Opublikowano
2020-11-23 07:01
Licencja
Wolna licencja

Bojkowie: zaginiona ludność Podkarpacia

Bojkowie byli jedną z najciekawszych i jednocześnie najmniej znanych mniejszości etnicznych zamieszkujących II Rzeczpospolitą. W nieistniejącym już świecie kultywowano archaiczne formy życia, w którym zabobony i czary mieszały się z wiarą i cerkwią. Kim byli i jak żyli bieszczadzcy górale?


Strony:
1 2

Bojkowie Bojkowie, litografia z 1837 roku, domena publiczna.

Bojkowie (Bojki) byli największą grupą etniczną górali ruskich. Była to uboga i prosta ludność, która nigdy nie wykształciła elit i nie miała aspiracji narodowych. Ich ziemie znajdowały się na terenie obecnych trzech państw (Polski, Ukrainy i Słowacji) i rozciągały się od Wysokiego Działu w Bieszczadach aż do doliny Łomnicy (dopływ Dniestru) w Gorganach. Na zachodzie graniczyli z Łemkami, na wschodzie z Hucułami. Przed II wojną światową Bojkowie stanowili aż 80% mieszkańców Bieszczadów (w dzisiejszych polskich granicach). Po 1945 roku zostali przesiedleni do Związku Sowieckiego lub rozproszeni po Polsce w wyniku akcji „Wisła”.

Według spisu powszechnego w 2002 roku w województwie podkarpackim zamieszkiwało 2984 Ukraińców, 147 Łemków i ani jeden Bojko. Na historycznym szlaku Podkarpacia zachowało się jednak kilka interesujących pamiątek po tej „zaginionej” ludności. Przede wszystkim warto odwiedzić świetnie zachowane osiemnastowieczne cerkwie typu bojkowskiego w Smolniku i Równi. Zespoły cerkiewne z tego samego stulecia oraz zagrody i chaty z XIX wieku możemy natomiast oglądać w sektorze bojkowskim w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. W Myczkowie (gmina Solina) znajduje się otwarte w 2012 roku Muzeum Kultury Duchowej i Materialnej Bojków. Niewiele, jak na kilkuwiekową obecność w regionie. Jak wyglądał, nie istniejący już, świat Bojków?

Bojkowie: pochodzenie, konserwatyzm i izolacja

Etnografowie od lat nie mogą dojść do porozumienia i rozważają różne warianty pochodzenia ludności bojkowskiej. Najbardziej popularna wersja zakłada, że na terytorium Rzeczpospolitej Bojkowie osiedli się w XV-XVI wieku i byli potomkami osadników rusko-wołoskich. Inna teoria krytykuje tezę o wędrówkach pasterzy z południa i zakłada, że Bojkowie ukształtowali się w wyniku kolonizacji górskich terenów przez zamieszkującą doliny ludność ruską. Część badaczy uważa Bojków, Łemków i Hucułów za czwarty - obok Rosjan, Ukraińców i Białorusinów - naród wschodniosłowiański. Niewątpliwie mieli poczucie swojej rusińskiej odrębności i nie poddali się procesowi ukrainizacji, który przybrał na sile w XX wieku.

Sama nazwa „Bojko” była dla ludności tak określanej uwłaczająca i pełna pogardy. Sami siebie nazywali „Hirniakami” i „Werchowyńcami”, czyli „ludźmi gór”. Bojkami byli dla nich handlarze wołów i właśnie od tych zwierząt („bojka”) prawdopodobnie wywodzi się nazwa grupy etnicznej. Chyba najważniejszy polski etnograf Oskar Kolberg tak pisał o mieszkańcach Bieszczadów: „Kochają się w wołach, jak Huculi w koniach, więc przez nich zwani bykami, bojkami, są pogardzani”. Określenie, a raczej przezwisko, „Bojko” stało się powszechnie używane w XIX wieku i stanowiło niejako synonim człowieka upartego i prymitywnego.

Bojkowie Mapa zasięgów mniejszości etnicznych w południowo-wschodniej Polsce, aut. Wilhelm Klave, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe

Jak wyglądali i jakim językiem posługiwali się Bojkowie? Jedna z zachowanych relacji, cytowana przez Andrzeja Karczmarzewskiego, tak opisuje mieszkańców Dydiowej i Łokcia (nieistniejące dziś wsie w gminie Lutowiska):

na pierwszy rzut oka nie wyglądają zbyt imponująco. Jasne, długie włosy spadają na plecy, twarze z wystającymi kośćmi policzkowymi, oczy szare albo niebieskie, wzrost średni, częściej niski niż wysoki, cała postać krępa i niezgrabna, rzadko wśród mężczyzn trafia się ładna twarz.

Na co dzień posługiwali się wywodzącym z języka ruskiego dialektem bojkowskim, który nie posiadał formy literackiej.

Wśród najbardziej konserwatywnych ośrodków Bojkowszczyzny, w których najdłużej przetrwały elementy tradycyjnej kultury w obrzędach i zwyczajach, były: Smerek, Wetlina, Wołosate i Ustrzyki Górne, obecnie popularne miejscowości turystyczne w polskich Bieszczadach. Najczęściej w jednej chacie mieszkały co najmniej trzy pokolenia, głowa rodu wraz z synami lub braćmi oraz ich potomkami. Sytuacja córek była znacznie gorsza aniżeli synów. W rodzinie wszystko było wspólne, obowiązki wyznaczał ojciec, który zarządzał majątkiem i reprezentował „wspólnotę” na zewnątrz. Kultura Bojków z pewnością była prymitywniejsza niż sąsiadów, Łemków i Hucułów. Uważani byli za lud nieokrzesany, w skutek wielowiekowego ucisku służalczy, ze słabo rozwiniętym poczuciem godności. Oddajmy ponownie głos Kolbergowi:

Są poczciwi, wytrwali, zimno i niedostatek cierpliwie znoszą. […] Gościnność tak szanują, że ostatniego szczątku przychodniowi gotowi udzielić. […] Stoi jeszcze na niskim stopniu oświaty, mnóstwu zabobonów hołdując. Do wady jego należy także zbytni nałóg pijaństwa.

O konserwatyzmie Bojków świadczyła niechęć do wszelkich zmian: nie pozwalali szczepić dzieci przeciwko ospie, sprzeciwiali się budowie kominów w chatach. Niechętnie opuszczali swoje domostwa, w przeciwieństwie do Łemków rzadko udawali się na emigrację. Ubrania, budownictwo, obrzędy i metody gospodarowania pozostawały wśród tej ludności takie same od pokoleń. Izolowali się od sąsiednich grup etnicznych, stąd byli przez nie nielubiani i często pogardzani. Zresztą w zachowanych relacjach niezwykle rzadko pojawiają się pozytywne opinie na ich temat. Mieczysław Orłowicz, krajoznawca i popularyzator turystyki w II Rzeczpospolitej, podkreślał, że podkarpaccy górale „nie odznaczali się ani urodą, ani pięknością, ani sztuką ludową, a jedynie cerkwie drewniane w Bieszczadach zwracają na się uwagę swą piękną i oryginalną architekturą”.

Bojkowie Folder reklamowy wystawy etnograficznej z roku 1880, zorganizowanej przez oddzial Towarzystwa Tatrzańskiego w Kolomyi, "Huculszczyzna", domena publiczna.

Trudnili się przede wszystkim pasterstwem i znaczną część roku spędzali na bieszczadzkich połoninach. Rolnictwo mieli słabo rozwinięte. Gospodarstwa były prawie samowystarczalne. Pożywienie uzupełniano przez zbieractwo. Dodatkowo Bojkowie pracowali przy wyrębie lasów, w tartakach, wypalali węgiel drzewny, transportowali wozami sól. Handlowali (głównie żywnością) pomiędzy Węgrami a Lwowem, gdzie mieli własne targi.

Znany pisarz Antoni Ossendowski w Cudach Polski w tomie Karpaty i Podkarpacie (1928 rok) napisał: „Bojkowszczyzna – to biedny kraj. Ludność jego ciężko pracując na mały dostatek, żywi się wyłącznie ziemniakami i owsianymi plackami”. Dzieci, nawet w wieku dwunastu lat, często nie posiadały własnych butów i spodni. Biegały boso przez większą część roku, ubrane w długie koszule z grubego płótna. W innym tekście ten sam Ossendowski pokusił się o wskazanie, czym Bojkowie różnili się od Łemków: „charakterem – beztroskim, wesołym, żądnym hucznej zabawy, śpiewu, tańca i zielonej okowity, najmocniejszej. […] I duszę mają inną! Zna ona żar namiętności, gniew nieokiełznany […]”.

Wypędzona mniejszość. Łemkowie w PRL

Komuniści chcieli o nich po prostu zapomnieć. Kiedyś byli, ale potem ich wysiedlono - i kwita. Ale Łemkowie okazali się twardsi.



Czytaj dalej...

Bojkowie: zwyczaje i obrzędy

W dwudziestoleciu międzywojennym Bojkowszczyzna stanowiła jeden z najciekawszych terenów dla badań etnograficznych. Roman Reinfuss pisał, że na tych niedostępnych ziemiach „znaleźć można zakonserwowane, jak mucha w bursztynie, ciekawe formy życia górali” i to „w najbardziej archaicznej formie”. Tradycyjna kultura przetrwała w Bieszczadach w praktycznie niezmienionej formie aż do wybuchu II wojny światowej, czemu niewątpliwie sprzyjał brak odpowiedniego poziomu edukacji i wysoki poziom analfabetyzmu.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Ten artykuł powstał dzięki Waszemu wsparciu w serwisie Patronite! Dowiedz się więcej!


Ten artykuł powstał dzięki Waszemu wsparciu w serwisie Patronite, a jego temat został wybrany przez naszych Patronów. Wesprzyj nas na Patronite i Ty też współdecyduj o naszych kolejnych tekstach! Dowiedz się więcej!

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: hwyhobo |

Artykół o Bojkach, wszystkie komentarze do tej pory o Łemkach. ?



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: hwyhobo
Bez obrazy dla Bojków, lecz ich kawałek Karpat był najbardziej zapadłą "dziurą" w naszych górach. Przedwojenna turystyka tych terenów nie dotknęła, dla etnografów nieciekawi i mało komunikatywni. Później przyszedł rok 1939 i znaleźli się prawie wszyscy w ZSRR. Po radzieckiej stronie granicy, która biegła głównie Sanem utworzono tzw. zonę, to jest bezludny pas szerokości 800 m. Skutkiem było zniknięcie wielu wsi z natury położonych w dolinie rzeki. Co było w czasie okupacji nie wiem, ale odstępując nam łaskawie w 1951 r obecny powiat bieszczadzki (Ustrzyki D.) po prostu zabrali ze sobą całą tamtejszą ludność. I tyle widzieliśmy Bojków. Pozostała tak zwana pustka osadnicza a ekstremalni ekolodzy usiłują doprowadzić ją do stanu pierwotnej Puszczy Karpackiej.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

@ Gość: Marek Baran
Uprzejmie przypominam, że te 140-150 tys. ludzi objętych akcją "Wisła" pochodziło z terenów teoretycznie już wyludnionych poprzez przesiedlenia do ZSRR. Rodzice mojej żony pochodzili spod Ustrzyk Górnych i określali się - tak jak większość przesiedlanych do Prus - jako Łemkowie, broń Boże Ukraińcy lub Bojkowie, bo ci pierwsi byli znani z tego, że nie popierali UPA. Udało im się uniknąć pierwotnego wysiedlenia tylko dlatego, że chroniło ich UPA, które dzięki temu mogło liczyć na utrzymanie w ukraińskich wsiach. Akcja Wisła zlikwidowała tę bazę, a w konsekwencji zanik ukraińskiej partyzantki.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: bartensteiner
No proszę, znowu ciekawy przyczynek do ludzkich losów. A opowieści o wsiach zniszczonych w czasie tworzenia "zony", oraz wskazywanie gdzie były, mam od pewnego Podhalanina, który osiadł tam z końcem lat 50. i interesował się historią swojej nowej małej ojczyzny.
Jednak popełniłem błąd, nie biorąc pod uwagę tego, iż granica biegła Sanem i spora część Bojków znalazła się w GG a nie w ZSRR. Tym niemniej Wikipedia podaje, iż Ustrzyki Górne zostały głównie zniszczone w trakcie walk NKWD z sotnią "Bira", oraz że stamtąd (czyli nominalnie z Polski) też wysiedlano przymusowo do ZSRR. Nasi, to jest Polacy, czasami pytali, gdzie dana wieś chce być wysiedlona. I tak było w jednej z wsi tzw. Rusi Szlachtowskiej. Dano im wybór, lecz miejscowy pop namówił ich do wyjazdu na Ukrainę. No i pożałowali już kilkadziesiąt kilometrów za granicą. Od pociągu odczepiono lokomotywę i zostawiono ich w szczerym polu jako żer dla miejscowej bandy. O tym opowiadała mi uczestniczka tej akcji. Jej rodzina wyszła z tego dość cało. Mianowicie ojciec z miejsca zorientował się co się będzie działo i zabrał swoich biegiem do najbliższego lasu, skąd obserwowali rabunek pociągu. Później dotarli do najbliższego miasteczka i jakimś sposobem (opwiadająca nie wiedziała - może podali się za Polaków) wrócili do Polski. Owa pani co kilka lat przyjeżdżała do rodzinnego gospodarstwa, gdzie byli już nowi ludzie, ale najwyraźniej była z nimi zaprzyjaźniona. Myśmy trafili na ową wizytę w czasie pobytu na tzw. letnisku.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

@ Gość: Marek Baran
Słodycz życia w Kraju Rad była dobrze znana miejscowym Ukraińcom (nazywanie ich Bojkami jest jakimś eufemizmem), więc z wszystkich sił starali się uniknąć deportacji na wschód, czasami nawet aż do Kazachstanu. Także UPA była żywotnie zainteresowana pozostawieniem na miejscu tej ludności, mniemając, że Polacy nie będą tak skuteczni jak NKWD w likwidowaniu ukraińskiego podziemia. Zamierzało ono przetrwać do III wojny światowej, co - nie tylko z dzisiejszej perspektywy - było wielkim idiotyzmem, charakteryzującym także naszych "wyklętych". W rodzinie mojej żony jeszcze dziś się opowiada o szczęśliwym przypadku złamania się czegoś w załadowanym dobytkiem wozie, w związku z czym nie zdążyła ona na konwój do ZSRR. Ponadto odnoszę wrażenie, że ja, jako Polak, nie usłyszałem od teściów w pełni prawdziwej wersji owego wydarzenia.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: bartensteiner
Jedna uwaga. Zasłyszana przeze mnie opowieść dotyczy okolic Szczawnicy a nie Bieszczad, czy Beskidu Niskiego. Wysiedlenie tamtejszych Łemków było po prostu podłością, zwłaszcza, iż obiecano im pozostanie u siebie.
Takie były czasy a niechęć do Ukraińców powszechna. Pewien pochodzący ze wschodniej Lubelszczyzny architekt (kolega z pracy) nigdy nie klął. Jeśli już to robił (w odniesieniu do osoby) to syczał "ty Ukraińcu" - czterdzieści lat po wojnie. Nieco mniej wytwornie, lecz podobnie, postępował inny starszy kolega - rodem z Żółkwi.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

@ Gość: Marek Baran
Zgadza się. Na moim podwórku, kiedy się przezywaliśmy, najgorszym wyzwiskiem było "ty, Ukraińcu!", zamieniane czasami na gestapowca lub esesmana. Także moja żona, w okresie narzeczeńskim, próbowała ukryć swoją narodowość.



Odpowiedz

Gość: An |

Oj, strasznie ten tekst lzawy i sentymentalny, jak z pamiętnika pensjonarki. Nie takie potęgi cywilizacyjne jak Łemkowie przeminely....Bylo, minęło i nie wróci. Ten tekst przypomina żale polskiego emigranta ktory wrocil i z zalem stwierdzil ze nie ma juz ruin w ktorych sie bawil jako dziecko, nie ma już sklepu GS gdzie kupowal cukierki, zniknal tez bar mleczny gdzie tak fajnie zalatywalo kapusta. Ech, komu to przeszkadzało, lza sie kreci w oku......



Odpowiedz

@ Gość: An
Ale cierpień ludzi i pojedynczego człowieka nie mierzy się wielkością populacji nimi dotkniętych.
Może to w 1965 r. było, jak sobie zabłądziłem w górski las i zarośla Gabańki nad Szlachtową koło Szczawnicy. Trafiłem na jakaś polanę. Rosły na niej jeszcze stare jabłonie i grusze po dawnych zabudowaniach łemkowskich. W jednym miejscu jakieś reszki niezburzonej kuchni, a ze starego pieca chlebowego wypadały już dzikie... koty. Ich nie spalono ani nie przesiedlono..
Do dziś je i całą scenę pamiętam. Tam byli... Jest pustka po nich na polanie.
Bardzo potem znów to przeżyłem, gdy dowiedziałem się, że w odległości kilkudziesięciu kilometrow wiejska szkoła, w której uczyłem, została zbudowana z drzewa z zabudowań mieszkalnych Łemków, może z tej polany...



Odpowiedz

@ Gość: An
No i cóż powiesz, znów wyszło łzawo? No cóż, tym się różni historia sił politycznych od historii życia.



Odpowiedz

Gość: Jb |

@ StP tzn. zal ze to drewno nie zgnilo, nie spalilo sie tylko wybudowali z niego szkole dla wiejskich dzieci....Przypomina to trochę zale narodu wybranego ze dobra po ich zabitych rodakach przejęli ci straszni Polacy, a nie rząd niemiecki.....



Odpowiedz

Gość: Jb |

Wysiedlenia to rzecz drastyczna...
Mam znajomego w Zielonej Górze, pochodzi z Łemków, wnuk wydzielonych w Akcji Wisla, lekarz. Dobra praca i placa wlasny dom....Autor pewnie uwarza ze ten czlowiek powinien wrocic do rodzinnego hutoru gdzies pod Gorlicami, wyplatac lapcie z lyka i spiewac rzewne dumki......



Odpowiedz
Piotr Bejrowski

Absolwent historii i politologii na Uniwersytecie Gdańskim. Sportowiec-amator, podróżnik. Autor tekstów popularnonaukowych. Redaktor e-booków wydawanych przez Histmag.org.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org