, która chciała skompromitować ich w oczach ludności. Takie postawienie sprawy pozwoliło rozkwitnąć tematyce Żołnierzy Wyklętych czyniąc z niej nie tylko element odkłamywania historii, ale wręcz mody.

Kiedy wydawało się, że nic nie stanie już na przeszkodzie świeckiej kanonizacji Wyklętych, pojawił się problem marszu w Hajnówce, który ku czci podziemia chcieli zorganizować lokalni nacjonaliści. Udało im się nawet uzyskać patronat prezydenta Rzeczpospolitej. Sęk w tym, że głównym bohaterem marszu miał się stać Romuald Rajs „Bury” – żołnierz AK i partyzant Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, który obok bohaterskiej walki przeciwko władzy komunistycznej, odpowiedzialny był za zbrodnie na ludności białoruskiej, w tym mord w Zaleszanach, Puchałach Starych, Zaniach, Szpakach i Końcowiznie. W sumie z rąk oddziałów „Burego” zginąć miało 79 cywilów. Fakty te trudno jest podważyć jako komunistyczny mit stworzony dla potrzeb propagandy. W śledztwie prowadzonym od 2002 roku przez Instytut Pamięci Narodowej udowodniono odpowiedzialność Rajsa za rzezie na ludności prawosławnej zamieszkałej na terenach działań NZW. W jednym z akapitów czytamy:

Dokonane zabójstwa furmanów, jak i skierowane ataki przeciwko mieszkańcom wsi były wymierzone w osoby cywilne, które realnie nie stanowiły zagrożenia dla oddziału. Brak jest danych, że osoby, które straciły życie działały w strukturach państwa komunistycznego, a ich działanie było wymierzone w rozbicie tej organizacji podziemnej. Mówienie o ewentualnym zagrożeniu jest zatem twierdzeniem czysto hipotetycznym i nie pozwalało na podjęcie działań zmierzających do ich fizycznej eliminacji. Nie może zmienić takiego stanowiska przyjęcie tezy, że wydarzenia te miały miejsce w wyjątkowym okresie, w którym dla wielu życie ludzkie nie miało znaczenia, że okrucieństwa niedawno zakończonej wojny wypaczyły psychikę wielu ludzi. Nigdy nie może to jednak determinować lub usprawiedliwiać takich działań w świetle podstawowych, a zarazem nadrzędnych norm prawych, norm które za najważniejszy cel stawiają ochronę najważniejszego dobra jakim jest życie ludzkie. Spośród wszystkich wymienionych powyżej motywów, które determinowały działania „Burego” i części jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej. Reasumując zabójstwa, i usiłowania zabójstwa tych osób należy rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem należące do zbrodni ludobójstwa, wchodzących do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości.

Sprawa „Burego” rzuca więc cień na nieskazitelność Żołnierzy Wyklętych i podważa częściowo opinię, że ich zła sława była wyłącznie dziełem karnych politruków. W tym przypadku afera nie zakończyła się jedynie pojedynczymi protestami. Prezydent odwołał swój patronat, a uczestnicy marszu nie zostali wpuszczeni do kościołów na wcześniej zapowiadane Msze.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-booka „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”

Wydawca: Histmag.org

ISBN: 978-83-930226-9-4

Oprawa: miękka

Liczba stron: 240

Format: 140×195 mm

6,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

@Marek Baran, Komar.
Panowie, dyskusja zboczyła na zupełnie niewłaściwy tor, gdyż zasadniczo dotyczyła wyboru jakiegoś nowego obiektu kultu państwowego, zamiast nietrafionych "żołnierzy wyklętych" i skompromitowanej podkomisją Macierewicza katastrofy smoleńskiej. Przypomniałem wcześniej - pół żartem, pół serio - zatroskanie owym brakiem tow. Kaczyńskiego, który zdesperowany zaproponował nawet tow. Gierka, bo czczenie jakiegoś obiektu wydało mu się nieodzowne. Zostało to gremialnie wyśmiane. Wy zaś przekonujecie wszystkich, że Edward Gierek nie był taki zły. Zgoda, nie był aż tak zły, lecz nie zmienia to faktu, że zły był!
Zastanówmy się lepiej, jaki obiekt kultu podpowiedzieć rządzącym obecnie towarzyszom, aby nasza Polska nie pogrążyła się w bezideowym marazmie.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner: Ano właśnie! Pozytywny bohater dla całego narodu? Trochę przez przekorę, trochę z przekonania, przypomniałem postać tow. Gierka, który był "zły", lecz dla mnie tylko dlatego, iż zawalił z gospodarką. Jakim cudem, przywódca największego z krajów wasalnych mógł być "dobry". Mniej wasalny był np. tow. Ceaușescu, lecz co z tego?
Jeśli przyjmiemy, iż każdy przywódca PRL był z definicji zły, bo stał na czele złego systemu, to niebezpiecznie zbliżamy się do problemu z którym zetknął się N. Davies w dyskusji z amerykańskimi historykami. Otóż - nawet po przyznaniu się Gorbaczowa - twierdzili oni, iż winnymi Katynia są hitlerowcy. Na jakiej zasadzie? Ano na prostym założeniu : skoro Goebbels bez przerwy kłamał, to ogłaszając, iż zbrodni dokonali Sowieci, na pewno też kłamał.



Odpowiedz

Interesujące, że ci dwaj panowie, BB, tak elegancko przejęli język germańców i bolszewików z czasów wojny lub po niej, którzy tak standardowo obdarzali tytułem bandyci wszystkie wrogie im tajne grupy walczących.
Ciekawe!
Z podziwem dla nich
Agent imperializmu angloamerykańskiego
(no, tys piyknie!)



Odpowiedz

Jestem świeżo po lekturze książki Mirosława Tryczyka "Drzazga. Kłamstwa silniejsze niż śmierć", poświęconej obecnemu stanowi pamięci (a właściwie niepamięci) o czynach Polaków wobec Żydów w Jedwabnem, Radziłowie, Szczuczynie itp. w czasie wojny. W tej książce zdumiał mnie pewien jej marginalny aspekt: jednomyślne potępienie tzw. żołnierzy wyklętych przez mieszkańców Podlasia, którzy owych "niezłomnych bojowników z komuną" nazywają wyłącznie bandytami. Jest to o tyle dziwne, że miano bandytów uzyskują na terenach najbardziej przed wojną poddanych wpływom endecji, a obecnie obozu "dobrej zmiany" kreującej, wbrew faktom, nową politykę historyczną. Mam prawo więc przypuszczać, że również przeprowadzenie przez Armię Czerwoną tzw. obławy augustowskiej było satysfakcjonujące dla większości mieszkańców tego regionu.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Mnie postawa mieszkańców Podlasia, nazywająca "Wyklętych" bandytami, wcale nie dziwi. Podobne zjawisko występowało i na Podhalu w odniesieniu do Ognia, również w jego rodzinnych stronach. Pewien mój rozmówca, na sugestię, iż jego rodzina mogła mieć coś wspólnego z zastępcą Ognia (nazwisko to samo), aż się wzdrygnął. Później, słysząc o pomniku w Zakopanem zrozumiałem, dlaczego nie powstał np. w Waksmundzie, czy Ostrowsku. A przecież trudno mieszkańców Podhala posądzać, i kiedyś i teraz, o jakiekolwiek sympatie do "komunistów".



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
A może potrafisz wytłumaczyć, dlaczego obecna władza kreuje fałszywy wizerunek wojennych i powojennych bandytów, skoro nie trafia on do przekonania wyborców nawet w pisowskich zagłębiach? Jaki ma interes w tym, by dokonywać ryzykownych mianowań do rangi bohaterów pospolitych złoczyńców? Wydaje mi się, że gdybym był ministrem kultury, to potrafiłbym z większą korzyścią dla PiS (a i dla Polski - co jest sprawą drugorzędną) wydatkować posiadane pieniądze i możliwości instytucjonalne władzy na własną propagandę. Czyżby ONI byli aż tak głupi?



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Na pierwszym miejscu stawiałbym potrzebę posiadania przez ONYCH własnych, wyłącznie ich, męczenników. W pewnym momencie ONYCH propaganda rozpoczęła tworzenie "IV RP". III RP była już "zajęta", co gorsze przez obrzydliwych liberałów, lub innych wolnomyślicieli, którym podobali się np. akowcy i PSZ na Zachodzie. Trzeba było mieć własnych, "najpolściejszych", najlepiej nieskalanych współpracą z Zachodem (też przecież be!) i jakimkolwiek Wschodem, tylko katolików (to ostatnie to nie żart), więc nawet gen. Anders odpadał.
PS Konieczność posiadania własnych męczenników pojawia się dość systematycznie w dziejach. Ostatnią, którą pamiętam była próba "zamordowania" przez reżim w marcu 1968 r. niejakiej Baranowskiej, byli i inni.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Masz rację, ale wizerunek świętych męczenników z lat 40. trafia wyłącznie do wyobraźni części młodych i prymitywnych ludzi nie znających historii, zwanych najczęściej kibolami. Nie stanowią oni jednak znaczącej części elektoratu, w odróżnieniu od wyznawców zamachu smoleńskiego, który przysporzył PiS wielokrotnie większej grupy wyborców. Nie rozumiem więc, dlaczego władza nie ogranicza się do męczenników sprzed 10 lat, a łączy ich z bandytami, którzy przecież mogą zohydzić ten najważniejszy obiekt kultu.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Sądzę, iż jakiś procencik elektoratu udało się uzyskać przy pomocy "Wyklętych" a sprawę smoleńską ośmieszyła komisja Macierewicza i chyba na niej nie dało się już nic ugrać. Jak Waść pewno zauważyłeś ONI mają sprawny aparat badania opinii i dlatego w 2015 r. w zasadzie porzucili tematy historyczno-ideologiczne i skupili się na "froncie ekonomicznym". Oczywiście tamte tematy istnieją, lecz tylko w niszowych kanałach telewizji, oglądanych przez co najwyżej 2% tzw. elektoratu. A najważniejszy jest TVP1.
PS Tak myślę, iż ciągle chodzi o to samo, czyli o wychowanie "nowego człowieka" i próby trwają. Myślę, że w akcji "Wyklęci" jest 95% cynizmu, to pewne.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Podziwiam Twoją wiarę, że sprawa smoleńska ośmieszyła rządzących, bo wokół mnie pełno jest takich, dla których Macierewicz jest bodajże głównym bohaterem "dobrej zmiany", ważniejszym nawet od Kaczyńskiego. Przecież dla osiągnięcia wiary nie trzeba faktów! Oczywiście religia ta dotyczy ludzi w słusznym wieku, bo dla młodzieży - nie znającej choćby z lektur realiów wojennych i powojennych - wymyślono owych "wyklętych", których legenda chyba już się kończy, o czym świadczą mocno przecenione książki na ich temat w księgarniach. Ciekawy jestem, jaką nową religię wymyślą rządzący?



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner:
Ba, Macierewicz! Jego "podwyznawcy" są niezłomni, ale już nieliczni. Może to przyczyna środowiska w którym się obracam, czyli ludzi techniki, lecz tu "wiara" smoleńska zachwiała się najszybciej i chyba zanikła.
Co władza może wymyśleć? Nową wiarę raczej nie, ale może choć cud pt. uratowanie narodu przed zarazą. A na razie lata odpowiedniego wychowania szkolnego dają rezultaty. Np na równi stawia się daty ! IX i 17 IX 1939 r. a nawet akcentuje się drugą. Niech będzie i tak, ale gdyby nie było pierwszej, nie byłoby i drugiej, a o tej zależności już się nie wspomina.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Nasuwa się tu uporczywie myśl, że rangę świętych pisowskich - po wyczerpaniu się potencjału "żołnierzy wyklętych" - powinni objąć bojownicy walki z komuną z lat 70. i 80. Problem z tym, żeby przy okazji nie doprowadzić do gloryfikacji aktualnych przeciwników politycznych, których niestety, nie wiadomo dlaczego, jest więcej. Jeszcze większy problem jest z właściwym wyeksponowaniem (nawet z własnych szeregów) bardzo niezłomnych, lecz powszechnie niedocenianych braci Kaczyńskich, z których jednego perfidna władza nie chciała nawet internować w stanie wojennym. W tak trudnej sytuacji pozostaje tylko informowanie społeczeństwa o łajdactwach drugiej strony, co być może przełoży się na oddawanie czci właściwym osobom.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner:
Sądzę, iż z "oddawania czci właściwym osobom" nic nie będzie. Z błota nie da się zbudować pomników, a jak Waść słusznie zauważasz, jest to obecnie jedyne "tworzywo". Oprócz tego gwałtownie potrzebni są pozytywni bohaterowie, a co najmniej tacy, którzy coś dużego obiecują, nawet za cenę sporego wysiłku. "Wyklęci" - bądźmy szczerzy - byli przegranymi i bardzo smutnymi postaciami.
Ośmielę się twierdzić, że w naszej powojennej historii jedynym pozytywnym, ogólnopolskim bohaterem był Edward Gierek. Przynajmniej na kilka lat wyrwał naród z gomułkowego marazmu. Mało kto pamięta, iż to własnie on przeforsował objęcie całej wsi polskiej ubezpieczeniami zdrowotnymi i społecznymi i to mu poczytuję za największą historyczną zasługę. To była cicha rewolucja i wreszcie faktyczne zrównanie prawne chłopstwa z resztą narodu. Żaden z poprzednich przywódców II RP i PRL nawet nie pomyślał o tym. Jedni byli z dworków, a drudzy - najczęściej drobnomieszczenie - marzyli o kołchozach i na równi gardzili wsią.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Była już, w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego, próba gloryfikacji Gierka, lecz została wyszydzona, nie tylko przez opozycję. Daję słowo, że nawet przez moment nie byłem zauroczony tow. Edwardem, czym znacząco różniłem się od swego otoczenia, które chciało w nim widzieć krzewiciela socjalizmu z ludzką twarzą. Do tej pory wielu ludzi - zwłaszcza wyznawców i władz PiS - sądzi, że ustrój zakładający państwową własność gospodarki lepiej zaspokaja społeczne potrzeby niż chaotyczna własność prywatna.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner:
Coś muszę wyjaśnić. Prawdopodobnie jestem o kilka lat starszy od Waści, stąd moje nieco inne spojrzenie na postać E. Gierka. I nie chodzi tu o sprawy patriotyczno-ideologiczne, ani żadne zauroczenie jego postacią, a o późniejsze, nie nasze, hasło z 1992 r. „It’s the economy, stupid”. Otóż dość dokładnie pamiętam kilka końcowych lat władzy Gomułki, jego zapasy z Wyszyńskim, oraz obustronne manipulowanie przez ww. opinią publiczną, a także nieudolne „kierowanie” gospodarką przez pierwszego z nich i ogólnospołeczny marazm lat 68 – 70. Po rozpoczęciu studiów (66 r.) wraz z kolegami z roku dostaliśmy dodatkowe lekcje na temat kondycji PRL. Otóż na I roku wykładany był przedmiot „Podstawy filozofii marksistowskiej”. Jakie były założenia programowe nie bardzo wiedzieliśmy, bo najczęściej, po krótkim „odbębnieniu” obowiązkowej treści przechodzono do dyskusji. W niej wykładowca (mam jego podpis w indeksie) objaśniał nam różne kwestie (oczywiście tylko odpowiadając na pytania) i chyba dość uczciwie wyjaśniał nam jak to jest, zwłaszcza z kondycją gospodarki. Ten pan był jednocześnie wykładowcą na WUML. Po roku zniknął z uczelni i myśleliśmy, iż był zbyt szczery. Pewnie był, lecz jeszcze nieco później, dotarła do nas wieść o jego śmierci na raka. Zrozumieliśmy wtedy, chyba trafnie, że ów wykładowca, wiedząc o nadchodzącym kresie mógł pozwolić sobie na szczerość.
To był jeden przyczynek a drugim było Studium Wojskowe, w założeniu bogoojczyźniane, socjalistyczne w treści i wierne Sojusznikowi. Wykładowcami byli najczęściej starsi oficerowie, spora część to weterani I i II Armii z zachowanym kresowym akcentem, jeden przedwojenny kawalerzysta i jeden weteran (jako doradca) wojny w Wietnamie. Jak ognia unikali oni wszelkich nawiązań do obowiązującego ustroju i niezwyciężonej armii sojuszniczej – coś jak w powieściach pozytywizmu, gdzie Rosjanie i Rosja jakby nie istnieli. Lecz nie w tym rzecz. Naszą specjalnością była tzw. służba uzbrojenia. Poznawaliśmy więc całość uzbrojenia (oprócz rakiet) naszych wojsk lądowych, w rękach mieliśmy prawdziwe instrukcje, znaliśmy etatowe wyposażenie do szczebla dywizji. Jednocześnie w dużym skrócie przekazywano nam podobne wiadomości o armiach NATO na przykładzie Bundeswehry i armii francuskiej – o amii USA nic nie mówiono. Czemu te ostatnie wiadomości miały służyć? Chyba tylko podkopaniu wiary w to, iż Wojsko Polskie może coś zdziałać na dowolnym polu walki. Jego stan ocenialiśmy na porównywalnie gorszy, niż był w 1939 r. tym bardziej, że armie NRD i CSRS były wyposażone o klasę lepiej. Innymi słowy uważaliśmy, iż w gospodarce – to było widać gołym okiem i np. w WP/LWP (a o tym nie wszyscy wiedzieli) było źle, lub bardzo źle.
Czy w tej sytuacji (pomijam reperkusje 1968 roku – nie tylko Marca i tzw. bodźce ekonomiczne), tak bardzo dziwnym jest przywitanie przez sporą część narodu, w tym i mnie, E. Gierka, jako człowieka mogącego coś pozytywnego zrobić? To, iż później jego ekipie nie udało się to już inna sprawa, Nie mogło się udać a po części miał pecha podobnie jak II RP z kryzysem 1929 r. .



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Myślę, że w momencie objęcia najwyższej władzy w Polsce przez Gierka społeczeństwo powinno oddzielić swą wiarę w nadejście normalności od realiów ustrojowych, które przecież nie pozwalały na racjonalną gospodarkę lub swobody obywatelskie. Przecież każdy powinien sobie z tego zdawać sprawę! Wiem, że zdecydowana większość Polaków, nawet tych inteligentnych, mimo to zamknęła oczy i rzuciła się w objęcia tow. Edwarda licząc, że skłoni go tym do wzajemności, polegającej na zlekceważeniu przez niego pryncypiów ustrojowych, a przede wszystkim - Wielkiego Przyjaciela. Było to tym bardziej niewybaczalne, że mieliśmy już nauczkę z 1956 r., gdy z prawdopodobnie równym entuzjazmem Polacy witali Gomułkę.
Dodatkowo obciążało Gierka wprowadzenie do konstytucji zapisu o przewodniej roli ZSRR, do czego nie zmuszały go jakiekolwiek naciski zewnętrzne; po prostu chciał się przymilić tamtejszemu gensekowi, by ten dłużej chronił jego władzę i jego baronów.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner:
No właśnie: "wiara w nadejście normalności", pojmowanej ówcześnie a nie współcześnie, mogła zdecydować o jednak szerokim poparciu wewnętrznej polityki tow. Gierka. Jeszcze jeden cytat: "Przecież każdy powinien sobie z tego zdawać sprawę". To jest swego rodzaju nadużycie w stosunku do większości społeczeństwa, oczekującego przede wszystkim "chleba", podczas gdy "igrzyska" wtedy dostępne były mentalnie (pewnie wielu czynię krzywdę) co najwyżej dla 5% społeczeństwa. Zresztą, czy dzisiejsze czasy przyniosły jakąś wielką zmianę jakościową? No, może z 5% zrobiło się ich 15.
Jeszcze jedno osobiste. Dla nas "oficerów przemysłu" - jak mawiał do nas na końcowym seminarium rektor prof. J. Anioła nadejście czasów Gierka było czymś ożywczym i dającym nadzieję na poprawę. Nie mieliśmy złudzeń, co do Zachodu ale chociaż mogliśmy spróbować gonić CSRS lub NRD. Co można było zrobić inaczej?



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ bartensteiner jak zwykle podchodzi do sprawy ideologicznie. Do przemian 1970 / 1971 polskie społeczeństwo podchodziło ambiwalentnie: z wyraźną ulgą przyjęło upadek Gomułki, ale z rezerwą podchodziło do obietnic Gierka. Zwłaszcza że Gierek wyraźnie deklarował granice zmian (na przykład zapowiadając otwarcie, że nie będzie rehabilitacji ludzi pokrzywdzonych przez ekipę gomułkowską - a przecież procesy rehabilitacyjne ofiar stalinizmu były istotnym elementem przemian Października 1956). Ludzie byli wdzięczni Gierkowi za odrzucenie gomułkowskiej reformy gospodarczej opartej na tzw. bodźcach ekonomicznych, a uznanie zaskarbił sobie, gdy wykolegował Moczara, który był jego konkurentem do władzy. Polacy na własne oczy oglądali efekty polityki Gierka w postaci rozwoju kraju. Wprowadzenie do konstytucji zapisów o przywództwie ZSRR i o kierowniczej roli PZPR nie miało żadnego znaczenia praktycznego, a pomogło Gierkowi do praktycznego zwiększenia niezależności wobec ZSRR. Kilka lat później Gierek ustawił się jeśli nie tyłem, to bokiem do interwencji ZSRR w Afganistanie, czym zaskarbił sobie przychylność Zachodu. Przypomnę odpowiedź Aleksandra Kwaśniewskiego na pytanie, dlaczego Polska wzięła udział w wojnie w Iraku i Afganistanie. Jego odpowiedź brzmiała: bo Polska nie miała innego wyjścia. A zatem PRL za Gierka była bardziej niezależna od ZSRR, niż III RP - od USA. Błędem Gierka było złożenie obietnicy zamrożenia cen - i dotrzymywanie tej obietnicy także w warunkach kryzysu naftowego, gdy na Zachodzie inflacja wynosiła 20% rocznie przez kilka lat. A co do swobód obywatelskich - to w komunistycznej Polsce za czasów Gierka były one na pewno większe, niż w tym samym czasie w kapitalistycznej Grecji pod rządami czarnych pułkowników czy w kapitalistycznym Chile za rządów Pinocheta.



Odpowiedz

Jak teraz chcecie wychować obywateli w szkołach imienia? Że wolno? Że sprawa usprawiedliwia? Że można zdradzać, zmieniać strony jak onuce?



Odpowiedz

Bezczelnie wykorzystano przy tym serwilizm sądów wojskowych z początku lat 90. (Rutenocyd przed polskimi sądami NIGDY nie znalazł tyle "zrozumienia, co wyimaginowany afganocyd.)



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org