Opublikowano
2016-11-06 16:00 (akt. 2020-02-09 09:06)
Licencja
Prawa zastrzeżone

Rzeź wołyńska: skąd to okrucieństwo?

Tysiące ofiar zarąbanych siekierami, żywcem przepiłowanych czy przybitych do chat. Bestialstwo zbrodni dokonanych przez Ukraińców na Polakach w latach 1943-1944 jest obezwładniające. Dlaczego rzeź wołyńska była tak okrutna?


Strony:
1 2 3

Rzeź wołyńska – zobacz też: O godność i przetrwanie – organizacja polskich samoobron na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej

Rzeź wołyńska Tablica upamiętniająca ofiary rzezi dokonanej przez oddziały UPA na mieszkańcach wsi Parośla I (fot. Grzegorz Naumowicz; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0) Okrucieństwo. To słowo wypowie zapewne większość osób zapytanych o pierwsze skojarzenie z wydarzeniami na sąsiadującym z Lubelszczyzną Wołyniu, które historycy nazywają zbrodnią wołyńsko-galicyjską 1943–1945. Opisy bestialstwa i wymyślnych męczarni zadawanych ofiarom stanowią nieodłączną część opowieści o antypolskich czystkach prowadzonych przez członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów-Bandery (OUN-B) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Poruszają one do głębi, nie pozwalają o sobie zapomnieć, ale też przytłaczają, co sprawia, że wszelkie próby wyjaśnienia tego, co się wtedy stało, wydają się zbyt błahe i banalne, a nawet obojętne wobec wyrządzonego zła.

Polacy ze wsi Parośle powiązani i zarąbani siekierami, mieszkańcy Woli Ostrowieckiej wyprowadzani niewielkimi grupami za stodołę i kolejno zabijani tępymi narzędziami… Poznając te i podobne fakty, stajemy się w pewien sposób bezwolni. Odtąd to one stają przed oczyma wyobraźni każdego, kto zapoznał się, choćby powierzchownie, z tą tematyką, wpływając nie tylko na historyczne oceny wydarzeń, ale też na stosunek do współczesnych relacji polsko-ukraińskich.

Rzeź wołyńska – historia i pamięć o zbrodni UPA

Czytaj dalej...
Trudno się dziwić, że dyskusje wokół tej tematyki wcześniej lub później nieodmiennie dotykają kwestii okrucieństwa. Od kilkudziesięciu lat wiele osób próbuje odpowiedzieć na pytanie, co spowodowało takie natężenie barbarzyństwa. Skąd „wzięło się” aż takie okrucieństwo? Jak człowiek może zadawać tak wyrafinowane cierpienia innym ludziom? A także jak o tych wydarzeniach mówić i pamiętać, by nie dać się ponieść uczuciom wywoływanym przez tak poruszające obrazy?

Te pytania (i poszukiwania na nie odpowiedzi) nie są udziałem jedynie historyków. Możemy je odnaleźć również w dziełach wybitnych polskich oraz ukraińskich pisarzy. W powieści Włodzimierza Odojewskiego Oksana tytułowa bohaterka, wychowana w miasteczku Underding koło Monachium, opowiada zaprzyjaźnionemu Polakowi przechowywane w pamięci doświadczenie z dzieciństwa: „to były imieniny męża tej ciotki… […] I oni się popili, ci waleczni mężczyźni. Więc przypominali sobie nawzajem te swoje wojenne przygody. […] miałam dopiero osiem lat. Kręciłam się tam między fotelami a potężną kanapą, gdzie oni w krąg siedzieli”. „[…] w jej źrenicach […] zobaczył jakieś złowrogie światło i do żywego poruszony pomyślał, że jest ono odbiciem stalowego błysku tej dwuręcznej piły przepoławiającej tamto wijące się w przedśmiertelnych konwulsjach ciało kobiety, o której mówili ci pijani alkoholem i wspomnieniami krwi dzielni wojownicy, tego błysku piły, który zapewne ujrzała jej wyobraźnia w ich bełkotliwych monologach”1.

Rzeź wołyńska Ofiary zbrodni dokonanej przez UPA we wsi Lipniki, 26 marca 1943 roku (domena publiczna)

A tak widzi wołyńskie wypadki opisywany w powieści Oksany Zabużko Muzeum porzuconych sekretów działacz OUN Adrian Ortyński: „Spuścizna Polski — to ona swoim dwudziestoleciem rządzenia nami z pogardliwą przez zęby cedzoną pewnością, że «Rusini» to nie ludzie, a «kabany» [świnie — G.M.], wyhartowała nas jak dobrą siekierę, wyuczyła odpowiadać symetrycznie tym samym…* […] kiedy nasza wojskowa siła, przelawszy się przez brzegi jak wzbierająca rzeka, zaczęła spływać w koryto zemsty, i na Wołyniu i Podolu zapłonęły majątki polskich kolonistów, znalazła się wśród nas inna siła, która zatrzymała, zagrodziła drogę tamtego ruchu, zdążającego po trajektorii ślepego rewanżu […] bo siła nasza służyć ma nie zemście, lecz wyzwoleniu, a ten kto znęca się nad bezbronnym, sam jest własnym więźniem. I odrodziliśmy się”2. Z obu tych opisów przebija dojmująca świadomość, że mowa o wydarzeniach pełnych prymitywnego okrucieństwa. Ich zestawienie pokazuje jednak równocześnie, jak odmiennie mogą być one rozumiane i interpretowane. Jeśli u Odojewskiego sprawcy dokonują zbrodni dla przyjemności, jeszcze po latach bawiąc się jej wspomnieniem, to u Zabużko są oni ślepym narzędziem surowej, ludowej sprawiedliwości. Zemsta na „polskich kolonistach” jest co prawda aktem w pełni zrozumiałym, ale nacjonaliści skupieni w OUN, powodowani szacunkiem dla chrześcijańskiej etyki, potrafią ostatecznie zapanować nad chłopskim żywiołem rewanżu.

Warto bliżej przyjrzeć się tym dwóm punktom widzenia. Nie są one bowiem jedynie autonomicznym wyrazem poglądów pary znakomitych pisarzy, ale stanowią również odbicie społecznych przekonań o przeszłości silnie obecnych wśród współczesnych Polaków i Ukraińców. Przekonań, które układają się w odrębne, lecz spójne opowieści.

Przypisy:

1 Włodzimierz Odojewski, Oksana, Warszawa 1999, s. 204–206.

2 Oksana Zabużko, Muzeum porzuconych sekretów, tłum. Katarzyna Kotyńska, Warszawa 2012, s. 408.

Tekst jest fragmentem książki Grzegorza Motyki „Wołyń '43”:

Autor: Grzegorz Motyka
Tytuł: „Wołyń '43”
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Numer wydania: I
Oprawa: zintegrowana
Wymiary: 145×207
Data wydania: październik 2016
EAN: 9788308062074
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-08-06207-4
Cena: 38,00 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Skryba |

Ten tekst jest przede wszystkim bardzo źle napisany. Szczególnie ostatnia część wywodu tak pod względem składni, jak i formy, przypomina bardziej rozprawkę zaangażowanego gimnazjalisty niż artykuł - recenzję historyka (szczerze, po lekturze tego tekstu nie wiem, czy to promocja książki, zlepek cytatów, czy... właściwie co?). Jesli histmaga nie stać na profesjonalnych edytorów, niech chociaż pozwoli takim tekstom ginąć w mrokach przeszłości. Domyślam się, że tekst budzi emocje, dobrze się klika, ale naprawdę, pod względem stylu i formy, oraz ze względu na chaos w argumentacji, powinien być wstydliwym epizodem nie tylko w twórczości autora, ale i portalu. To piśmienniczy koszmarek.



Odpowiedz

Gość: Jansen |

Pan Motyka jak zwykle pod płaszczykiem rzeczywiście bardzo dużej wiedzy na temat OUN/UPA i ludobójstwa na Wołyniu (i ciągu dalszego na innych terenach) przemyca probanderowskie wrzutki, wypaczające rzeczywisty obraz tych czasów. Jak można napisać takie bzdury: "Zemsta na „polskich kolonistach” jest co prawda aktem w pełni zrozumiałym, ale nacjonaliści skupieni w OUN, powodowani szacunkiem dla chrześcijańskiej etyki, potrafią ostatecznie zapanować nad chłopskim żywiołem rewanżu." Na jakich kolonistach? Ukraińcy (nie tylko nacjonaliści, ale i prymitywne chłopstwo, wcale w dużej części nie pod przymusem tylko z pazerności i zawiści) mordowali wszystkich Polakow, w tym takich samych prostych, biednych ludzi polskiego pochodzenia, którzy od pokoleń żyli obok. Zemsta jest zrozumiała? Nic nie tłumaczy mordowania przypadkowych ludzi, z dziećmi włącznie! OUN była inicjatorem i głównym wykonawcą ludobójstwa a nie "opanowywała chłopski żywioł". Z chrześcijańską etyka nie miała nic wspólnego.

Czytaj więcej: https://histmag.org/Rzez-wolynska-skad-to-okrucienstwo-14222/



Odpowiedz

Gość: Janina |

Moja mama z ojcem i siostrą uciekły z Szumska do Krzemieńca, a tam Dziadek załatwił wyjazd na roboty do Niemiec i tak w wagonie kolejowym dotarli do Polski. W wagonie w którym uciekali było 19 rodzin, i tylko jedna polska. Reszta to rodziny ukraińskie, które też uciekały przed tym okrucieństwem. Dlatego mam dwie uwagi do zamieszczonych tu komentarzy. .......... Po pierwsze, nie wszyscy Ukraińcy są jednakowi – i koniecznie trzeba to rozróżniać. Mama mówiła, że wszyscy Ukraińcy im pomagali – straszne były tylko te bandy – w zasadzie oparte o oddziały banderowców, ale też inne bandy ukraińskich morderców. .......... Po drugie nie zgadzam się o mówieniu o jakimś prześladowaniu i kolonializmie w okresie międzywojennym. W szkole były szanowane terminy świąt katolickich i prawosławnych, Mama obchodziła święta katolickie i prawosławne, wiele rodzin było mieszanych. Dziadek po IWŚ jako wojskowy zwalczał bolszewików, przez co również chronił Ukraińców.. Potem prowadził gospodarstwo rolne i sam w nim pracował. Babka była zielarką – leczyła wszystkich okolicznych ludzi – również Ukraińców. Co dzień ustawiały się przed ich domem kolejki z wozami, na których przywożono do niej chorych. Rodzina od strony Babki mieszkała tam od setek lat, doskonale znała tamtejsze zioła, a wiedzę miała przekazywaną od wielu pokoleń. Nie pojechała tam kolonizować, to był jej kraj. Niegodne jest mówienie o kolonializmie i ciemiężeniu.



Odpowiedz

W dyskusjach o relacjach polsko-ukraińskich często przewija się motyw rzekomej pogardy, z jaką polscy panowie traktowali rusińskich (nie ukraińskich!) chłopów. Czy ci, którzy takie zarzuty stawiają Polakom, porównywali sposób odnoszenia się polskich panów do etnicznie polskich chłopów? Zapewne nie zauważali takiej różnicy - bo jej nie było - lecz zapewne dziś uważają, że chłopom ukraińskim należał się większy szacunek niż ich polskim odpowiednikom. W dodatku, co przyznają również historycy ukraińscy, zdecydowana większość "panów" była pochodzenia rusińskiego, z czego należałoby wnioskować, że to ukraińscy panowie z pogardą traktowali polskich chłopów.
W dyskusjach tych przewija się również rzekomy problem tzw. polskich osadników wojskowych na Wołyniu. Od początku nie było ich wielu, zaś w momencie wszczęcia zorganizowanych przez OUN/UPA rzezi w 1943 r. zostali już w latach 1940-41 wywiezieni w głąb ZSRR. Sprawa tych osadników jest przywoływana tylko po to, by znaleźć wytłumaczenie dla rzekomej spontaniczności rezania na Wołyniu Polaków 11.07.1943 r. - podczas gdy faktycznymi wykonawcami tego ludobójstwa w 90% byli Galicjanie z rozwiązanego 201 pułku policyjnego, tylko wspomagani - dobrowolnie lub pod przymusem - miejscową ludnością.



Odpowiedz

Gość: AWU |

@ bartensteiner : jedna uwaga, pokolenie moich dziadków i pradziadków (a raczej babć i prababć gdyż to głównie one przeżyły 2 w.ś.) nie używało określenia "rusińskie" a po prostu "ruskie". Narodowość "Rusini" język "ruski". Słowa "ruski/ruscy" nabrały znaczenia pejoratywnego w określeniu do Rosjan chyba dopiero w epoce Perelu? Poprzednio obecnych "Rosjan" zwano "Moskalami" w odróżnieniu od "Rusinów". Określenie "Moskal" było na pewno powszechnie stosowane podczas 1 w.ś. Zresztą nazwa "Rosja" została wprowadzona przez Moskali dopiero w XIX w aby podkreślić rzekome prawa do wszystkich ziem ruskich. Napoleon nie wojował z "Rosją" lecz "Moskwą" (Moscou) W czasie wojny krymskiej brytyjskie gazety pisały nie o "Rosji" lecz "Moskwie" (Muscovy). Co do faktu że na ziemiach wschodnich (Ukraina i Litwa) zdecydowana większość szlachty i magnatów było pochodzenia ruskiego jest chyba bezsporne? Zastanawia mnie również fakt iż zdecydowana większość zbrodni dokonanych przez Ukrainców na Polakach dokonała się na Wołyniu który poprzednio był częścią zaboru rosyjskiego a nie w Galicji, aczkolwiek zbrodnie te były zaplanowane przez przywódców nacjonalistycznego ruchu z Galicji. Zbrodnie dokonywane były głównie rękoma lokalnych chłopów , sąsiadów. Rolę 201 Schutzmanschaft chyba Pan przecenia, byli na pewno organizatorami i nadzorcami tej operacji ale w mniejszym stopniu bezpośrednimi wykonawcami. Co do brutalności tych zbrodni jak napisałem poniżej, podobnej byliśmy świadkami w latach 1990-tych w b. Jugosławii. O brutalności chłopskiej rebelii Szeli (co do którego pochodzenia etnicznego raczej nie ma wątpliwości?) w 1846r nie wspominając. Po prostu brutalna chłopska wojna z siekierami i piłami?



Odpowiedz

@ Gość: AWU
Rzeczywiście, przeważnie używano przymiotnika "ruski", ale obecnemu czytelnikowi kojarzy się on nie tylko z Ukraińcami, lecz przede wszystkim z Rosjanami lub Białorusinami, więc dla uniknięcia nieporozumień użyłem zwrotu "rusiński", który kiedyś - aczkolwiek rzadziej - był także używany. Co zaś do procentowego udziału Galicjan w rzeziach na Wołyniu - tutaj autorytetem dla mnie jest ś.p. Wiktor Poliszczuk, Wołyniak przecież, który wielokrotnie w swych publikacjach stwierdzał, że przybysze z Galicji stanowili 95% morderców, bowiem miejscowa ludność wcale nie była skłonna do samosądów na swych polskich sąsiadach, a którzy w 1943 r. stanowili już niecałe 10% populacji Wołynia, więc nie stanowili problemu nawet dla nielicznych tam szowinistycznych Ukraińców. Niedawno gdzieś czytałem, że pewnemu polskiemu historykowi jego ukraiński kolega dostarczył wyciągnięty podstępem z państwowego archiwum raport dowódcy sotni czy kurenia z 11.07.1943 r. w którym ten z dumą melduje swym przełożonym, że udało mu się skłonić do pomocy w likwidowaniu Polaków także miejscowych chłopów. Oznacza to, że podstawową siłą sprawczą rzezi wołyńskiej były formacje zbrojne OUN z Galicji, w której ukraińskim bohaterom trudniej było niż na Wołyniu likwidować polską ludność. Działo się tak z uwagi na fakt, że leżała ona w Generalnej Guberni, gdzie władza policyjna była skuteczniejsza, a ponadto w sporej mierze obsadzona już przez Polaków, którzy zastąpili w niej zbiegłych Ukraińców. Łatwiej też tam było, niż na Wołyniu - za przyczyną odmiennego parytetu narodowościowego - zorganizować polską cywilną samoobronę. Początkowo w likwidowaniu Polaków na Wołyniu nie pomagała OUN-B nawet pierwsza UPA Tarasa Bulby-Borowcia, bo także broniła się przed samosądami banderowskiej Służby Bezpeky z Galicji.



Odpowiedz

Gość: AWU |

@ bartensteiner : Jak napisałem powyżej.. wojna chłopska na siekiery i piły .. podejrzewam iż przeciętni Rusini Galicji bardziej zdawali sobie sprawę co może przynieść "wyzwolenie" przez Sowietów. Znane były już liczby głodomoru na sowieckiej Ukrainie i świeża pamięć wynoszenia zwłok z więzienia Św Brygidy we Lwowie zamordowanych przez NKWD tuż przed ich paniczną ucieczką z miasta (jest o tym film na YT) Zresztą w Galicji nie tylko Ukraińcy stawiali bramy triumfalne wkraczającym jednostkom Wehrmachtu ale również Polacy.. fakt potwierdzony meldunkami polskiego wywiadu do SG WP w Londynie..



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: AWU
Najczęściej jestem w kontrze do AWU, lecz tym razem myślę podobnie. Wołyń to w największej części była tzw. wojna chłopska, rzecz niestety mająca od czasu do czasu miejsce na całym świecie. Oczywiście muszą być zadawnione pretensje, musi być zapalnik - tutaj OUN, lecz i musi być to region na uboczu, trochę odcięty od świata. Takim obszarem był Wołyń. Mało kto wie, iż pierwszą prawdziwą drogę (owszem były tam zwyczajowe trakty tak nazywane) z bodajże Lublina do Równego zbudowano dopiero za II RP.



Odpowiedz

Gość: AWU |

@ bartensteiner : województwa lwowskie i tarnopolskie nigdy nie znalazły się w granicach tzw Generalnej Guberni co zresztą "gubernator" dr Hans Frank przeżywał ciężko. Na tych rejonach nie było tzw "granatowej policji"..



Odpowiedz

@ Gość: AWU
Akurat to nie Hans Frank ciężko przeżywał włączenie 1.08.1941 r. Dystryktu Galicji do Generalnej Guberni, lecz Bandera, Stećko itp., gdyż oznaczało to, że nawet Niemcy zaliczali województwo lwowskie i tarnopolskie do ziem rdzennie polskich. Stało się tak, mimo że miesiąc wcześniej OUN zadeklarował utworzenie na tych terenach swego faszystowskiego państwa, mającego stać wiernie u boku III Rzeszy i jej wodza Adolfa Hitlera, jednak Fuhrer nie pozwolił na to, gdyż stwierdził, że OUN to kupa awanturników i zbrodniarzy. Zależało mu zaś na tym, by ziemie te były spokojnym zapleczem frontowym, a nie miejscem wzajemnego wyrzynania się Ukraińców, walczących o władzę w nowo powstałym państwie.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Nazywanie wołyńskiego ludobójstwa wojną chłopską jest ewidentnym zafałszowaniem rzeczywistości, efektem propagandy - zarówno komunistów, jak i ukraińskich szowinistów. Jednym i drugim zależało na tym, by potraktować te rzezie jako nieuchronny rezultat bezczelnego panoszenia się Lachów wśród spokojnych, pracowitych i miłujących pokój Ukraińców. Nawet jeżeli uznać 95% Poliszczuka za przesadzone, to i tak trzeba stwierdzić, że przewaga obcego elementu mordującego była decydująca. Zapomina się jednak o tym, że w takiej samej sytuacji znalazła się włościańska część Białorusi, gdzie jednak do masowych mordów Polaków nie doszło, pomimo że co najmniej 300 tys. Białorusinów dostało od Niemców broń, by walczyć z radziecką partyzantką.



Odpowiedz

Gość: AWU |

Jest ironią że podobne zbrodnie miały miejsce 50 lat pózniej w republikach b. Jugosławii dosłownie na oczach Europy i świata gdy ONZ kolejny raz udowodnił swą impotencję i dopiero interwencja NATO położyła im kres.



Odpowiedz
Grzegorz Motyka

Historyk, zajmuje się głównie tematyką ukraińską. Członek Rady Instytut Pamięci Narodowej, autor licznych publikacji na temat historii stosunków polsko-ukraińskich.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org